Witaj, Nieznajomy

Forum wykorzystuje tzw. mechanizm ciasteczek (ang. cookies). U偶ywaj膮c forum wyra偶asz zgod臋 na ich przechowywanie w pami臋ci przegl膮darki i twojego komputera. Je偶eli nie zgadzasz si臋 na ich wykorzystanie, zmie艅 ustawienia przegl膮darki.

Ostatnia wizyta: Obecny czas: Pi膮, 19 Kwi 2019, 08:12


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(贸w) ] 
Autor Wiadomo艣膰
 Temat postu: opowiadanie noir sf fragment
PostWys艂any: Nie, 23 Gru 2018, 23:48 
Przybysz
Awatar u偶ytkownika

Do艂膮czenie: Nie, 23 Gru 2018, 22:37
Posty: 3
Zapach mokrego asfaltu przebija艂 si臋 przez krzemow膮 warstw臋 irytuj膮co migaj膮cych neon贸w, porozwieszanych na frontowej 艣cianie bloku. Przyjemna wo艅 nie potrafi艂a jednak zniwelowa膰 odoru taniego alkoholu i obszczanych spodni, czego przykr膮 przyczyn臋 stanowi艂 bezdomny m臋偶czyzna, schowany za wymalowan膮 w spro艣ne teksty budk膮 z hamburgerami. Pijaczek zgi膮艂 si臋 w p贸艂 i wypu艣ci艂 z siebie do艣膰 niech臋tnie wypite przed kilkunastoma minutami stare wino. By艂o nieco mniej bordowe, ni偶 w butelce; przetar艂 usta brudn膮, 偶ylast膮 d艂oni膮.
Leszek stan膮艂 nad bezdomnym m臋偶czyzn膮 i ze zrozumieniem wyrysowanym na swej zm臋czonej twarzy, poda艂 pijaczkowi paczk臋 fajek. Ten za艣 wyj膮艂 papierosa i w艂o偶y艂 go sobie do ust, by zaraz potem si臋gn膮膰 po drugiego i wetkn膮膰 za ucho.
鈥 Na potem, kierowniku.
Leszek wzruszy艂 ramionami. Chowaj膮c do kieszeni przepoconych d偶ins贸w paczk臋 Ekstra Mocnych, zerkn膮艂 na maziaj臋 przypominaj膮c膮 nowotw贸r, wymalowan膮 na opakowaniu przez jakiego艣 nadgorliwego idealist臋 z bo偶ej 艂aski. Pod spodem, gdyby rysunek okaza艂 si臋 ma艂o przekonuj膮cy, nadrukowano ostrze偶enie o wp艂ywie palenia na stan zdrowia.
鈥 Kierownik ma ognia? 鈥 zapyta艂 pijaczek.
鈥 Zostaw je sobie 鈥 powiedzia艂 Leszek, podajac bezdomnemu zapa艂ki.
Bezdomny m臋偶czyzna zaci膮gn膮艂 si臋, by w chwil臋 potem wypu艣ci膰 z p艂uc bezkszta艂tny ob艂ok dymu, z wolna unosz膮cy si臋 ponad dachami budek z fast foodem, ustawionych wzd艂u偶 ulicy. Skupiony na papierosie zgubi艂 wzrokiem Leszka. Przez kr贸tk膮 chwil臋 sta艂 zdziwiony, mru偶y艂 oczy, walcz膮c ze 艣wiat艂em padaj膮cym na jego twarz z pobliskiej reklamy, ale nie przej膮艂 si臋 nieobecno艣ci膮 Leszka na d艂ugo. Usiad艂 na 艂aweczce tu偶 obok rozk艂adu jazdy. M艂oda kobieta spojrza艂a na niego z oburzeniem i wsta艂a nie mog膮c znie艣膰 smrodu, jaki roznosi艂 si臋 wok贸艂 jego osoby. Wyj膮艂 zza pazuchy ma艂膮 buteleczk臋, odkr臋ci艂 j膮 i przechyli艂. Zrobi艂o mu si臋 cieplej na duszy. Nawet neon przesta艂 mie膰 znaczenie. Byle do rana.
Leszek przemkn膮艂 przez drog臋 niczym cie艅, pr贸buj膮cy ukry膰 sw膮 obecno艣膰 w 艣wietle ksi臋偶yca i nachalnie migaj膮cych reklam. Stan膮艂 u drzwi baru, w kt贸rym dorabia艂 jako str贸偶. Przywita艂 go znajomy, zatykaj膮cy zapach papierosowego dymu s膮cz膮cego si臋 ze szczeliny tu偶 przy progu.
Wszed艂 pewnie, jak do siebie. Usiad艂 przy ladzie, wysokiej, poci膮gni臋tej czarn膮 farb膮. Zerkn膮艂 na tr贸jk臋 ch艂opak贸w 艂oj膮cych w 贸semk臋 i zam贸wi艂 pierwsz膮 kolejk臋.
鈥 Dawno zacz臋li? 鈥 zapyta艂 barmana z westchnieniem, zerkaj膮c na hologramowy wy艣wietlacz, na kt贸rym reszta klient贸w ogl膮da艂a mecz.
Bob poda艂 Leszkowi piwo. Zimna szklanka k艂u艂a w d艂o艅. Przyjemny b贸l na chwil臋 przed wlaniem w siebie z艂otego p艂ynu. Mog艂o zmieni膰 si臋 wszystko, ale lager smakowa艂 dok艂adnie, jak przed wielkim krachem.
鈥 Godzin臋 temu 鈥 odpowiedzia艂 Bob.
Leszek mrukn膮艂 niezadowolony.
Gdzie艣 po p贸艂nocy raz jeszcze otworzy艂y si臋 drzwi. Leniwie, jakby pcha艂 je sam diabe艂, pytaj膮c czy mo偶e 偶yczy膰 dobrej nocy. W 艣wietle ksi臋偶yca pojawi艂 si臋 student. Wszed艂 do wewn膮trz ze zgi臋tym na p贸艂 dyplomem pod pach膮. Z艂amanym niczym 偶yciorys Leszka, patrz膮cego spode 艂ba i zastanawiaj膮cego si臋, czy i tym razem b臋dzie chryja.
Bob r贸wnie偶 westchn膮艂, ale student tego nie zauwa偶y艂. A je艣li nawet, nie da艂 po sobie nic pozna膰. Rozsiad艂 si臋 leniwie obok Leszka na wysokim obrotowym sto艂ku. wyj膮艂 z wewn臋trznej kieszeni eleganckiej marynarki nowego oPhone'a, kt贸rego spot wy艣wietlano na co drugiej holoklamie i zapyta艂 "czy mo偶na?".
鈥 Po chuj pytasz? 鈥 odpar艂 Leszek.
Student straci艂 rezon. Bob za艣mia艂 si臋 pod nosem, wycieraj膮c setn膮 tego dnia szklank臋.
鈥 Barman! 鈥 Ch艂opak odezwa艂 si臋 po chwili. 鈥 Jest tu terminal?
Bob u艣miechn膮艂 si臋 z ironi膮.
鈥 Tylko got贸wka.
Ch艂opak wyj膮艂 pomarszczony banknot z wizerunkiem go艣cia, o kt贸rym uczy艂 si臋 kiedy艣, gdzie艣, i po艂o偶y艂 na kontuarze tu偶 obok telefonu, g艂adz膮c usilnie palcami, by rozprostowa膰 zagi臋cia.
鈥 Polej, co masz 鈥 powiedzia艂 do Boba.
鈥 Wracaj do domu. 鈥 Bob odsun膮艂 st贸w臋. 鈥 Tu pij膮 wolni ludzie, bez chip贸w w palcach, g艂owach, sutkach i cholera wie, gdzie jeszcze. Nie chcemy tu zbieraczy.
Kto艣 stoj膮cy za plecami studenta kaza艂 mu zmieni膰 lokal, jasna rzecz mniej kulturalni.
Leszek czuj膮c g臋stniej膮c膮 atmosfer臋, szybko przechyli艂 kolejne piwo. Nieco mu zaszumia艂o. Nie zd膮偶y艂 zareagowa膰, a studentowi ju偶 pu艣ci艂y nerwy. Ch艂opak zsun膮艂 si臋 niezdarnie ze sto艂ka i si艂膮 rozp臋du uderzy艂 w twarz pijaczka stoj膮cego mu za plecami. Pijak, nim pad艂 na ziemi臋, zatoczy艂 ko艂o i przewr贸ci艂 si臋 na stolik zastawiony brudnym szk艂em. Leszek nie czeka艂, a偶 zbiegnie si臋 reszta ch艂opak贸w. Wiedzia艂, 偶e pobij膮 m艂odego do nieprzytomno艣ci. Z艂apa艂 studenta za ko艂nierz i wyni贸s艂 za pr贸g.
鈥 Moja st贸wa! 鈥 krzykn膮艂 ch艂opak.
鈥 B臋dzie na szk艂o 鈥 powiedzia艂 p贸艂g臋bkiem Leszek. Na odchodne chcia艂 przy艂o偶y膰 studentowi, tak 偶eby m艂ody ju偶 tam nie wr贸ci艂, ale po namy艣le tylko spojrza艂 w jego oczy i pomacha艂 pi臋艣ci膮 przed nosem.
Twarz ch艂opaka przybra艂a, co zaskoczy艂o Leszka, innego, bardziej wynios艂ego wyrazu. Zrobi艂 si臋 pewny siebie, niemal arogancki.
鈥 Sandra mia艂a racj臋 鈥 student za艣mia艂 si臋 pod nosem.
Leszek zastyg艂 na d藕wi臋k tego imienia.
鈥 Niedosz艂y by艂y?
Student pokr臋ci艂 g艂ow膮.
鈥 Ledwo j膮 znam. Powiedzia艂a mi, 偶e za艂atwiasz r贸偶ne sprawy 鈥 ch艂opak sta艂 twardo na nogach i patrzy艂 w twarz Leszka. Bezczelnie, prowokacyjnie, niemal obra藕liwie. Bez jakiegokolwiek respektu, cho膰 Leszek w ka偶dej chwili m贸g艂 roztrzaska膰 jego g艂ow臋 o asfalt.
鈥 Co to za sprawa 鈥 zapyta艂?
Ch艂opak wyci膮gn膮艂 z kieszeni ma艂y, kanciasty przedmiot. Metalowy, ch艂odny w dotyku. Na jego powierzchni odbija艂o si臋 艣wiat艂o neonu migaj膮cego nad drzwiami.
鈥 To klucz 鈥 powiedzia艂. 鈥 Przechowaj mi go.
鈥 Do czego? I ile dostan臋?
鈥 Po sprawie dostaniesz czyste konto z dziesi臋cioma tysi膮cami. Nie b臋dziesz ju偶 musia艂 pi膰 w spelunie dla marginesu. Wystarczy?
鈥 Pierdol si臋 鈥 odpar艂 grzecznie Leszek. 鈥 I niby kto da za to dych臋?
鈥 Jakbym ci powiedzia艂, nie mia艂oby to sensu. Bierzesz?
Leszek schowa艂 przedmiot do kieszeni.
鈥 Co tam jest?
Student nie odpowiedzia艂. Na odchodne tylko si臋 odwr贸ci艂 i rzuci艂 sucho:
鈥 Nie znasz mnie, nie by艂o tej rozmowy. Jak b臋d膮 pyta膰, da艂e艣 mi w twarz i kaza艂e艣鈥 Sam wiesz najlepiej.
Leszek zrobi艂 tak, jak chcia艂 student. Wr贸ci艂 do baru, wypi艂 nast臋pn膮 kolejk臋 i nikomu nic nie powiedzia艂. Siedzia艂 zamy艣lony, jak to on, popijaj膮c piwo i czekaj膮c na swoj膮 kolej przy bilardowym stole.
Nazajutrz Leszka obudzi艂 b贸l g艂owy. Mimo czterdziestki na karku wci膮偶 nie zna艂 umiaru, wydawa艂o mu si臋, 偶e wie, na ile mo偶e sobie pozwoli膰. Zat臋ch艂e powietrze w jego kilkunastometrowej kawalerce nie pomaga艂o. Wewn膮trz 艣mierdzia艂o niezmienian膮, przepocon膮 po艣ciel膮 i moczem. Po raz kolejny Leszek po pijaku obszcza艂 dywan przy 艂贸偶ku. Podni贸s艂 si臋 z trudem, by otworzy膰 okno. Nie pomog艂o, z zewn膮trz tr膮ci艂o smrodem z klimatyzacji pobliskiego sklepu mi臋snego. Zamkn膮艂 okno, wola艂 siedzie膰 w oparach w艂asnych szczyn ni偶 dusi膰 si臋 od zapachu gnij膮cego drobiu.
Wypi艂 przedwczorajsz膮 kwa艣n膮 kaw臋 i w艂膮czy艂 domowy hologram. Nie p艂aci艂 za przekaz. Zosta艂y mu trzy darmowe kana艂y, kt贸re pewnie pr臋dzej czy p贸藕niej te偶 zakoduj膮. Na pierwszym i drugim pu艣cili transmisj臋 dla gospody艅 domowych, na tr贸jce zaczyna艂y si臋 wiadomo艣ci. Leszek mia艂 wy艂膮czy膰 holowizor, ale zobaczy艂 znajom膮 twarz. Chwil臋 si臋 zastanawia艂, nim rozpozna艂 studenta. Ch艂opaka zastrzelono kilkadziesi膮t metr贸w od baru, w kt贸rym on zapija艂 sumienie. Pi艂 tak, 偶e nie s艂ysza艂 strza艂u. Wypi艂 tyle, 偶e wracaj膮c do domu, nie zauwa偶y艂 plam krwi ci膮gn膮cych si臋 wzd艂u偶 i w poprzek ulicy ani ludzi zbiegaj膮cych si臋 wok贸艂 trupa. Wypi艂 tyle, 偶e dopiero teraz zobaczy艂 swoje zabryzgane juch膮 buty i czerwone 艣lady ci膮gn膮ce od drzwi do 艂贸偶ka.
W kieszeni kurtki zdezelowanej niczym jego w膮troba, znalaz艂 ma艂y, metalowy gad偶et. Chcia艂 go wyrzuci膰, za stary ju偶 by艂, 偶eby wierzy膰 w powr贸t. Student by艂 jednak na tyle zdesperowany, 偶e wymy艣li艂 ciekaw膮 bajeczk臋. Leszek spojrza艂 na przedmiot. Przeno艣n膮 pami臋膰, na kt贸rej mia艂y znajdowa膰 si臋 informacje, za kt贸re kto艣 zdecydowa艂 si臋 zabi膰. Bo w tej chwili tylko to wyda艂o si臋 Leszkowi dobrym powodem.
Na powr贸t schowa艂 pendrive'a do kieszeni i postanowi艂 d艂u偶ej nie traci膰 czasu. Wy艣ciubi艂 sw贸j po艂amany nos poza zat臋ch艂e em-p贸艂tora. Kiedy jego twarz obla艂 promie艅 przedpo艂udniowego s艂o艅ca, kto艣 przy艂o偶y艂 zimn膮 luf臋 glocka do jego zaro艣ni臋tego policzka. Ale Leszek by艂 do tego przyzwyczajony. Nie pierwszy raz kto艣 wpakowa艂 mu bro艅 w policzek, cho膰 rzadko komu faktycznie udawa艂o si臋 zrobi膰 to z zaskoczenia.
Leszek tylko szturchn膮艂 napastnika. Niespe艂na trzydziestoletni m臋偶czyzna postury g艂oduj膮cego Liba艅czyka zachwia艂 si臋, a potem upad艂. Leszek nie chcia艂 zrobi膰 mu krzywdy, pchn膮艂 jednak zbyt mocno. Go艣膰 upad艂 na chodnik, g艂ow膮 zahaczaj膮c o stopie艅 schod贸w prowadz膮cych do s膮siedniej klatki. Buty Leszka zn贸w sta艂y w karmazynowej lepkiej ka艂u偶y.
鈥 Cholera 鈥 powiedzia艂 do siebie. 鈥 Robi臋 si臋 na to za stary.
Napastnik oburzy艂by si臋, gdyby nie po艣miertne drgawki, kt贸re akurat w tym momencie wstrz膮sa艂y jego cia艂em. Leszek nie maj膮c wielkiego wyboru, przetrzepa艂 ubranie nieboszczyka. Nie znalaz艂 tam wiele, niemal pusty portfel, kart臋 cz艂onkowsk膮 klubu Mi艂o艣nik贸w Staroci i zdj臋cie tr贸jki znajomych. Pomi臋dzy m臋偶czyzn膮 dogorywuj膮cym przed Leszkiem a studentem, kt贸rego kto艣 rozwali艂 poprzedniej nocy, sta艂a m艂oda kobieta. Brunetka. Leszek zna艂 ten typ. Wiedzia艂, 偶e jest niebezpieczna. Kiedy tylko zobaczy艂 j膮 na fotografii, pomy艣la艂, 偶e mo偶e by膰 jedynym rozwi膮zaniem tej sprawy.
Sandra mieszka艂a w ma艂ej kawalerce, kt贸r膮 kilka lat temu zaoferowali jej rodzice. By艂a wtedy z Leszkiem. Co by艂o dla niego dziwnym, jej rodzice od razu go polubili, cho膰 ze wszystkich si艂 stara艂 si臋 zrobi膰 na nich jak najgorsze wra偶enie. Nie uda艂o si臋, mimo 偶e rodzina Sandry by艂a chorobliwie zapatrzona w krzy偶 i sutanny, kupili c贸rce i jej ukochanemu mieszkanie. Leszek sobie z tym nie poradzi艂. Wydawa艂o si臋, 偶e nic nie mo偶e stan膮膰 pomi臋dzy nim a Sandr膮, ale wystarczy艂o wsp贸lne mieszkanie, by w kilka tygodni p贸藕niej wyprowadzi艂 si臋 do hotelu.
Teraz na powr贸t stan膮艂 pod d臋bowymi drzwiami, gdzie wycieraczka ochoczo wita艂a nieznajomych niezrozumia艂ym dla niego welcome. Leszek nie potrafi艂 poj膮膰, czym kierowa艂a si臋 Sandra przy wyborze tej wycieraczki. Akceptowa艂 jej zachcianki, bo wiedzia艂, 偶e ka偶dy przemilczany drobiazg, ka偶de wsp贸lne zakupy ko艅czy艂y si臋 w 艂贸偶ku. Lecz tamto min臋艂o, teraz m贸g艂 z 偶a艂o艣ci膮 wpatrywa膰 si臋 w wycieraczk臋, czekaj膮c, a偶 kto艣 otworzy drzwi. Nadusi艂 dzwonek. Z wn臋trza doby艂 si臋 st艂umiony krzyk:
鈥 Zaraz, do cholery!
Leszek stan膮艂 obok drzwi, napar艂 plecami na 艣cian臋. Zrobi艂 to specjalnie, wiedzia艂, 偶e Sandra widz膮c go przez judasza, nigdy nie odwa偶y艂aby si臋 otworzy膰.
鈥 Kto tam? 鈥 zawo艂a艂a pytaj膮co.
Zaraz potem bezmy艣lnie otworzy艂a. Wychyn臋艂a poza pr贸g z maseczk膮 na twarzy i g艂upio rozwartymi ustami, wci膮偶 nosz膮cymi 艣lady po ubieg艂otygodniowym botoksie.
Leszek sta艂 z papierosem w ustach i czeka艂, a偶 by艂a narzeczona rozpozna jego twarz, wykrzyczy mu 偶ale. Sandra uda艂a jednak, 偶e nikogo nie zobaczy艂a. Szybko schowa艂a g艂ow臋 w mieszkaniu i poci膮gn臋艂a za klamk臋. Leszek wsun膮艂 d艂o艅 mi臋dzy drzwi a framug臋. Sandra my艣la艂a, 偶e uda艂o jej si臋 zmia偶d偶y膰 mu d艂o艅, ale jego to nie wzruszy艂o. Drzwi odbi艂y si臋 z impetem, a on spokojnie wszed艂 do mieszkania, rozmasowuj膮c sobie obola艂e 艣r贸dr臋cze siniej膮ce niczym jaja po ostatnim razie z prostytutk膮, kt贸r膮 podes艂a艂 mu Bob.
鈥 Czego ty jeszcze chcesz? 鈥 zapyta艂a z w艣ciek艂o艣ci膮 i wci膮偶 trwaj膮c膮 nadziej膮 w g艂osie.
Westchn膮艂. Liczy艂 chyba na milsze przyj臋cie. Wida膰 ona wci膮偶 sobie nie poradzi艂a, pomy艣la艂. Ci膮gle nie by艂 jej oboj臋tny. Zrobi艂o mu si臋 g艂upio, 偶e po tylu latach wpada z odwiedzinami, maj膮c za pow贸d w艂asne sprawy. Wyj膮艂 z wewn臋trznej kieszeni kurtki star膮 fotografi臋.
鈥 Znasz go? 鈥 Pokaza艂 palcem na studenta 鈥 Albo j膮?
鈥 I tylko po to tu przylaz艂e艣?
Wzruszy艂 ramionami.
鈥 Liczy艂a艣 na co艣 wi臋cej?
Teraz ona zagra艂a oboj臋tn膮. Odda艂a mu zdj臋cie.
鈥 Znam t臋 dw贸jk臋. Ona mieszka艂a ze mn膮 przez jaki艣 czas, a ten m艂ody j膮 odwiedza艂.
鈥 Wiesz gdzie j膮 znajd臋? 鈥 zapyta艂.
Sandra spojrza艂a zazdro艣nie, cho膰 zaraz potem posmutnia艂a.
鈥 Nie! Czego od niej chcesz?!
Wypchn臋艂a Leszka za pr贸g mieszkania. Wzi臋艂a zamach i trzasn臋艂a drzwiami.
鈥 On nie 偶yje 鈥 Leszek powiedzia艂 spokojnie. 鈥 Ten drugi te偶. A jak nie pomo偶esz mi jej znale藕膰, to nie wiem, czy i ona nie zniknie.
Sandra uchyli艂a drzwi i nie patrz膮c w twarz by艂ego, poda艂a mu kartk臋 z adresem.
Brunetka ze zdj臋cia pracowa艂a w Kurzych Do艂ach, jednej z gorszych dzielnic, na tle kt贸rej nawet obrze偶a miasta wydawa艂y si臋 spokojne. Leszek dawno tam nie by艂, a kiedy ju偶 zawita艂 w te okolice, zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e s膮 na tym 艣wiecie ludzie, kt贸rzy 偶yj膮 w jeszcze wi臋kszym g贸wnie ni偶 on.
Adres z kartki okaza艂 si臋 ma艂ym pokoikiem nad burdelem, kt贸ry kilkadziesi膮t lat temu by艂 pr臋偶nie dzia艂aj膮cym teatrem. Teraz szyld z wypisanym spektaklem wieczoru zast臋powa艂y imiona dziewczyn do wzi臋cia. Hologramy nad drzwiami miga艂y w tr贸jwymiarze i zach臋ca艂y do wst膮pienia. Leszek mia艂 w g艂臋bokim powa偶aniu dom uciech, chcia艂 dosta膰 si臋 na g贸r臋. Zaszed艂 budynek od ty艂u, gdzie znalaz艂 stare przeciwpo偶arowe schody. Wiedzia艂 偶e tam s膮, pami臋ta艂 o nich jeszcze z czas贸w m艂odo艣ci, kiedy wspina艂 si臋 z kolegami na zaplecze, 偶eby podgl膮da膰 pary uprawiaj膮ce seks. Poci膮gn膮艂 za szczebel. Drabina zjecha艂a z impetem, robi膮c przy tym niebotyczny ha艂as.
Na pierwszym pi臋trze nikogo nie by艂o. Sami dysz膮cy faceci na niemal anorektycznych 膰punkach, zarabiaj膮cych na kolejn膮 dawk臋 tym, czym obdarzy艂a je matka natura, czy mo偶e tym, co z dobroci zosta艂o po d艂ugich latach przypalania haszu i wstrzykiwania sobie wszystkiego, co mia艂o na etykiecie wyrysowany symbol czaszki. Leszek szybko wszed艂 na drugie pi臋tro. Kiedy dotar艂 do trzeciego okna, licz膮c od schod贸w, przystan膮艂. Zajrza艂 do wewn膮trz. Na 艂贸偶ku siedzia艂a kobieta podobna do brunetki z fotografii. D艂ugie, ciemne i faluj膮ce w艂osy opada艂y w nie艂adzie na jasne piegowate ramiona. Leszek mimowolnie wpatrywa艂 si臋 w ni膮, liczy艂a pieni膮dze, przytrzymuj膮c banknoty palcami ozdobionymi w d艂ugie czerwone tipsy. Gdyby tylko zerkn臋艂a w okno, pomy艣la艂. Ale nie zerkn臋艂a. Sko艅czy艂a liczy膰, wrzuci艂a banknoty do kopert贸wki i zarzuci艂a na ramiona stare wyp艂owia艂e futro.
Leszek zbieg艂 na parking. Wiedzia艂, 偶e kobieta zaraz si臋 tam pojawi. Kto艣 taki jak ona nie korzysta z transportu publicznego, tym bardziej, je艣li pod pach膮 nosi kilka tysi臋cy w wysokich nomina艂ach. Przyczai艂 si臋 w cieniu, za kontenerem na 艣mieci pe艂nym zu偶ytych kondom贸w.
Zaraz potem uliczny gwar przeci膮艂 stukot kobiecych obcas贸w. Jej ch贸d, niczym lekarski skalpel wtapiaj膮cy si臋 w cia艂o trupa w pobliskiej hurtowni sk贸r, jedynie symbolicznie mianowanej szpitalem, penetrowa艂 parking. Kiedy brunetka dotar艂a do samochodu i zacz臋艂a w po艣piechu szuka膰 kluczyk贸w, kto艣 do niej podbieg艂. Odruchowo z艂apa艂a za torebk臋. M臋偶czy藕nie nie o to chodzi艂o. Upad艂a na ziemi臋, 艂ami膮c obcas i wykrzywiaj膮c bole艣nie stop臋. Napastnik wyj膮艂 z kieszeni pistolet. Ma艂y. Ciep艂y od kurczowego 艣ciskania w kieszeni. Wycelowa艂 do niej. Ju偶 chcia艂 wcisn膮膰 spust, kiedy Leszek stan膮艂 za jego plecami i niemal od niechcenia uderzy艂 jegomo艣cia w kark. Pistolet wystrzeli艂, a m臋偶czyzna pad艂 na ziemi臋 nieprzytomny.
鈥 Nic pani nie jest? 鈥 zapyta艂 Leszek.
鈥 Dzi臋kuj臋鈥 鈥 pokr臋ci艂a g艂ow膮 wystraszona.
鈥 On si臋 zaraz ocknie. Lepiej niech pani st膮d odjedzie.
Kobieta nie potrafi艂a si臋 podnie艣膰.
鈥 B臋dzie pani w stanie prowadzi膰? 鈥 Leszek poda艂 jej r臋k臋.
Zaj膮kn臋艂a si臋.
鈥 Niech pani wsiada. Powie pani dok膮d.
鈥 Dzi臋kuj臋 鈥 odpar艂a. 鈥 Ja naprawd臋... 鈥 rozp艂aka艂a si臋. 鈥 Ja naprawd臋 nie wiem, kim jest ten cz艂owiek.
鈥 Spokojnie. Jak pani na imi臋? 鈥 zapyta艂.
鈥 Majka.
Leszek u艣miechn膮艂 si臋. Dosta艂 to, na czym mu zale偶a艂o. Mia艂 okazj臋 przyjrze膰 si臋 jej i upewni膰, 偶e to ta osoba, kt贸r膮 zobaczy艂 na zdj臋ciu.
鈥 Sk膮d pan si臋 tu wzi膮艂?
Leszek burkn膮艂 co艣 o tym, 偶e s艂ysza艂 krzyki. Nie chcia艂 brn膮膰 w k艂amstwo. Szybko zaj膮艂 miejsce za kierownic膮. Musia艂 tylko wjecha膰 na autostrad臋, by mie膰 pewno艣膰, 偶e kobieta nie ucieknie z wozu. Uda艂 skupienie.
Kiedy rozp臋dzi艂 do pi臋膰dziesi膮tki stary model Peugeota, wyj膮艂 fotografi臋 z wewn臋trznej kieszeni kurtki. Majka spojrza艂a na zdj臋cie i westchn臋艂a.
鈥 Sk膮d pan to ma?
鈥 Ch艂opak, przy kt贸rym to znalaz艂em, nie 偶yje.
Brunetka zakry艂a usta. Leszek stara艂 si臋 j膮 obserwowa膰, ale jad膮c, nie by艂 w stanie w pe艂ni oceni膰 szczero艣ci jej postawy.
鈥 Ten drugi co艣 mi da艂 鈥 stwierdzi艂. 鈥 Ja chcia艂bym dowiedzie膰 si臋, co to jest i dlaczego ten przedmiot wart jest zabicia dw贸ch os贸b.
鈥 Jak to, dw贸ch? 鈥 zapyta艂a, czuj膮c, 偶e nie chce zna膰 odpowiedzi.
鈥 Ten chudy te偶 nie 偶yje.
Dla Majki by艂o to zbyt wiele. Zap艂aka艂a, cho膰 Leszek nadal nie by艂 pewien, czy zrobi艂a to szczerze.
鈥 Byli dla pani bliscy?
鈥 To鈥 moi bracia.
Leszka troch臋 to zaskoczy艂o, spodziewa艂 si臋, 偶e przynajmniej jeden z nich by艂 jej kochankiem. M臋偶em. Kim艣 znacznie bli偶szym.
鈥 Wie pani, co to? 鈥 Pokaza艂 przeno艣n膮 pami臋膰.
Brunetka szybko wsun臋艂a przedmiot na powr贸t do kieszeni Leszka. W jednym momencie uspokoi艂a si臋 i kaza艂a mu jecha膰 do siebie. Na r贸g Starej Dworcowej i Miel臋ckiego, gdzie ulica z jednej strony przechodzi艂a w tunel, a z drugiej w w膮ski deptak prowadz膮cy niemal pod samo muzeum.
Mieszkanie Majki by艂o urz膮dzone w klasycznym stylu. Dwa czerwone fotele ustawione frontem w kierunku rozpalonego kominka, pomi臋dzy nimi sta艂 stolik, na kt贸rym Leszek dostrzeg艂 srebrn膮 tac臋 z dzbankiem po herbacie, butelk臋 whisky i dwie szklanki.
鈥 Napijesz si臋 czego艣? 鈥 Majka zapyta艂a kokieteryjnie.
Leszek nie chcia艂. Mia艂 zasady, a jedn膮 z nich by艂o utrzymanie trze藕wego ogl膮du, je艣li nie by艂 pewien, jak wr贸ci do siebie. Kobieta podesz艂a do stoliczka, nala艂a sobie Jacka Danielsa, rozpali艂a ogie艅 w kominku gestem r臋ki i rozsiad艂a si臋 w fotelu.
鈥 W艂膮cz stereofon 鈥 rozkaza艂a, wskazuj膮c palcem na urz膮dzenie znajduj膮ce si臋 na komodzie pod oknem.
Leszek podszed艂 do okna, wyjrza艂 przez nie. Czerni nocy nie rozmy艂 nawet blask padaj膮cy z pobliskiej latarni. Wr贸ci艂 my艣lami do miejsca, w kt贸rym w艂a艣nie si臋 znajdowa艂, przeni贸s艂 ig艂臋 na winylow膮 p艂yt臋. By艂 zaskoczony, widz膮c starego Sonyaka. Z tuby zacz臋艂y wypada膰 jakby przypadkowe d藕wi臋ki, kt贸re po kilku minutach u艂o偶y艂y si臋 w ca艂kiem przyjemn膮 melodi臋. Idealn膮 do deszczu, stukaj膮cego leniwie o metalowy parapet i brudne od smogu szyby.
鈥 Co ci obieca艂? 鈥 Majka zapyta艂a Leszka znacznie powa偶niej. 鈥 M贸j brat.
Leszek wyczu艂 zmian臋 tonu w jej g艂osie.
鈥 Dziesi臋膰 tysi臋cy. I czyste konto.
鈥 Uwierzy艂e艣 mu?
M臋偶czyzna z艂ama艂 si臋, podszed艂 do stoliczka i nala艂 sobie whisky.
鈥 Na pocz膮tku nie, ale nie zabija si臋 kogo艣 w taki spos贸b bez powodu. Jego bebechy le偶a艂y鈥
Majka obr贸ci艂a g艂ow臋 z obrzydzeniem. Chcia艂a zapyta膰 o 艣mier膰 drugiego z braci, jednak pod艣wiadomie czu艂a, 偶e nie powinna.
鈥 Nie wierz w to 鈥 stwierdzi艂a. 鈥 Nigdy nie by艂o 偶adnych dziesi臋ciu tysi臋cy. Chcia艂 si臋 tego pozby膰.
鈥 Co tu jest?
鈥 Has艂o.
鈥 Has艂o?
Majka przechyli艂a szklank臋 niczym sta艂y bywalec baru Boba.
鈥 W艂a艣ciwie program, generuj膮cy dost臋p do g艂贸wnego serwera. Je艣li trafi to w odpowiednie r臋ce, nie b臋dzie ju偶 ca艂ej tej szopki. Wszystko wr贸ci do normy.
鈥 Chcesz mi powiedzie膰...
鈥 Tak. Wystarczy, 偶e kto艣 tam wejdzie i zniszczy wszystko, co znajdzie. Dosta艂e艣 do r膮k asa, kt贸ry mo偶e zmieni膰 nasze 偶ycie.
Leszek zrozumia艂, dlaczego ten ma艂y przedmiot jest tak cenny.
鈥 Ja go zabi艂em 鈥 powiedzia艂 Leszek. 鈥 Twojego drugiego brata.
鈥 Wiem.
Leszek zdziwi艂 si臋. Nie sam膮 odpowiedzi膮, a raczej reakcj膮 Majki. Obr贸ci艂a si臋 w jego stron臋, trzymaj膮c w d艂oni ma艂y niepozorny pistolecik. Kto艣 zapuka艂 do drzwi. Starszy m臋偶czyzna, na oko sze艣膰dziesi膮t lat, szczup艂y z zapadni臋tymi nieogolonymi policzkami. Ten, kt贸ry napad艂 na kobiet臋 na parkingu.
鈥 Oddaj to 鈥 wychrypia艂, celuj膮c w twarz Leszka z pistoletu, drug膮 r臋k膮 rozmasowuj膮c wci膮偶 bol膮cy kark.
Leszek wyj膮艂 z kieszeni pami臋膰 i po艂o偶y艂 na stoliku. Majka zaraz j膮 z艂apa艂a.
鈥 Sk膮d wiedzia艂a艣? 鈥 Leszek zapyta艂 spokojnie.
Na twarzy Majki pojawi艂 si臋 grymas triumfu.
鈥 Sama go do ciebie wys艂a艂am. W艂a艣ciwie to ja ciebie znalaz艂am. Nie by艂o lepszej okazji do pozbycia si臋 tych dw贸ch tch贸rzy.
Leszek u艣miechn膮艂 si臋 w duchu. Przeczucie go nie zawiod艂o, cho膰 przez chwil臋 pozwoli艂 sobie na zbyt wiele. Da艂 si臋 zaskoczy膰, drugi raz w ci膮gu dw贸ch dni.
鈥 A teraz prosz臋 tam 鈥 zacz膮艂 starszy m臋偶czyzna, celuj膮c w twarz Leszka 鈥 grzecznie z r臋kami na wierzchu 鈥 machn膮艂 luf膮 w kierunku sypialni.
Leszek pos艂usznie wszed艂 do pokoju. Stary zamkn膮艂 za nim drzwi i si臋gn膮艂 po klucz. W tym momencie Leszek napar艂 cia艂em na drzwi, a staruszek straci艂 r贸wnowag臋. Leszek wyrwa艂 mu bro艅 z d艂oni, chwyci艂 pod bark i przy艂o偶y艂 luf臋 do skroni.
Majka pr贸bowa艂a wcelowa膰 w Leszka, ale on skutecznie zas艂ania艂 si臋 cia艂em napastnika.
鈥 Po艂贸偶 pistolet na ziemi i kopnij w moj膮 stron臋 鈥 rozkaza艂 Leszek. 鈥 A potem wsu艅 mi pami臋膰 do kieszeni.
Zrobi艂a to. Leszek rzuci艂 starym na pod艂og臋, spoliczkowa艂 kobiet臋 i wyszed艂 z mieszkania jak gdyby nigdy nic.
Deszcz jak zwykle rz臋zi艂 o blaszan膮 przystankow膮 wiat臋. Leszek stan膮艂 w rogu, tam gdzie dach przecieka艂 najmniej. Obserwowa艂 deptak, rozci膮gaj膮cy si臋 wzd艂u偶 nowej galerii handlowej. Nigdy do niej nie wchodzi艂. Ubiera艂 si臋 na pobliskim bazarze, na kt贸rym handlowali ludzie podobni jemu.
Targowi sprzedawcy mokn臋li pod straganami. Mi臋dzy sporadycznie pojawiaj膮cymi si臋 klientami, stali wpatrzeni w oszklony budynek. Zastanawali si臋, czy wybrali w艂a艣ciw膮 drog臋. Zw艂aszcza przed 艣wi臋tami, kiedy tysi膮ce bezmy艣lnych zbieraczy przelewa艂o si臋 przez obrotowe drzwi prowadz膮ce do przestronnego holu, a dalej do dziesi膮tek markowych sklep贸w udekorowanych w 艣wi膮teczne, nic ju偶 nieznacz膮ce ozdoby.
To by艂 zupe艂nie inny 艣wiat. 艢wiat, w kt贸rym liczy艂o si臋 tylko, jak dobrze kto艣 posmarowa艂 szefowi, 偶eby ten wynagrodzi艂 go premi膮.
Leszek spojrza艂 na smutne twarze ludzi stercz膮cych za bazarowymi szcz臋kami. Wsun膮艂 d艂o艅 do kieszeni. Wiedzia艂, 偶e je艣li co艣 z tym zrobi, unieszcz臋艣liwi tych, kt贸rym wydaje si臋, 偶e maj膮 wszystko. Wyj膮艂 pami臋膰 z kieszeni i trzyma艂 przez chwil臋 nad studzienk膮 kanalizacyjn膮. Chcia艂 j膮 pu艣ci膰, ale co艣, jaki艣 cichy g艂osik w g艂owie podpowiedzia艂 mu, 偶eby tego nie robi艂.
鈥 Nikt nie powinien mie膰 takiej w艂adzy 鈥 pomy艣la艂. 鈥 Zw艂aszcza kto艣, komu i tak wszystko zoboj臋tnia艂o.
Wst膮pi艂 do baru. Tam czeka艂 na niego Bob, kt贸ry szybko nala艂 mu zimnego piwa. I Leszek zn贸w usiad艂 przy kontuarze, wpatruj膮c si臋 w tr贸jk臋 m艂odzik贸w 艂oj膮cych w klasyczn膮 贸semk臋. Czeka艂 na swoj膮 kolej, kr臋c膮c w palcach przeno艣n膮 pami臋ci膮. Barman sta艂 chwil臋 nad Leszkiem, wpatruj膮c si臋 w jego d艂o艅.
鈥 Co tam masz?
Leszek wzruszy艂 ramionami. Bob by艂 jedyn膮 osob膮, do kt贸rej mia艂 krztyn臋 zaufania.
鈥 Pami臋tasz studenta sprzed kilku dni? Tego zbieracza z pomi臋t膮 st贸w膮, kt贸rego wynios艂em za pr贸g? Da艂 mi to. Podobno trafi艂 do mnie przez Sandr臋. Twierdzi艂, 偶e jak mu to przechowam, to kto艣 da mi dost臋p do konta z dych膮.
鈥 Cholera, ci m艂odzi maj膮 wyobra藕ni臋.
Leszek napi艂 si臋 piwa.
鈥 Te偶 tak my艣la艂em. Ale m艂odego po naszej rozmowie kto艣 za艂atwi艂.
Bob odstawi艂 szklank臋.
鈥 M贸wi艂 prawd臋? 鈥 zapyta艂 Leszka.
鈥 Mo偶e. To jego siostra go sprz膮tn臋艂a.
Bob podrapa艂 si臋 w 艂ysiej膮c膮 g艂ow臋, jakby chcia艂 sobie co艣 przypomnie膰. Wreszcie nachyli艂 si臋 nad Leszkiem.
鈥 Stary, zapomnia艂em! Rano szuka艂o ci臋 dw贸ch bankier贸w.
Leszek przechyli艂 piwo. Po艂o偶y艂 pami臋膰 na ladzie.
鈥 Przechowaj mi to. Wr贸c臋. Je艣li to faktycznie byli bankierzy, nie mog膮 tego przy mnie znale藕膰.
Bob zabra艂 przedmiot, nie pytaj膮c o szczeg贸艂y. Leszek podni贸s艂 si臋 ze sto艂ka. Si臋gn膮艂 po kurtk臋 przewieszon膮 przez oparcie i chcia艂 wyj艣膰, kiedy w progu pojawi艂o si臋 dw贸ch elegancko ubranych m臋偶czyzn. Na wysoko艣ci paska, pod marynark膮 obu wida膰 by艂o wybrzuszenie, kolb臋 pistoletu. Leszek podszed艂 do nich z w艂asnej woli. Wiedzia艂, 偶e to jego szukaj膮.
Zrobili mu miejsce, przepu艣cili go w drzwiach i wyszli za nim. Bobowi wydawa艂o si臋, 偶e ju偶 nie zobaczy Leszka.


Za oknami autonomicznego samochodu miga艂y holoklamy, zach臋caj膮ce przechodni贸w do zaci膮gni臋cia d艂ugu na kilkatysi臋cy punkt贸w. Leszek wpatrywa艂 si臋 smutno w migaj膮ce 艣wiate艂ka wyznaczaj膮ce kraw臋d藕 jezdni. Za w pe艂ni przezroczyst膮, krzemow膮 szyb膮 oddzielaj膮c膮 przednie siedzenia od tylnych, siedzieli bankierzy, 艂owcy, m臋偶czy藕ni, kt贸rych zadaniem by艂o pilnowanie porz膮dku. Pe艂nili funkcj臋 swego rodzaju antywirusa, antybiotyku dla dr膮偶膮cej miasto patologii, sprzeciwiaj膮cej si臋 偶yciu polegaj膮cemu wy艂膮cznie na zarabianiu i wydawaniu. Poszukiwacze raka, zarazy, dawniej 艂agodnie zwanej konserwatywnymi nonkonformistami.
Leszek nie uwa偶a艂 si臋 za konserw臋, ale dalej jeszcze by艂o mu do hedonisty licz膮cego ka偶dy posiadany punkt.
鈥 Dok膮d mnie wieziecie? 鈥 zapyta艂 zniecierpliwiony.
Bankierzy milczeli. Spali snem sprawiedliwych, spokojni, prze艣wiadczeni, 偶e dotr膮 na miejsce szybko i bezpiecznie. Leszek nie m贸g艂 sobie na to pozwoli膰, nie ufa艂 os膮dom komputera pok艂adowego. Nie wierzy艂 w nieomylno艣膰 maszyn, niezak艂贸calne po艂膮czenia i statystyki, podawane wszystkim przy pomocy interpersonalnej sieci. Kiedy wsiada艂 do autonomicznego samochodu, robi艂 to z musu.
Siedziba BWP otoczona by艂a zielonym skwerem. Kilkaset metr贸w kwadratowych trawnika, drzew, krzew贸w, 艂awek i alei, po kt贸rych spacerowa艂y kobiety z dzie膰mi w w贸zkach. Leszek wyszed艂 z samochodu w towarzystwie dw贸jki m臋偶czyzn. Podszed艂 do trawnika i kucn膮艂, chc膮c sprawdzi膰 prawdziwo艣膰 tego niespodziewanego aran偶u przestrzeni. 殴d藕b艂a trawy przesz艂y przez jego d艂o艅 niczym cyfrowe strumienie kr膮偶膮ce w przestrzeni i przenikaj膮ce jego my艣li. Opuszki palc贸w napotka艂y na swojej drodze chropowato艣膰 kamienia. Cia艂o przeszed艂 dreszcz, impulsy pr贸bowa艂y dosta膰 si臋 do jego uk艂adu nerwowego, ale nie znalaz艂szy interfesu, rozbija艂y si臋 na sk贸rze.
鈥 To iluzja 鈥 Leszek stwierdzi艂 rozczarowany, podnosz膮c si臋 z kolan. W艂osy na g艂owie stan臋艂y mu d臋ba przez niedu偶e wy艂adowania elektryczne.
鈥 Oczywi艣cie 鈥 odpar艂 jeden z bankier贸w. Wskaza艂 d艂oni膮 na drzwi. 鈥 Prosz臋 t臋dy.

Pok贸j przes艂ucha艅 wygl膮da艂 tak, jak Leszek go sobie wyobra偶a艂, kwadratowy st贸艂 ustawiony w centralnej cz臋艣ci pomieszczenia, po obu stronach krzes艂a, a nad nim nisko wisz膮ca lampa z jasno 艣wiec膮c膮 偶ar贸wk膮. Na przeciw drzwi lustro, zapewne weneckie, za艣 po drugiej stronie psycholog, kierownik plac贸wki i kilku koleg贸w po fachu szukaj膮cych na twarzy podejrzanego oznak k艂amstwa. Jakby tego by艂o ma艂o, w rogu znajdowa艂a si臋 kamera, wy艂apuj膮ca ka偶dy gest i dr偶enie mi臋艣nia. Specjalny program analizowa艂 i wyci膮ga艂 wnioski. Wszystko to mog艂o zadzia艂a膰, gdyby nie fakt, 偶e Leszek by艂 socjopat膮. Nawet je艣li chcia艂, nie potrafi艂 pokaza膰 na twarzy jakichkolwiek emocji.
Bankierzy weszli do pomieszczenia za Leszkiem i kazali mu usi膮艣膰 na krze艣le vis a vis kamery. Leszek spocz膮艂, wyj膮艂 papierosa i zapali艂. Spojrza艂 na identyfikatory obu m臋偶czyzn. Wy偶szy, z kozi膮 br贸dk膮 i przenikliwym spojrzeniem mia艂 na imi臋 Piotr. Bankier przyni贸s艂 ze sob膮 teczk臋, rzuci艂 j膮 na st贸艂, zdj膮艂 marynark臋 i przewiesi艂 przez oparcie krzes艂a. Nieco ni偶szy m臋偶czyzna, ogolony na g艂adko z charakterystycznie kr贸tk膮 g贸rn膮 warg膮 mia艂 na identyfikatorze wypisane imi臋 Szymon.
鈥 Tu nie mo偶na pali膰 鈥 powiedzia艂 lekko sepleni膮c Szymon.
Leszek si臋 tym nie przej膮艂, spojrza艂 mu w twarz wyzywaj膮co, potem przeni贸s艂 wzrok na kamer臋.
鈥 Znasz j膮? 鈥 Piotr wyj膮艂 z teczki zdj臋cie Majki. Po艂o偶y艂 na stole i teatralnie przesun膮艂 w kierunku Leszka. Nie spodziewa艂 si臋 偶adnej odpowiedzi, wiedzia艂, 偶e sko艅czy si臋 jak zwykle, bezowocnie, straconym czasem i nerwami.
鈥 Mo偶e zainteresuje ci臋 fakt, 偶e kobieta na zdj臋ciu jest cz艂onkiem podziemia.
Leszek podni贸s艂 spojrzenie na Szymona.
鈥 Nie wiedzia艂e艣? 鈥 Piotr za艣mia艂 si臋 i wyj膮艂 z teczki drug膮 fotografi臋, na kt贸rej Majka, jej bracia i starszy m臋偶czyzna, kt贸rego Leszek zd膮偶y艂 ju偶 pozna膰, spotykali si臋 na parkingu za znanym mu burdelem.
鈥 Ci dwaj nie 偶yj膮 鈥 stwierdzi艂 Szymon. 鈥 Wiesz dlaczego?
Leszek wzruszy艂 ramionami. Wiedzia艂, 偶e kt贸ry艣 z bankier贸w zaraz mu to wyt艂umaczy.
鈥 Oni nie byli gro藕ni 鈥 Piotr wskaza艂 na braci. 鈥 Tylko m贸wili o walce z systemem, ale ona to co innego, chcia艂a dzia艂a膰. Podejrzewamy, 偶e kt贸re艣 z nich posiada艂o dost臋p do g艂贸wnego serwera banku.
Przes艂uchiwany wzruszy艂 ramionami.
鈥 Nic o tym nie wiem.
鈥 Podobno mia艂e艣 kontakt z tym m臋偶czyzn膮 鈥 Szymon wskaza艂 palcem na studenta, kt贸ry przed kilkoma dniami pojawi艂 si臋 w barze Boba.
Leszek kiwn膮艂 g艂ow膮 przytakuj膮co. Wiedzia艂, 偶e nie ma sensu ukrywa膰 spotkania.
鈥 Wszed艂, chcia艂 p艂aci膰 punktami, zacz膮艂 si臋 awanturowa膰, wi臋c go wyrzuci艂em. A nast臋pnego dnia w wiadomo艣ciach us艂ysza艂em, 偶e nie 偶yje.
鈥 Z ni膮 te偶 podobno si臋 spotka艂e艣 鈥 wskaza艂 na Majk臋.
Tym razem Leszek zagra艂 zdziwienie. Zrobi艂 to jednak albo nieudolnie, albo bankierzy mieli dobre 藕r贸d艂o. Nie uwierzyli w jego zaprzeczenie.

_________________
Swoje teksty publikuj臋 na https://lukaszmigura.com.


G贸ra
Offline Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: opowiadanie noir sf fragment
PostWys艂any: Pi膮, 04 Sty 2019, 22:38 
Przybysz
Awatar u偶ytkownika

Do艂膮czenie: Nie, 23 Gru 2018, 22:37
Posty: 3
Tutaj inny fragment tego opowiadania. Ju偶 nied艂ugo b臋dzie w mojej ksi臋garni, by膰 mo偶e w sekcji darmowe ebooki:

Za oknami autonomicznego samochodu miga艂y holoklamy, namawiajace do zaci膮gni臋cia d艂ugu na kilka tysi臋cy punkt贸w. Leszek nie zwraca艂 na nie uwagi. Wpatrywa艂 si臋 w mijane z du偶膮 pr臋dko艣ci膮, migaj膮ce 艣wiate艂ka wyznaczaj膮ce kraw臋d藕 jezdni. Za w pe艂ni przezroczyst膮, krzemow膮 szyb膮, oddzielaj膮c膮 tyln膮 kanap臋 od przednich foteli, siedzieli bankierzy, 艂owcy, m臋偶czy藕ni, kt贸rych zadaniem by艂o pilnowanie porz膮dku. Pe艂nili funkcj臋 swego rodzaju antywirusa, antybiotyku dla dr膮偶膮cych miasto patos贸w, sprzeciwiaj膮cych si臋 porz膮dkowi 艣wiata opartemu na zarabianiu i wydawaniu. Poszukiwacze raka, zarazy, dawniej 艂agodnie zwanej konserwatywnymi nonkonformistami.

Leszek nie uwa偶a艂 si臋 za konserw臋, ale dalej jeszcze by艂o mu do hedonisty licz膮cego ka偶dy posiadany punkt. Od dawna nie goni艂 za punktami. Nie wierzy艂 w nie, musia艂 czu膰 pieni膮dz w kieszeni.

鈥 Dok膮d mnie wieziecie? 鈥 zapyta艂.

Bankierzy milczeli. Spali snem sprawiedliwych, spokojni, prze艣wiadczeni, 偶e dotr膮 na miejsce szybko i bezpiecznie. 艢lepo zawierzyli swoje zaprogramowane istnienia zerojedynkowym ci膮gom. Leszek nie ufa艂 os膮dom komputera pok艂adowego. Nie wierzy艂 w nieomylno艣膰 maszyn, niezak艂贸calne po艂膮czenia i statystyki, podawane wszystkim przy pomocy interpersonalnej sieci. Kiedy wsiada艂 do autonomicznego samochodu, robi艂 to z musu.

Siedziba BWP (Banku Wirtualnego Pieni膮dza) otoczona by艂a niewypowiedzianie zielonym skwerem. Kilkaset metr贸w kwadratowych drzew, krzew贸w, 艂awek i alei, po kt贸rych spacerowa艂y kobiety z zaskakuj膮co spokojnymi dzie膰mi w w贸zkach. Leszek leniwie wyszed艂 z samochodu. Kucn膮艂 tu偶 przy trawie, chc膮c sprawdzi膰 prawdziwo艣膰 tego niespodziewanego aran偶u przestrzeni. 殴d藕b艂a przesz艂y przez jego d艂o艅 niczym cyfrowe strumienie kr膮偶膮ce w przestrzeni i przenikaj膮ce my艣li. Opuszki palc贸w napotka艂y na swojej drodze dopiero chropowato艣膰 kamienia. Cia艂o przeszed艂 dreszcz, impulsy elektryczne pr贸bowa艂y przedosta膰 si臋 z hologramu do uk艂adu nerwowego, ale nie znalaz艂szy interfesu, rozbija艂y si臋 na sk贸rze.

鈥 To iluzja 鈥 Leszek stwierdzi艂 rozczarowany, podnosz膮c si臋 z kolan. W艂osy na g艂owie stan臋艂y mu d臋ba przez pozornie nieszkodliwe wy艂adowania.
鈥 Oczywi艣cie 鈥 odpar艂 jeden z bankier贸w. Wskaza艂 d艂oni膮 na drzwi. 鈥 T臋dy.

Pok贸j przes艂ucha艅 wygl膮da艂 tak, jak Leszek go sobie wyobra偶a艂, kwadratowy st贸艂 ustawiony w centralnej cz臋艣ci pomieszczenia, po obu stronach krzes艂a, a nad nim nisko wisz膮ca lampa z ledow膮 偶ar贸wk膮 艣wiec膮c膮 jasnym, nienaturalnie ch艂odnym 艣wiat艂em. 呕ar贸wk膮 sterowan膮 pilotem i zmieniaj膮c膮 barw臋 w zale偶no艣ci od charakteru podejrzanego. Na przeciw drzwi lustro, zapewne weneckie, a po drugiej stronie psycholog, kierownik plac贸wki i kilku koleg贸w po fachu szukaj膮cych na twarzy podejrzanego oznak k艂amstwa. Jakby tego by艂o ma艂o, w rogu znajdowa艂a si臋 kamera, wy艂apuj膮ca ka偶dy gest i dr偶enie mi臋艣nia. Wida膰 nawet bankierzy nie mieli pe艂nego zaufania do systemu. Na og贸艂 specjalny program analizowa艂 obraz z kamery i wyci膮ga艂 wnioski. Wszystko to mog艂o zadzia艂a膰, gdyby nie fakt, 偶e Leszek by艂 socjopat膮.

Bankierzy weszli do pomieszczenia za Leszkiem i kazali mu usi膮艣膰 na krze艣le vis a vis sprz臋tu do nagrywania. Leszek spocz膮艂, wyj膮艂 papierosa i zapali艂. Spojrza艂 na identyfikatory znajduj膮ce si臋 na klapach marynarek obu m臋偶czyzn. Wy偶szy, z kozi膮 br贸dk膮 i przenikliwym spojrzeniem mia艂 na imi臋 Piotr. Bankier przyni贸s艂 ze sob膮 teczk臋, rzuci艂 j膮 na st贸艂, zdj膮艂 marynark臋 i przewiesi艂 przez oparcie krzes艂a. Drugi, nieco ni偶szy jegomo艣膰, sprawiaj膮cy wra偶enie porywczego, ogolony na g艂adko z charakterystycznie kr贸tk膮 g贸rn膮 warg膮 nie mia艂 karteczki z imieniem, ale Piotr zwraca艂 si臋 do niego per Szymon.

鈥 Tu nie mo偶na pali膰 鈥 powiedzia艂 Szymon, lekko sepleni膮c.

Leszek si臋 tym nie przej膮艂, spojrza艂 w twarz bankiera wyzywaj膮co, potem przeni贸s艂 wzrok na kamer臋.

鈥 Znasz j膮? 鈥 Piotr wyj膮艂 z teczki zdj臋cie Majki. Po艂o偶y艂 na stole i teatralnie przesun膮艂 w kierunku podejrzanego. Nie spodziewa艂 si臋 偶adnej odpowiedzi, wiedzia艂, 偶e sko艅czy si臋 jak zwykle, bezowocnie, straconym czasem i nerwami. Dla obu stron.
鈥 Mo偶e zainteresuje ci臋 fakt, 偶e kobieta na zdj臋ciu jest cz艂onkiem podziemia.

Leszek podni贸s艂 spojrzenie na Szymona.

鈥 Nie wiedzia艂e艣? 鈥 Piotr za艣mia艂 si臋 i wyj膮艂 z teczki drug膮 fotografi臋. Majka, jej bracia i starszy m臋偶czyzna, kt贸rego Leszek zd膮偶y艂 ju偶 pozna膰, spotykali si臋 na parkingu za znanym mu burdelem.
鈥 Ci dwaj nie 偶yj膮 鈥 stwierdzi艂 Szymon. 鈥 Wiesz dlaczego?

Leszek wzruszy艂 ramionami. Wiedzia艂, 偶e kto艣 zaraz mu to wyt艂umaczy.

鈥 Oni nie byli gro藕ni 鈥 Piotr wskaza艂 na braci. 鈥 Tylko m贸wili o walce z systemem. Ona to co innego, chcia艂a dzia艂a膰. Podejrzewamy, 偶e jedno z nich posiada艂o dost臋p do g艂贸wnego serwera.

Przes艂uchiwany wzruszy艂 ramionami.

鈥 Jakiego serwera?
鈥 Podobno mia艂e艣 kontakt z tym m臋偶czyzn膮 鈥 Szymon wskaza艂 palcem na studenta.

Leszek kiwn膮艂 g艂ow膮 przytakuj膮co. Wiedzia艂, 偶e nie ma sensu ukrywa膰 spotkania.

鈥 Wszed艂, chcia艂 p艂aci膰 punktami, zacz膮艂 si臋 awanturowa膰, wi臋c go wyrzuci艂em. A nast臋pnego dnia w wiadomo艣ciach us艂ysza艂em, 偶e kto艣 udekorowa艂 nim ulic臋. I moje buty.
鈥 Z ni膮 te偶 podobno si臋 spotka艂e艣 鈥 wskaza艂 na Majk臋.

Tym razem Leszek zagra艂 zdziwienie. Zrobi艂 to jednak na tyle nieudolnie, 偶e nie dali si臋 nabra膰. Szymonowi na u艂amek sekundy pu艣ci艂y nerwy. Zaraz potem opami臋ta艂 si臋, zabra艂 ze sto艂u paczk臋 fajek nale偶膮cych do Leszka. Wyci膮gn膮艂 jednego papierosa, a reszt臋 schowa艂 do kieszeni swoich mundurowych spodni. Leszek nie zareagowa艂.

Piotr widz膮c Szymona opuszczaj膮cego pok贸j, westchn膮艂, wyprostowa艂 si臋 i ruszy艂 za nim. Wr贸cili chwil臋 p贸藕niej, Szymon wci膮偶 trzyma艂 w ustach papierosa, kt贸rego dym przecina艂 艣wiat艂o padaj膮ce na st贸艂. Wewn膮trz zrobi艂o si臋 mgli艣cie. Kamera z trudem 艂apa艂a ostro艣膰, obiektyw szuka艂 藕reni膰 Leszka, teraz pr贸buj膮cego zaci膮gn膮膰 si臋 smolistymi oparami z wolna unosz膮cymi si臋 ku systemowi klimatyzacji.

鈥 Wyno艣 si臋 鈥 powiedzia艂 wreszcie p贸艂g臋bkiem Szymon.

Leszkowi nie trzeba by艂o dwa razy powtarza膰. Wsta艂, podszed艂 do bankiera, wyj膮艂 z kieszeni jego spodni paczk臋 papieros贸w i jak gdyby nigdy nic, opu艣ci艂 pomieszczenie. Piotr tylko si臋 za艣mia艂, jednak na Szymonie zrobi艂o to spore wra偶enie.

鈥 Daj spok贸j 鈥 stwierdzi艂 Piotr. 鈥 Dostanie ogon.

_________________
Swoje teksty publikuj臋 na https://lukaszmigura.com.


G贸ra
Offline Profil E-mail  
 
Wy艣wietl posty z poprzednich:  Sortuj wed艂ug  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 2 posty(贸w) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

U偶ytkownicy przegl膮daj膮cy to forum: Brak zarejestrowanych u偶ytkownik贸w oraz 0 go艣ci


Nie mo偶esz zak艂ada膰 nowych temat贸w na tym forum
Nie mo偶esz odpowiada膰 w tematach na tym forum
Nie mo偶esz edytowa膰 swoich post贸w na tym forum
Nie mo偶esz usuwa膰 swoich post贸w na tym forum
Nie mo偶esz dodawa膰 za艂膮cznik贸w na tym forum

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group