Anduina
./forum.php?sid=651cc8a01457b9622964ad6cdf8e9009

Ciekawe Historii Historie.
http://anduina.pl/viewtopic.php?f=69&t=1760
Strona 1 z 1

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Sob, 15 Gru 2012, 16:56 ]
Temat postu:  Ciekawe Historii Historie.

Będę tu wpisywał różne ciekawostki historyczne, jak np kwestia chrztu Polski ( najpewniej nie w 966 jak stoi w podręcznikach), wiary Słowian ( od monoteizmu do politeizmu), Lemcernik ( czyli jak przy okazji tworzenia gry wychodzą dziwy nad dziwami) i innymi. Narazie będzie cykl o uzbrojeniu 2RP , ewentualnie LWP.

Lemcernik - Lema Stanisława czołg Pancernikiem zwany...


Pospolicie zwany Lemcernikiem koncept czołgu superciężkiego, istniejący dosłownie na dwóch kartkach pisma i dwóch obrazkach pióra Stanisława Lema. Czemu jego? A tu zaczyna być ciekawie...

Lema można nazwać człowiekiem renesansu: dzięki stanowisku asystenta na Uniwersytecie Jana Kazimierza został laryngologiem potem chciał zostać absolwentem politechniki i uczonym. Po wybuchu II wojny światowej, w zaanektowanym przez Związek Radziecki Lwowie rozpoczął w 1940 studia medyczne na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Lwowskiego, wydzielonym następnie w samodzielny Lwowski Instytut Medyczny. Wcześniej próbował dostać się na Politechnikę Lwowską, jednak mimo zdanego egzaminu nie został przyjęty na wymarzone studia ze względu na niewłaściwe w ustroju sowieckim pochodzenie społeczne – powiązania ze średnią burżuazją. Wstąpił zatem na medycynę, wykorzystując znajomości ojca, by uniknąć poboru do Armii Czerwonej

W okresie 1940-41 pracuje jako spawacz w zakładzie rozbiórki czołgów, gdzie najpewniej dzięki zdobytemu doświadczeniu napada go idea stworzenia superciężkiego potwora zdolnego przełamać każdy opór.

Najpewniej list napisano w 1944, ów pomysł nie przyjął się jednak w Armii Czerwonej.

Ogółem uzbrojeniem miało być najpewniej działo 155 wz. 40 -najnowocześniejsze znane w przedwojennej Polsce lub jego odpowiednik, http://pl.wikipedia.org/wiki/Armata_dal ... _mm_wz._40

Ogółem został znaleziony przypadkiem w rosyjskich archiwach podczas szukania przez Wargaming czołgów dla polskiego drzewka i wstawiony jako ciekawostka.

http://4put.ru/pictures/max/424/1304330.jpg

http://panzer-journal.ru/wp-content/upl ... /10/25.jpg

http://panzer-journal.ru/wp-content/upl ... /10/16.jpg

Wspieranie się na wiedzy własnej i wiki. Jak ktoś zna rosyjski proszę strona związana z WG gdzie po raz pierwszy to wypłyneło

http://world-of-kwg.livejournal.com/73809.html

Ludzie próbowali nawet bawić się renderami ,tu bez wieżyczki przeciwlotniczej , w końcu to tylko zabawa http://imageshack.us/a/img594/133/jemsernik.jpg , http://imageshack.us/a/img39/6664/jemsernik2.jpg- z tyłu

Jest kilka koncepcji bardzo ciekawych- pancerz obły, dobrze rykoszetujący, koncepcja czołgu przeciwlotniczego , uniwersalnego (jak się okazało potem, przegrywał w starciu z samolotami jeśli nie był uzbrojony od nich silniej i nie miał dobrze opancerzonego stropu kadłuba i wieży), czołg ciężko opancerzony i uzbrojony (w 1944 żaden czołg oprócz Mausa i T95 nie był tak silnie uzbrojony i opancerzony jednocześnie).

W następnym odcinku - ostatnie projekty i koncepcje czołgów 2 Rzeczypospolitej- czyli przesąd o " konnej i tępej" armii Rzeczypospolitej.

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Sob, 15 Gru 2012, 17:40 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Artykuł 2: Projekty i koncepcje czołgu w 2 Rzeczypospolitej : Ostatni czołg wolnej Polski przedwojennej i jego wcześniejsi bracia.

1. 53TP

Ogółem wiele projektów i koncepcji jest , szczególnie powojennym, nieznanych nawet szerszej publiczności historyków (ciężki dostęp do archiwów Wojskowej Akademii Technicznej i archiwów Centralnego Archiwóm Wojskowego , do tego drugiego od kilku lat nie ma i dopiero za dwa lata będzie można się starać o dostęp [restrukturyzacja i przebudowa CAW-u]). Dlatego każdy projekt, który wypływa to tu , to tam, i ma znamiona autentyczności , jest wielką nowością i ciekawostką.

53TP to ostatni projekt , wcześniej znany z innych źródeł jako mistyczny czołg "7-tarczowy" (od siedmiu płyt tworzących wieżę), był czołgiem 52-3 tonowym, zwanym także CCP (Czołg Ciężki Polski), miał być uzbrojony w działo kal. 120 milimetrów, potężnie opancerzony (90-130) i doskonale zaprojektowany (pochyły pancerz). Niestety, koncepcja weszłaby w życie najwcześniej po wybuchu wojny, wiadomo z jakim wynikiem dla nas zakończonej , poza tym była niedostosowana do polskiego przemysłu i stanu spraw (marna nośność mostów czy trudność z drogami). Co nie znaczy że nie jest interesująca...


http://imageshack.us/photo/my-images/17/pro301.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/90/pro302.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/84/pro303.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/715/pro304.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/267/pro305.jpg/

Dane : CAW.


2. Czołg 20/25TP


Zasadniczo najlepiej chyba znane koncepcje czołgów z końca 2 RP.
Projekt KSUS miał dwa warianty; zakładał użycie przeciwlotniczej armaty 75mm i zastosowanie pancerza o grubości 35 mm. Do tego dochodziły dwie wieżyczki umieszczone z przodu pojazdu wyposażone w ckm oraz jeden karabin maszynowy w głównej wieży. Masa czołgu miała wynosić 22 tony. Napędzać go miały dwa silniki benzynowe o mocy 300 KM każdy. Zdolność do przekraczania rowów sięgała 2,5 metra, głębokość brodzenia dochodziła do 1,2 m. Czołg miał mieć długość 7,3 m, szerokość 2,6 m wysokość 2,8 m. Zakładana prędkość poruszania się po szosie wynosiła 45 km/h, w terenie 25 km/h. Załogę miało stanowić 6 ludzi.

Czołg według BBTBr.Panc. miał posiadać działo 75mm Bofors i sprzężone z nim działo automatyczne 40mm Bofors L/60, pancerz 50 mm, silnik o mocy 500 KM; miał ważyć 23 tony.

Projekt PZInż miał być wyposażony w działo przeciwlotnicze 75mm wz.22/24 i pancerz 80 mm, był także najcięższy - jego waga miała wynosić 25 ton. Jednak przewidywano użycie słabego silnika o mocy zaledwie 400 KM, produkcji PZInż. Jego prędkość maksymalna wynosiła 40 km/h, załogę stanowiło 5 ludzi. Jako jedyny przewidywał użycie tylko jednej wieży.

Podobno do czasu wybuchu wojny zdołano stworzyć drewnianą makietę którejś z wersji, nie pamiętam czy podano której.


http://s2.blomedia.pl/gadzetomania.pl/i ... 313924.jpg - wizualizacja 25TP KSUS na tle innych projektów pojazdów pancernych, opartych na czołgu Christie'go - 10TP i 14TP.

http://www.historycy.org/index.php?act= ... st&id=8596 - 23TP
http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum11/1_copy91.jpg- KSUS wariant 2

http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum11/1_copy90.jpg - wariant BBTbr Panc.

http://imageshack.us/photo/my-images/71 ... 25tp4.jpg/ - czołg średni PZinż.- być może też pierwowzór tajemniczego "T-39".

Dane: Wikipedia bo tym razem prawdę mówi. Ale właściwie moja wiedza na ten temat, z artykułów i książek na ten temat, bo wiki musi być kontrolowana.

3. Odprysk od ogólnej koncepcji - tonący w mrokach nieistnienia czołg B.U.G.I.

Odpryskiem tych 3 koncepcji jest czołg BUGI ,znany tak od nazwisk autorów koncepcji: Bujnowicz, Ulrych, Grabski, Iwanicki, choć krążący po internecie koncept papierowy czołgu to fake, sama maszyna mimo tego jest prawdziwa, lecz pewnie mało zaawansowana w pracach w porównaniu do 20/23/25TP, na których była wzorowana, różniąc się nieco parametrami pancerza i wieżą, jajowatego kształtu (pewnie coś jak wieża Is-3 , eliptyczna , zaokrąglona , sprzyjająca rykosztetom).


wiedza: artykuły o 20/23/25 TP z wspomnianym B.U.G.I. , jedyne właściwie informacje pochodzą z tego samego źródła co 20/25TP, gdyż B.U.G.I był pewnie częścią tego projektu, i to koncepcją która powstała pod sam koniec wojny , bez zachowanej dokumentacji.

W następnym : WB-10. Pływa, jeździ, pełza, lata? Polski Superman tank lat 20.

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Sob, 15 Gru 2012, 19:52 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

WB-10. Pływa, jeździ, pełza, lata? Polski Superman tank lat 20.

Dokładniej połowy lat 20, i nie superman. Nawet nie latał ( ja dla efektu dodałem latanie :D), choć rzeczywiście był wozem kołowo-gąsiennicowym najpewniej z funkcją pływania (dlatego pewnie spore wymiary czołgu kryjące komory wypornościowe).

Za Januszem Magnuskim, dzieło "Wozy Bojowe", cytuję:

"Ostatecznie 31 lipca 1925r., po nieudanych pertraktacjach z firmą Vickers w Anglii, Komitet do Spraw Uzbrojenia (KSU) podjął uchwałę o rozpisaniu konkursu na projekt czołgu dla armii polskiej. Typ czołgu i warunki techniczne, jakim winien on odpowiadać, zostały ustalone poprzednio.
Wymagania co do projektu, jak na tamte czasy, były duże. Czołg przy ciężarze 12 ton powinien mieć pancerz odporny na przebicie pociskami przeciwpancernymi kalibru 13 mm z odległości 50 m; ściany boczne i czołowe miały chronić przed działaniem pocisków ówczesnych dział piechoty kalibru do 47 mm z odległości 500 m; uzbrojenie składające się z jednej armaty o kalibrze nie mniejszym niż 47 mm, jednego najcięższego karabinu maszynowego 13 mm przystosowanego do ostrzeliwania celów latających i jednego karabinu maszynowego 7,9 mm; kilka peryskopów zapewniających obserwację na 360°; silnik z rozrusznikiem elektrycznym i urządzeniem do podgrzewania go w zimie. Prędkość maksymalna czołgu miała wynosić co najmniej 25 km/godz., a zasięg około 200-250 km.
Żądano również, aby czołg mógł pokonywać wzniesienia 35-40°, rowy szerokości 2,20 m, ściany wysokości 0,80 m i brody głębokości 1 m. Średni nacisk jednostkowy nie mógł przekraczać 0,50 kG/cm². W czołgu miały znajdować się specjalne urządzenia do wytwarzania zasłony dymnej, urządzenie umożliwiające pokonywanie głębokich brodów oraz radiostacja nadawczo-odbiorcza o zasięgu co najmniej 10 km.
Na konkurs nadesłano kilka prac. Warunkom konkursu odpowiadał projekt firmy S.A.B.E.M.S. występującej w imieniu Warszawskiej Spółki Akcyjnej Budowy Parowozów „Parowóz”, oraz projekt zakładów w Czechowicach (późniejsze Państwowe Zakłady Inżynierii).
Firma S.A.B.E.M.S. przedstawiła projekt czołgu oznaczonego symbolem WB-10, opracowanego pod kierownictwem profesora Politechniki Lwowskiej dr. Ludwika Ebermana, specjalisty od silników wysokoprężnych. Projekt zawierał kilka oryginalnych rozwiązań. Kadłub czołgu mógł się przemieszczać w stosunku do gąsienic, co miało zapewnić zwiększenie zdolności pokonywania przeszkód. Czołg mógł jeździć zarówno na kołach, jak i na gąsienicach oraz pływać. Jego podwozie mogło być wykorzystane do budowy ciągnika. Oprócz rysunków projektanci nadesłali także dwa modele wykonane w skali i poruszane silnikami elektrycznymi.
Na konkurs nadesłano również dwa projekty kołowych czołgów, które były właściwie projektami czteroosiowego i dwuosiowego ciężkiego samochodu pancernego z dużymi kołami.
Ostatecznie nagrodzony został projekt czołgu WB-10; z firmą „Parowóz” podpisano więc umowę na wykonanie i dostarczenie dwóch próbnych czołgów.
Budowa tych próbnych czołgów trwała dość długo, a gdy w końcu je wykonano i dostarczono wojsku, na próbach okazało się, że te niezwykłe pojazdy z powodu zbyt skomplikowanej budowy oraz błędów teoretycznych i konstrukcyjnych nie mogły się poruszać.
Podobne były losy innego prototypu czołgu zaprojektowanego przez profesora Czerwińskiego."

http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum24/wb10.jpg - koncepcja podwozia WB-10.
http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum ... rniacy.jpg - najpewniej WB-10.

Autor:  StraySoul [ Sob, 15 Gru 2012, 20:28 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Świetne posty! :D Jedyną prośbę jaką mam - wrzucaj zdjęcia i skany na Imgura, imageshack wprowadził politykę skalowania zdjęć która sprawia że tekst jest zwyczajnie nieczytelny :) Sam co prawda na historii się dość słabo wyznaję, ale z racji tego że ojciec jest z zamiłowania historykiem 2WŚ, czasami mi wpadnie w ucho ciekawostka czy dwie ;)

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Sob, 15 Gru 2012, 20:31 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Sęk w tym, że to jedyne dostępne. Większość tego typu rzeczy jest w rękach własnych lub w WAT i CAW. CAW wogóle jeszcze dwa lata nie ma wstępu (co odbija się na stanie wiedzy o polskiej broni pancernej , bo tam jest tego gros) a do WATu trzeba albo być od rządu, albo mieć kontakty albo mieć przyjaciela generała. Ogólnie-ciężko.

(WAT to Wojskowa Akademia Techniczna, przy niej są archiwa wojskowo-technologiczne, a CAW to Centralne Archiwum Wojskowe, masa rzeczy , setki tysięcy różnych akt).

Czasami cytuję stronę.

Artyleria królową pola walki a wyposażenie polskie: próby unowocześnienia.

1. Armata dalekonośna Bofors 155mm wz 39/40


Przez cały okres lat 20 i 30 szukano rozwiązania problemu niezbyt wielkiej donośności standardowych dla wojska polskiego ciężkich armat 105mm (12500 metrów). Założono zasięg ponad 20km, co było już sporą odległością. Niestety prototypy pojawiły się dopiero w latach 1938-1939. Podczas zaplanowanych prób 18 stycznia 1939 roku panowały fatalne warunki pogodowe. Silny wiatr i nisko leżące chmury wykluczały dokładne pomiary. Ponieważ jednak na manewry stawili się wysocy rangą oficerowie, Szef Departamentu Uzbrojenia polecił oddać serię strzałów, które miały nie być brane pod uwagę. Okazało się, że, przy kącie podniesienia lufy 18o15’, przy dużym wietrze wystrzelono pocisk na odległość 19 km. Rozrzut wynosił 800 m, ale pierwsze strzały odbijały się od pozostałych. Po ich wyeliminowaniu rozrzut wyniósł 500 m, co było już wynikiem doskonałym (najlepsza wówczas 155 mm armata francuska Schneider, przy strzale na 19 km, dawała rozrzut 1900 m).

Kolejne próby w 1938 roku zaplanowano na 20 luty. 27,3 km były wynikiem , który nawet nie był zaplanowany w przelicznikach artyleryjskich. Wciąż zachowano doskonały rozrzut. Jednocześnie zużycie lufy było zadowalające jak jej wytrzymałość (około 3000 strzałów). Jedyną wadą okazała się dość przeciętna szybkostrzelność 3strzałów/minutę.


http://www.1939.pl/uzbrojenie/polskie/a ... m_wz40.jpg

http://www.1939.pl/uzbrojenie/polskie/a ... z40_02.jpg


2. Działko przeciwpancerne kal 47 mm.

Pod koniec lat 30-tych powstał pomysł budowy nowego działka przeciwpancernego dla Wojska Polskiego. Na konkurs rozpisany przez MSWojsk, wpłynął szereg propozycji. Ostatecznie do realizacji wybrano dwa projekty – 47 mm armaty oznaczone roboczo jako wariant „a” i „b”. W drugiej połowie 1938 roku, zamówiono w Towarzystwie Starachowickich Zakładów Górniczych wykonanie lufy. Jednocześnie Zakładom Amunicji „Pocisk” zlecono wykonanie amunicji.
Lufa i amunicja były gotowe na początku 39 roku. W kwietniu tego roku zaplanowano próby strzelań. Lufę wmontowano do łoża armaty 75 mm wz.97. Z czterech typów pocisków odrzucono dwa, tj. granat ppanc1,6 kg oraz granat ppanc 1,8 kg. Oba pociski o prędkości początkowej odpowiednio 900 i 800 m/s. Odrzucono je, pomimo iż przebijały płytę pancerną o grubości 50 mm (jak w T-34) przy kącie 90 stopni z odległości 1150 m. Do tego miały mniejszy rozrzut niż pociski wystrzeliwane z działka 37 mm. Do dalszych prób skierowano dwa pozostałe pociski, gdyż ich właściwości balistyczne były o wiele lepsze. Do dziś nie znamy jednak ich parametrów.

Warto nadmienić, że czołg 14TP miał być uzbrojony w armatę 47 mm wz.40. Niemożliwym było upchnięcie 47 mm armaty w ciasną wieżę czołgu 7TP.

http://wojsko18-39.3ap.net/wrzesien/ppanc47mm.gif

http://wojsko18-39.3ap.net/wrzesien/armata47ppanc.gif


3. Moździerz 120mm wz.40


Moździerze były w Wojsku Polskim bardzo gęsto i często używane, a tam gdzie były obecne chwalono polskich artylerzystów za celny i morderczy ogień. Niestety nie dorwali prawdziwego potwora, godną Aresa broń- 120mm moździerz o zasięgu prawie 6km, strzelający pociskami artyleryjskimi! (Dla porównania, przeciętna donośność moździerzy tego okresu to około 2-3,5km)
Pierwszy prototyp wykonano w Pruszkowie :D i to nie żart, w 1938 roku. W lipcu tego roku próby dowiodły zasięgu 5km i ogólnego dobrego wykonania broni. Wadą był zasięg minimalny 2km i potężny kłąb dymu po wystrzale, demaskujący moździerz. Wadą była też niska szybkostrzelność.

W Zakładach Starachowickich zmodernizowano prototyp, który dostał oznaczenie wz.40ST , zamek klinowy i kilka poprawek. Wymienione wady wyeliminowano. Donośność maksymalna ustalono na 5800 metrów.Masa pocisku wynosiła prawie 15kg, co było olbrzymią wartością (dla porównania, najlepszy ówczesny moździerz Wermachtu 8cm Granaterwerfer 34 strzelał pociskami 3,5kg na odległość zaledwie 2400m).

http://wojsko18-39.3ap.net/wrzesien/mozdzierz120.gif

http://wojsko18-39.3ap.net/wrzesien/mozdzierz120.jpg


4.Dziw nad dziwy: niemiecka armata plot 88cm wz.17 w Wojsku Polskim:

2 lub 3 sztuki ledwie tej broni zostały u nas po odzyskaniu niepodległości , 88 mm armaty wz.17 znajdowały się na wyposażeniu jednej baterii WP. . Dwa niemieckie działa zakupiła Polska najprawdopodobniej w Rotterdamie w Holandii w drugiej połowie 1920 roku . Trzecie pochodzi z niewiadomego źródła. Są to armaty z produkcji fabryki Kruppa , nie Rheinmetall. Potem w 1932 zostały sprzedane aż do Kolumbii toczącej walki z Peru. Zostały więc użyte bojowo tylko w walkach poza WP.

5. Czwórkami do nieba szły pociski z działa Hoffmana. 75 mm poczwórnie sprzężona armata przeciwlotnicza proj. A. Hoffmana


O autorze brak dokładnych informacji poza tym że był to były powstaniec wielkopolski, inwalida i mieszkaniec Grodziska.
Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt że autor niniejszego działa wysłał 24 sierpnia 1939 marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu projekt miniaturowego okrętu podwodnego!
Projekt armaty został zgłoszony do opatentowania w marcu 1934 roku , patent wydany został w dniu 16 stycznia 1939 roku. Patent nr 27600m KL.72h, 7/04. System ładowania został opatentowany osobno. Armata wykazała się szeregiem wad: nieco zbyt słabą konstrukcją, przez co reflektor był niszczony przez ogień dział, olbrzymią masę i ogólną trudność produkcji tego typu armat. O ile wady były spore, o tyle zalety są dwie tylko: po usunięciu wad doskonała do obrony urządzeń stałych np fabryk, dzięki poczwórnemu działu można było osiągnąć potężną siłę ognia.

http://www.weu1918-1939.pl/artyleria/pr ... a/4x75.jpg

http://www.weu1918-1939.pl/artyleria/pr ... 4x75_1.jpg

6. Nkm wzór A: jedyny z czterech braci w służbie ojczyzny.


Ano jedyny. Pracowano nad Nkmami (najcięższy karabin maszynowy, odpowiednik działka kal. 20) wz. A, B, C i D. Z nich tylko A wszedł do produkcji (55 sztuk) i użycia jako uzbrojenie wybranych TKS i TK-3 oraz podstawach piechoty. Miał prostą , łatwą w produkcji i odporną konstrukcję, oraz doskonałe parametry: przy masie całkowitej ok. 50kg (tyle co 12,7mm Km DSzK), przebijał płytę pancerną 40mm z 200metrów. O ile na podstawach piechoty zniknęły w mrokach historii (istnieje informacja , że dwa wzieły udział w obronie Lwowa i 2 wpadły w ręce Rosjan), o tyle na TKS i TK-3 przetrwały dzięki osobie pancerniaka por. R. Orlika, który w jednej bitwie zniszczył 3 maszyny, a ogólnie był pogromcą 13 czołgów niemieckich na swoim TKS. Został on uhonorowany medalem w WOT (jedno z odznaczeń za wyjątkowe zdolności na polu bitwy).
Ogółem 40 tankietek przebrojono w nmky a 16 użyto na podstawach piechoty.

http://www.ww2incolor.com/d/381959-4/nkm_20mm_wz38_01 - na podstawie lądowej.

http://derela.republika.pl/tk3_nkm7.jpg- TK-3 z nkm wz.A.



Źródła, strona http://www.weu1918-1939.pl/index.html i
A.Konstankiewicz "Broń strzelecka i sprzęt artyleryjski formacji polskich i Wojska Polskiego 1914 - 39"

Dodam, iż nie wiem jak rozwiązać kwestię komentarzy- może osobny temat do dodaktowej pogadanki?

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Nie, 16 Gru 2012, 16:49 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Część 4. Piechota ta szara piechota... karabiny błyszczą mamią wzrok... - broń WP która nie trafiła do szerszego użytku: Pistolet Maszynowy Mors i Karabinki samopowtarzalne Kbsp wz.38 oraz mit o karabinie przeciwpancernym UR.

Kbsp Wz38 - mało kto wie, że już w 1921 roku w Polsce powstał karabin samopowtarzalny (broń nie wymagająca od strzelca ręcznego przeładowania ) , którego pierwowzorem był karabin Mannlicher wz. 1890. Powstała ona w Zbrojowni Wojsk Polskich we Lwowie , dzięki pracy gen. Rozwadowskiego i
gen. Sosnkowskiego, zwolenników modernizacji wzorów broni ręcznej. Broń miała kal. 8mm i podobno odznaczała się poprawnymi właściwościami , ponieważ została wdrożona do produkcji . Zagadką jest ile jej zostało wyprodukowanej i gdzie trafiła, musiała być jednak nieliczna skoro nie przetrwał żaden jej egzemplarz do dziś.

W 1927 również powstał inny karabinek samopowtarzalny , pułkownika Jerzego Dunajewskiego. Odznaczał on się możliwością użycia jako lkmu (jedną z nielicznych podobnych konstrukcji jest FG42), jednak na próbach nie odniósł sukcesu z powodu wad.

W tym czasie też powstawał inny karabinek , w Centralnej Szkole Strzelniczej w Toruniu zademonstrowano dwudziestopięciostrzałowy kbsp inż. Kubińskiego — konstruktora lwowskiej firmy
„Arma". Karabinek podobno działał poprawnie, lecz znowu nie przyjęto go do uzbrojenia.

W latach 30 po konkursie z 1934 na nowy karabin dla strzelców wyborowych przedstawiono kilka typów tej broni, z której odrzucono: karabin Steckiego ( marna wytrzymałość większości konstrukcji karabinu) i karabin Stefańskiego. Zwycięzcą zaś stał się karabin Józefa Maroszka, który po wygranym konkursie dodatkowo zmodyfikował w rekordowo krótkim czasie system (3 tygodnie z wynegocjowanych 6-ciu ) ryglowania zamka, dzięki czemu broń jeszcze zwiększyła swoje możliwości. Karabin był solidny, części trwałe, jedyne zastrzeżenia to : zbyt słaba iglica. Po wyeliminowaniu tego błędu w 1939 przystąpiono do produkcji karabinu, w oszałamiającej liczbie 150 do lipca 39. Jedyny znany przypadek użycia to zestrzelenie samolotu nieznanego typu (uważa się iż był to Bf110 lub JU87) przez samego konstruktora broni podczas ewakuacji pracowników Instytutu Technicznego Uzbrojenia.

Po zajęciu przez Niemców Polski część wyprodukowanych kbsp M wpadła w ręce okupanta i była prawdopodobnie przez niego wykorzystywana, bowiem J. Maroszek widział w 1940 r. w Warszawie kilkunastoosobową grupę żołnierzy niemieckich uzbrojonych w kbsp wz. 38M. Po zakończeniu II wojny
światowej pewną liczbę tych karabinów znaleziono, lecz jako „niezidentyfikowane" zostały zniszczone. Obecnie jeden egzemplarz kbsp wz. 38M znajduje się w rękach prywatnego kolekcjonera w USA, a drugi w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, uzyskany w ramach wymiany z ZSRR.

http://world.guns.ru/userfiles/images/a ... _wz35.jpg- karabinek

http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum7/ur_copy.jpg - inny karabinek.

Pistolet Maszynowy Mors- polski syn Thompsona i Suomi.


O ile historia polskich pistoletów maszynowych zaczyna się właśnie od Thompsonów, kupionych w 1931 roku dla Korpusu Ochronu Pogranicza i Policji Państwowej, oraz pistoletów Suomi wz31. zakupionej ogólnie w liczbie sztuk 70 dla Policji, Żandarmerii i placówek badawczych, o tyle zainsteresowanie pmami środowisk wojskowych istniało już od zakończenia wojny (np Tadeusz Felsztyn). W wyniku zakupów tychże dwóch typów pistoletów maszynowych postanowiono opracować na ich podstawie własną konstrukcję, łącząca jak najwięcej zalet i jak najmniej wad oryginałów. Przebadano też pmy firm jak Erma czu Neuhausen. Podkreślano zalety pmu jako wzmocnienia siły ognia drużyny piechoty dzięki strzelaniu maszynowemu przy niskiej cenie w porównaniu do rkmów czy ckmów. Pierwszy prototyp powstał w 1935 roku, konstruktorami byli Piotr Wilniewczyc i dyrektor Fabryki Karabinów w Warszawie
Jan Skrzypiński. Szybkostrzelność wynosiła potworne 1200 strzałów na minutę (dla porównania, większość karabinów maszynowych tego okresu osiąga mniej więcej od 450 do 900 strzałów na minutę.), występowały kłopoty z zacinaniem się broni. W celu usunięcia niedomagań konstruktorzy, przy współpracy inż. inż.:Modzelewskiego, Podsędkowskiego, Dworzyńskiego i Potyńskiego opracowali nowy pm, przy którego projektowaniu uwzględnili wyniki badań z bronią zagraniczną oraz założenia taktyczno-techniczne opracowane przez Instytut Techniczny Uzbrojenia. Konstrukcję polskiego pm oparto na rozwiązaniach fińskiego pm Suomi, a dane balistyczne były zbliżone do belgijskiej Ermy. Prototyp pistoletu, który otrzymał nazwę Mors (łac. śmierć), wykonała na początku 1938 r. narzędziownia Fabryki Karabinów w Warszawie. W kwietniu 1938 r. przeprowadzono badania porównawcze Morsa i pm Erma. Wykazały one dobre działanie broni, lecz dużo gorszą celność i większy rozrzut pocisków niż w Ermie. Stwierdzono ponadto, że szybkostrzelność wynosząca 750 strz./min oraz energia odrzutu przy strzelaniu seriami są zbyt duże. Do marca 39 roku zdołano wyeliminować powyższe wady w kilku seriach modyfikacji konstrukcji.

W trakcie wojny część wyprodukowanych Morsów w ilości 52 sztuk , wydano 3 Samodzielnemu Baonowi Piechoty z Rembertowa, walczącego np pod Narwią i w obronie Warszawy. Drugą jednostką obdarowaną w tą nowoczesną broń była 39 Dywizja Piechoty Rezerwowa, walcząca pod Siedlcami , Zamościem, Białą Podlaską , Radomiem, Krasnymstawem , Zamościem, Cześnikiem, Barchaczowem i Krasnobrodem.

Dwa znalazły się w Wojskowym Ośrodku Spadochronowym.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... rs_smg.jpg - jeden z dwóch zachowanych Morsów (drugi znajduje się w Rosji).

http://img3.imageshack.us/img3/6417/_Mors_03a.jpg


5. Karabin przeciwpancerny wz.35 Urugwaj - był czy nie na polu bitwy? Oraz z szablą na czołgi- pryska mit ułańskiej szarży.


O ile sam karabin zazwyczaj jest znany i wie się o jego istnieniu, o tyle od dawna pokutuje mit o tym, że było go za mało, za późno, zbyt wiele, miał jedną dłuższą. Ogólnie: był ale nie użyto.
Wielu historyków w oparciu o stany jednostek, liczbę batalionów, pułków i plutonów ( karabin miał stanowić uzbrojenie szczebla plutonów i kompanii , w całej dywizji powinno być go 92 sztuki), ocenia stan zapotrzebowania całej polskiej armii na ten ważny sprzęt na około 4500-5000 sztuk. Wydaje się iż ogólna ilość wykorzystanych egzemplarzy wyniosła 3500 sztuk, numery broni sięgają 7000 (czyli niby 7000 szt. mogło być wyprodukowanych) jednak (poprawna) konspiracja całej konstrukcji i wszelkich danych o niej nie daje nam wiedzy o więcej niż o owych 3500 sztuk. Z bronią zostali żołnierze zapoznani jeszcze przed wojną (takie informacje podaje zarówno Zasieczny, jak Zbigniew Gwóźdź i Piotr Zarzycki - na podstawie wspomnień Mieczysława Andrysika) , odpada więc fakt niewiedzy ni nieznania obsługi tej broni przez naszych żołnierzy. Niemcy byli niemile zaskoczeni , nie mając o niej wcześniej żadnych danych , co pozytywnie wpłynęło na efekt walk . Najpewniej wyekwipowano w tą broń 40 pułków kawalerii i 35 piechoty, co jest sporą liczbą, mając na uwadze
84 pułków piechoty i 6 pułków piechoty górskiej w całym WP oraz około 40 pułków kawalerii. I tu przeskakujemy do drugiego mitu, czyli jak kawaleria walczyła z czołgami.
Właśnie za pomocą broni przeciwpancernej: karabinów UR , działek przeciwpancernych (o 3 więcej niż w analogicznej brygadzie piechoty), kawaleria była też obficie wyposażana w miny przeciwpancerne (do 300 korpusów, bez zapalników), miny normalne (130) i granaty, oraz posiadała zawsze dywizjon pancerny z 21 sztukami tankietek TKS, TK-3 oraz samochód pancernych Wz.34 lub Wz.29. W rezultacie pod względem przeciwpancernym brygada kawalerii miała około 30% większą siłę ognia niż brygada piechoty. Oczywiście, kawaleria nie walczyła z konia . Koń był używany jako środek przemieszczania się następnie spieszanej piechoty, jak wcześniej wspominałem, obficiej wyposażonej od normalnej piechoty w różnoraką broń. Podsumowując: w rezultacie lepszego wyposażenia kawalerzyści byli w stanie wytrzymać cięższe ataki niż piechurzy, będąc właściwie swego rodzaju elitarnymi jednostkami, rzucanymi na najważniejsze i najbardziej zagrożone odcinki frontu.

Źródło: Zbigniew Gwóźdź i Piotr Zarzycki "Polskie konstrukcje broni strzeleckiej." , oraz Andrzeja Zasiecznego : "Broń Wojska Polskiego, wojska lądowe".


Następny problem do poruszenia to lotnictwo polskie. Cholernie trudny i obszerny temat: z myśli dam radę wyciągnąć da się 5-7 prototypów i projektów a o ilu nie wiem to Ten Boss Na Górze raczy wiedzieć.

Autor:  Mwamba [ Wto, 18 Gru 2012, 17:09 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Hrothgarze, jesteś pan wielki!
Już kiedyś miał być założony dział militaria, ale źli ludzie inspirowani działalnością księcia ciemności Tadeusza zapobiegli temu.
Teraz nadszedł odpowiedni czas aby walczyć o powstanie nowego działu, bo o byle bagnetach i nożach taktycznych można by walnąć pięęęęękny temat.
A przecież możemy omówić dzieje oręża od pierwszego zaostrzonego patyka poczynając, na rakietach dalekiego zasięgu, laserach i broni biologicznej kończąc.

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Wto, 18 Gru 2012, 17:27 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Dokładnie :D Swoją drogą w najbliższym (pewnie środa-czwartek, dziś może część) odcinku- próby ratowania sytuacji w lotnictwie 2RP - PZL 11g Kobuz, PZL50 Jastrząb, PZL52, PZL 39 i RWD-25.

PS narazie walę 2RP i ewentualnie powojennymi konstrukcjami, ale mam zamiar robić o historii sporo jako samej historii. Tylko że moim konikiem w historii są militaria. Dlatego będzie jej najwięcej i najpierw poszła na ogień.

Wszyscy do pomp! Próby ratowania sytuacji w lotnictwie 2RP - konstrukcje i projekty krajowe,

PZL 11G Kobuz- sama konstrukcja, rodzina myśliwców "płatu polskiego" jak i krótkie omówienie całego problemu lotnictwa polskiego.


Maszyna ta wywodzi się od znanego i używanego przez większość naszych
eskadr i jedyną dużą jednostkę myśliwską "Brygadę Pościgową". Sam samolot jest znany, należy jednak pokrótce pokazać problemy wynikające z posiadania tej maszyny.
Maszyna należała do linii myśliwców używanych w polskim lotnictwie jak: PZL P.1 (pierwszy z niżej omawianym polskim płatem, prototyp), PZL P.6 (również prototyp), PZL P.7 (produkowany masowo, 105 wciąż w linii w drugiej wojnie światowej) który wyróżniał się jako pierwszy na świecie w pełni metalowy myśliwiec, PZL P.24 (nowocześniejszy PZL P.11, jedynie na eksport) i kilka innych prototypów.

Sama maszyna wyróżnia się szczególnie jednym: skrzydłem w kształcie litery M, zwanym od nazwiska konstruktora Płatem Puławskiego, "polskim płatem" lub "mewiem płatem". Był on rozwiązaniem pozwalającym na lepszą widoczność z kabiny niż dwupłaty, jednocześnie dając możliwość wzmocnienia konstrukcji płata zastrzałami, co owocowało skrzydłami mocniejszymi , sztywniejszymi i odpornymi na ugięcia. Zastrzały wytwarzały też niewielką , dodatkową siłę nośną. Skrzydło tego typu użyto również w kilku maszynach pochodzenia zagranicznego np włoskie Romero Ro.41 , Ro.43 czy rosyjskie I-15 i I-153.
Jak na czas swojego wprowadzenia 1933-34 PZL P.11 z dwoma karabinami maszynowymi , metalową konstrukcją, dobrym silnikiem, dobrymi osiągami i świetną manewrowością (o wiele lepszą niż np drugowojenna Me Bf109) został uznany za najlepszy myśliwiec ówczesnego świata. Postęp technologiczny jednak szybko wyprzedził ten myśliwiec, przez co polscy dowódcy sił powietrznych znaleźli się "na lodzie".
Próbowano załatwić problem, zlecając stworzenie nowych myśliwców , jak PZL 38 Wilk (projekt storpedowany przez śmierć konstruktora silników Foka w Tatrach), PZL 48 Lampart i PZL 54 Ryś. Każdy z nich jednakże był pogrążany raz za razem złym wyborem silników (dla Lamparta przegrzewające się Gnome-Rhone, i o wiele słabsze niż zakładane Hispano-Suiza dla Rysia), całą gamę lekkich myśliwców (PZL-45 Sokół, PWS-42, RWD-25, żaden nie wyszedł poza stadium prototypu). Po katastrofie Wilka próbowano ratować się produkcją nowej wersji PZL.24 (najpewniej wersja oznaczona literą H, nie jest to pewna informacja) , lecz i ta próba nie wytrzymała kontaktu z rzeczywistością: brakiem silnika. W końcu siły lotnicze postawiły większość puli na PZL.50 Jastrząb (powstał jeden prototyp, utopiony znowu... przez zbyt słaby silnik), oraz rozwojową jego wersję P.53 Jastrzębia II. Reszta środków miała pójść na myśliwiec zastepczy.

Wcześniej opracowano modernizację myśliwca PZL , którą potem wykorzystano przy budowie prototypu myśliwca przejściowego oznaczonego literą G i nazwą własną Kobuz. Konstrukcja przewidywała kadłub produkowanego wcześniej myśliwca (przy czym istnieje rozbieżność - albo użyto kadłuba PZl P.11 i elementów PZL P.24, albo PZL P.24 i elementów konstrukcji P.11) oraz nowego, silniejszego silnika. Samolot miał być lepiej uzbrojony od P.11 (2/3 jedenastek posiadała dwa karabiny, 1/3 cztery i radiostację) i szybszy. Przed wojną ukończono prototyp, który osiągnął jednakże niewielką tylko poprawę osiągów: o ile PZL P.11c umiał osiągnąć 375km/h, (nieco mniej w wersji z dodatkowymi karabinami i radiostacją) o tyle PZL P.11g rozwijał 390 km/h. Dochodzimy tu też do problemu szybkości: otóż w tym czasie istnieją już bombowce wroga szybsze od naszych jedenastek o 25km/h, o tyle myśliwce są już szybsze o 125km/h (mówimy tu oczywiście o P.11c bez wyposażenia dodatkowego), co polscy lotnicy próbowali skompensować atakami z nurkowania dla nabrania prędkości, wytrzymałością silników ( mogły wytrzymać więcej uszkodzeń niż rzędowe silniki niemieckie), większą zwrotnością i mniejszym promieniem skrętu. Mimo przewagi technologicznej udało się utrzymać stosunek zestrzeleń do zniszczonych maszyn polskich ponad 1:1.


http://www.weu1918-1939.pl/lotnictwo/my ... p11_15.jpg - normalna "jedenastka".

http://i15.photobucket.com/albums/a384/litwin9/b.jpg - wizja PZL 11g Kobuz. Widać zmiany w porównaniu do normalnych jedenastek: silnik, dodatkowe karabiny w skrzydłach, zamknięta i oszklona kabina. Nie mamy niestety prawdziwego zdjęcia PZL P.11g.


PZL 50 Jastrząb- Wielki przegrany wojny 1939 roku.

W 1936 roku , z racji problemów z Wilkiem (niedoskonałe silniki Foka, brak zamiennika dla tychże, ogólne problemy z projektem), zaczęto w lotnictwie szukać jakiegoś zamiennika dla niego, najlepiej jednosilnikowego . Opracowaniem projektu zajął się inżynier Jakumiuk (co za nazwisko...). Ten został jednakże wciągnięty w opracowywanie nowoczesnego samolotu pasażerskiego PZL44 Wilk, co opóźniło prace o rok. Wciągane podwozie również sprawiało problemy i dodatkowe opóźnienia. Dopiero w 1939 prototyp wykonał pierwszy lot, wciąż z zastępczym silnikiem , o mocy około 730 koni. Mimo tego wykazał się podobną , a nawet nieco większą szybkością niż dysponujące lepszym silnikiem PZL P.24. (około 410 km/h do 430 km/h). W wyniku prób uświadomiono sobie jednak, iż to wciąż za mało, poza tym prototyp pokazał mniejszą zwrotność niż PZL P.24. Projekt trafił znowu na deski kreślarskie, gdzie dopracowano go i poprawiono. Podobno prototyp osiągnął po przeróbkach 500km/h (co jak na moc silnika było bardzo dobrym jak nie wyśmienitym wynikiem1).
Był uzbrojony solidnie, choć nie mocno : 4 karabiny maszynowe to standard w siłach polskich tamtego okresu. Powstały ogółem dwa prototypy Jastrzębia: jeden został zestrzelony nad Warszawą przez własną obronę przeciwlotniczą, drugi wywieziony został przez Niemców. 5 budowanych nigdy nie dokończono (jeden był w bardzo zaawansowanym stanie).

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... strzab.jpg - model Jastrzębia.

http://fc04.deviantart.net/fs70/i/2010/ ... 310qau.png - wizja PZL.53 Jastrząb.

http://4.bp.blogspot.com/-Qm0BUNJAvXQ/T ... b020kw.jpg - niekompletny kadłub Jastrzębia.

http://4.bp.blogspot.com/-NxYJ3nuoYU0/U ... zl50-1.jpg - zdjęcia kadłuba Jastrzębia, najpewniej inny prototyp lub wcześniejszy zdekompletowany przez Niemców.

http://3.bp.blogspot.com/-lVWQ1ElQnsc/U ... zl50-2.jpg - inne ujęcie tego kadłuba.

http://alternathistory.org.ua/files/use ... sz%201.JPG - Retusz zdjęcia.

[1] Dla porównania : Messerschmitt BF109 B z silnikiem 730 koni osiągał 465km/h, Fiat G.50 dysponujący 840 koniami osiągał 472 km/h , a I-16 typ 5 z 730 konnymi silnikami osiagały 452km/h.

(porównanie to uwzględnia tylko samoloty myśliwskie jednopłatowe używane przez wrogów z podobnymi pod względem mocy silnikami).

PZL.53 Jastrząb II- Więcej, szybciej , mocniej.


Jastrząb II był modernizacją Jastrzębia, próbą usunięcia wad dokuczających projektowi , głównie słabą prędkość i zwrotność. W tym celu przeprojektowano część kadłuba i skrzydła, napęd miał stanowić Bristol Taurus II (lub III), Bristol Hercules III lub Gnome-Rhône 14N-21 o mocy od 1100 do 1425 koni mechanicznych . dawało to polepszenie prędkości maksymalnej do 570 km/h, polepszono także uzbrojenie, dodając dwa działka, w naszej nomenklaturze wojskowej nazywane najcięższymi karabinami maszynowymi (nkm-y), miał mieć także przenosić 300kg bomb. Zastanawiano się nad użyciem projektowanego silnika PZL Waran.


http://www.weu1918-1939.pl/lotnictwo/my ... strzab.jpg - Zarówno Jastrząb jak i Jastrząb II - można zobaczyć różnice w okryciu silnika.


PZL P-55 (błędnie na internecie znany jako PZL P-62) - polski Spitfire.


Około połowy 1939 roku do polski zawędrował silnik rzędowy, francuskiej firmy Hispano Suiza 12Z (12 to liczba cylindrów, Z to oznaczenie jakieś tam francuskie do chyba stopnia sprężania. Nie znam francuskiego na tyle by zrozumieć o co w tym chodzi...) Dotychczas nasze lotnictwo używało głównie silników gwiazdowych (łatwiejsze w produkcji z racji prostszej budowy, mniejsza masa w stosunku do mocy, możliwość zwiększenia mocy poprzez dodanie "gwiazdy" ( wał napędzający śmigło otaczają kręgiem w silniku gwiazdowym cylindry. Jeśli silnik jest jednogwiazdowy, krąg jest jeden, jak dwu, dwa etc), głównie ze stajni Bristola (silnik Mercury i Jupiter ) oraz francuskich Gnome-Rhone (tutaj też może być do tego Jupiter, licencyjny brytyjski). Zamierzano zakupić jego licencję, silnik był dopiero w fazie prototypów, zamierzano osiągnąć moc około 1400-16001 koni. Osiągnięto ostatecznie, 1280 koni mocy w masowej produkcji dla francuskich sił lotniczych.

W 1939 informacja i najpewniej jakieś przygotowania do produkcji licencyjnej trafia do Polski. Generałowie zlecają przygotowanie prototypu, czego podejmuje się inżynier Jerzy Dąbrowski. Samolot ma konstrukcję nowoczesną, składane koła startowe i kółko ogonowe, potężne uzbrojenie , dorównujące najmocniejszym myśliwcom tego okresu (8 karabinów maszynowych i działko 20mm, potężniejsze od dumy Wlk. Brytanii Spitfire!), klapy i automatyczne sloty systemu Handley Page, wewnętrzne skrzydłowe zbiorniki paliwa, integralne opancerzenie oraz doskonałe osiągi (szacowano na podstawie badań modelu w tunelu areodynamicznym prędkość maksymalną na 660- 700 km/h !). Czas zbudowania prototypu szacowano od 1939 na mniej więcej rok, a następne dwa na produkcję. Niestety, wybuch wojny pokrzyżował plany naszych konstruktorów.


http://www.airwar.ru/image/idop/fww2/p62/p62-c1.jpg - najpewniej wykonana z rysunków projektowych wizja PZL 55 .

http://mailer.fsu.edu/~akirk/tanks/Stor ... l62_01.jpg - inna wizja PZL 55 .

http://images6.fotosik.pl/126/4a9e45bf1de0a59a.jpg - jeszcze jedna wizja PZL 55.

[1]. Zasadnicza moc zakładana na maksymalnej awaryjnej to 1800 koni mechanicznych, niewiadomo czy osiągnięta.

źródło : http://www.powiat.mielec.pl/ - niestety w tym momencie nieczynna.











PS czy naprawdę tak bardzo historyczno-naukowo to piszę jak Stray mi wmawia? Są pewne granice , i tak próbuję to uprościć by dało się ładnie i miło czytać...

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Pią, 21 Gru 2012, 11:33 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Próby przezbrojenia lotnictwa bombowego i rozpownawczego: PZL 46 Sum i inne konstrukcje.



PZL.46 Sum - od Karasia i PZL 43 do nowoczesnego wielozadaniowca.


Żeby w pełni zrozumieć rolę PZL.46 Suma , należy cofnąć się do struktury jednostek lotniczych WP.
Zasadniczo były trzy typy eskadr : myśliwskie, bombowe , towarzyszące (służące za rozpoznanie) i liniowe, te ostatnie pełniły funkcję wsparcia pola walki jak i rozpoznania. Ich głównym wyposażeniem (eskadr liniowych) były znane wszystkim bombowce rozpoznawcze PZL.23 Karaś, w czasie swojego wprowadzania, w 1935 nowoczesne, a nawet w trakcie wojny, skuteczne w swojej roli. Oczywiście nie znaczy to , że się nie zestarzały- istniały o wiele lepsze maszyny już w 1939 jak i wcześniej. Polskie lotnictwo podejmowało próby modernizacji tego bombowca jak i zbudowania następcy. Przedstawicielem nurtu modernizacji był budowany dla Bułgarii PZL.43, szybszy, dysponujący lepszym silnikiem i uzbrojeniem. Nie był to jednak skok technologiczny: był mimo zwiększenia prędkości maksymalnej z 320km/h do 365, samolotem zbyt wolnym. Druga droga , droga modernizacji , wyznaczyła jako pierwszego przedstawiciela maszynę PZL.42. Wyróżniała się usterzeniem podwójnym, lepszą areodynamiką co przy niewiele mocniejszym silniku od PZL.23 (a słabszym niż w PZL.43) dawało osiągi na poziomie PZL.43. Sprawdzano też nową, automatycznie opuszczaną i wciąganą gondolę strzelca podkadłubowego: opuszczała się pod ciężarem bombardiera, a gdy ten przechodził na swoje stanowisko, wracała dzięki sznurom gumowym. Ostatecznie większość zmian zatwierdzono, mając zastrzeżenie jedynie do systemu opuszczania i podnoszenia gondoli, nakazując jego poprawienie i dopracowanie. Projekt wykorzystujący te zmiany jak i mocniejszy (920 konny w stosunku do 720 konnego w PZL-42) silnik nazwano PZL.46 Sum. Samolot miał podobny udźwig bomb , co swój poprzednik, był jednak szybszy (425km/h), miał mocniejszą konstrukcję i potężniejsze uzbrojenie (6kmów zamiast 3). Posiadał również nieco lepszy zasięg.
Latający prototyp PZL46/II udał się w trakcie wojny do Lwowa, a stamtąd po naprawach na internowanie do Bukaresztu. Pod pretekstem odprowadzenia samolotu na lotnisko fabryczne rumuńskiej wytwórni lotniczej IAR w Braszowie, w dniu 26 września 1939 roku pil. inż. Stanisław Riess wraz z mjr. piechoty E. Galinatem oraz strzelcami pokładowymi: kpr. W. Urbanowiczem i kpr. W. Hadziewiczem wykonali lot z Rumunii do oblężonej Warszawy, gdzie wylądowali ok. godz. 18.00 na lotnisku mokotowskim. Samolot podczas lądowania wjechał w lej po bombie i uszkodził sobie podwozie. Głównym celem lotu było dostarczenie przez mjr. Galinata rozkazów od marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, w tym podpisanego in blanco rozkazu o mianowaniu dowódcy polskiego podziemia. W dniu 27 września 1939 roku samolot PZL.46 Sum został naprawiony i z tą samą załogą lotniczą (prawdopodobnie mjr. Galinata zastąpił kpr. pil. I. Radzimiński) wystartował z Warszawy i odleciał do Kowna, gdzie dotarł po 1,5 godziny lotu. Później załoga przedostała się do Wielkiej Brytanii. Pozostawiony na Litwie samolot został włączony do lotnictwa radzieckiego, a następnie został przejęty przez wojska niemieckie i jako samolot niezidentyfikowany został zezłomowany.

Ewakuowany Sum był uzbrojony.

Prototyp PZL46/III (wersja z mocniejszym jeszcze 1030 konnym silnikiem) nigdy nie zdążył wzbić się w powietrze.


http://2.bp.blogspot.com/-yJIFTMmH0lQ/U ... zl46-1.jpg - Prototyp PZL.46.

http://www.1939.pl/bitwy/inne/pzl46_sum ... um_01.jpg- w fabryce.

http://www.airwar.ru/image/idop/bww2/pzl46/pzl46-4.jpg - inne ujęcie, widać w porównaniu do zdjęcia poniżej, przedstawiającego PZL.23, ładniejszą , bardziej aerodynamiczną sylwetkę zapewniającą lepsze osiągi.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... l.23_2.jpg


PZL.49 Miś- następca Łosia.


Już w czasie wprowadzania Łosia zaczęto prace nad jego następcą. Pracami zajęłi się inżynierowie Piotr Kubicki i Stanisław Kot pomagając Jerzemu Dąbrowskiemu , twórcy Łosia oraz skrzydła o profilu laminarnym (skrzydła dzięki niemu zapewniają lepszy przepływ powietrza, mniejszy opór i co za tym idzie większe osiągi). Zresztą co ciekawostka, Łoś był pierwszą maszyną z takimże skrzydłem. Napędem miały być licencyjne, potężne silniki Bristol Hercules IM, potem wersji II , mniej awaryjnej (w międzyczasie zaoferowano także mocniejsze silniki Hercules III o mocy około 1135-1475 koni mechanicznych) , których produkcję miały podjąć zakłady PZL. Samolot miał nowocześniejszą konstrukcję (zamiast otwartego górnego tylnego stanowiska miał mieć wieżyczkę, kołyska miała być jak w "Sumie", wysuwana pod ciężarem strzelca. Podobnie jak w "Łosiu" rozwiązano problem komór bombowych, umieszczając je w centropłacie i w kadłubie. Uzbrojenie było niewiadomą- stanowisko na wieży miało mieć działka 20mm jak polskie nkmy lub cztero lub sześcio lufowe baterie karabinów maszynowych

Sama konstrukcja , mimo zmian , zachowała około połowy części kompatybilnych z poprzednikiem. W 1938 lub 1939 powstały pierwsze makiety, oblot pierwszego prototypu, z racji spowolnienia prac, przewidywano na 1940 , a produkcję masową na 1942. Planowano także wersję z francuskimi silnikami na eksport.
W wojnę wszystkie szczególy i dokumentację techniczną samolotu ukryto w domu Jerzego Dąbrowskiego, gdzie zostały spalone przez żonę konstruktora podczas oblężenia Warszawy by nie wpadły w ręce Niemców. Samolot imponował osiągami , dorównując takim maszynom jak Ju88 czy Vickers Wellington.

Uzbrojenie samolotu- stanowisko przednie z dwoma karabinami maszynowymi, dwa karabiny w kołysce podkadłubowej i nieznane uzbrojenie wieżyczki (patrz tekst), udźwig bomb- 3000 kilogramów, zakładana prędkość maksymalna - 520 km/h.

http://www.c-and-a.com/pl/pl/shop/produ ... C3%B3dnice - rys boczny PZL.49 "Miś".

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/e ... 49_Mis.jpg - kolejny rys boczny Misia.

http://wojskoitechnika.cba.pl/dane/artyk8/artyku6.jpg - Model Misia na pewien konkurs modelarski.


W następnym odcinku: porzucamy lotnictwo i badamy flotę polską: CKU Nieuchwytny, KU-30 oraz zaginiony artefakt polskiej myśli technicznej - alupolon.

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Wto, 01 Sty 2013, 14:14 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Liczyłem jednak na nieco większy odzew, pytania może :D

CKU Nieuchwytny, KU30 i tajemnica Alupolonu...

Zasadniczo ani jeden ani drugi statek nie byłyby interesujące gdyby nie właśnie tajemniczy Alupolon.

CKU Nieuchwytny- Zwany też często "ORP" Nieuchwytny, to okręt o sporych możliwościach bojowych jak na swoją wielkość. Przy masie 38,5 tony nosił na pokładzie 1 działko plot kal. 40mm , jednego "Puteauxa" 37mm, oraz km Hotchkiss (dla porównania, porównywalne uzbrojenie nosiły dopiero późniejsze ścigacze , mając zwykle działka 20 mm zamiast 40, nosząc jednakże więcej karabinów maszynowych [4-6]). Nie był w porównaniu do swojego "krewnego" zbyt szybki- osiągał jakieś 14 węzłów (24km/h /ok. 1.8 wychodzi coś koło 13 z groszem.). Okręt miał również opancerzenie, wystarczająco mocne by wytrzymać trafienia odłamkami czy nawet działkami 20mm z dalszej odległości (6mm burty, 8 maszynownia, 12mm wieża dowodzenia). Okręt po przegranej wojnie obronnej został przez Niemców podniesiony i użytkowany do 1945, gdy znowu został samozatopiony przez swą załogę w Płocku. W powojennej rzeczywistości został dopiero skreślony w 1955 roku, pod nową nazwą ORP "Okoń".

Istnieje możliwość posiadania drugiego km-u przez Nieuchwytnego, z racji iż wieża mieszcząca działko 37mm i km miała gniazdo na km przeciwlotniczy (wieża taka jak na samochodach opancerzonych wz.29) . Jednakże znane zdjęcia tego okrętu nie wskazują na użytkowanie tego gniazda.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... ny-rys.jpg - z racji zdechnięcia chyba jedynego źródła zdjęć internetowych wrzucam rys boczny.



KU-30 - zabójcze piękno


Z kutrem tym, wykonanym głównie z Alupolonu, bohatera naszego dzisiejszego odcinka, wiążę się wiele mitów. Że alupolon, lżejszy od wody , pozwolił mu przedrzeć się przez wyschniętą Wisłę. W rzeczywistości udało się to dzięki zanurzeniu okrętu (ledwie 0,40 cm na 9 tonowym stateczku. ). Okręcik otrzymał jak na swą wielkość mocarne uzbrojenie- dwa 13,2mm Hotchkissy (zasadniczo największa broń jaką można było zamontować na tak niewielkim okręciku. Okręt był niezwykle szybki i przemyślnie skonstruowany- osiągał nawet 45km/h (jakieś 26 węzłów), a dodatkowo wytwarzał tzw. kurtyny wodne po bokach kadłuba, które dodatkowo osłaniały okręt w trakcie misji gdzie pływał z dużą prędkością.
Podczas kampanii wrześniowej zestrzelił kilka bombowców i przetrwał kilka razy zmasowany ostrzał, doznając uszkodzeń lecz nie tonąc (co zdziwiło Niemców, uznali iż statek jest prawie niezniszczalny...).

http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum22/ku30_001.jpg

http://flotylle.rzeczne.ayz.pl/images/ku-30.gif

Alupolon- wunderwaffe naszej polskiej technologii.


Alupolon, stop-mit. Lżejszy od wody, twardszy od stali. Bzdur dalszych o nim gadać nie będę. Podamy fakty, których jest niewiele lecz są interesujące.
Stop ten faktycznie był lekki. Po wojnie z resztek alupolonu bito monety, ktoś wspominał iż moneta alupolonowa była lżejsza od aluminiowej. Odporność i udarność metalu pewnie była podobna do duraluminium lub wyższa , stuprocentowo słabsza od stali. Produkowano z niego okręty (wspomniane wyżej), używano masowo z słynnym polskim bombowcu "Łoś". Najpewniej jego właściwości nie zależały od składu (podobny do mało udarnych typów duraluminium), lecz w procesie produkcji (specjalne hartowanie? Odsączanie? Któż to zgadnie...). I tu kryje się największa zagadka. Niemcy nie odkryli sposobu produkcji, a autor alupolonu został zakatowany w trakcie wojny. Do dziś nie odkryto jak proces produkcji przebiegał, więc możliwość ponownego odkrycia Alupolonu czeka na wybrańca...

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Czw, 10 Sty 2013, 18:42 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Nie dawałem następnego anonsu. A tu zonk, dziś nowy odcinek .

Admirał Popow, okręty niczym tarcze.


Admirał Popow był carskim , rosyjskim konstruktorem okrętów. Był on twórcą takich okrętów dla floty rosyjskiej , jak pierwszy pancerny okręt wieżowy dla floty carskiej (Piotr Wielkij 1876), Krążowników pancernych (wtedy zaliczanych jako fregaty), pomysł prefabrykacji partii okrętów poza stocznią i montaż całości w tejże czy najciekawszy jego pomysł. Zyskał on życie w 1871, gdy możliwość konfrontacji z Turcją była bardzo prawdopodobna, a potrzebowano okrętów silnie uzbrojonych, opancerzonych i operującej na niewielkich, płytkich akwenach. Popow myślał, myślał , aż wymyślił. Po co montować ciężkie wieże, gdy można z okrętu taką wieżę uczynić? Tak powstał "Nowogród", okrągły monitor. Zasadniczo kształt nie jest jedyną ciekawostką związaną z tym okrętem- miał on dwie kotłownie, dające sześciu maszynom parowym moc napędzającą sześć, równomiernie rozstawionych śrub. Dawało to mizerną prędkość lecz sporą manewrowość, którą radośnie zaprzepaszczono prymitywnym sterem, który obsługiwano niczym Kapitan Jack Sparrow- ręcznie (na okręcie mającym około 2500 ton potrzeba było 2-3 sterników...), tragicznym stanem maszyn, przy czym okazało się że dwa zestawy skrajne mające powiększyć manewrowość i prędkość, nic nie dają (a nawet masą i oporem przeszkadzają ).
Okręt wyposażono w dość mocne uzbrojenie i pancerz jak na tamte czasy, jednakże okazało się na próbie strzelań że okręt nie może strzelać z obu dział, bo destabilizuje się. Gdy zaś strzelano naprzemian , okręt zaczynał kręcić się (LOL!) wokół własnej osi. Zdecydowano się na wzmocnienie amortyzacji dział- oporopowrotniki zostały zmodernizowane co skończyło kuriozalny problem z uzbrojeniem głównym. Niestety , okazało się że moc okrętów nie pozwala im nawet pokonać średnich fal , co praktycznie wykluczało ich żeglugę, właściwie 3/4 czasu.
Okręty (Nowogród i bliźniaczy , nie mniej "udany" Wice-admirał Popow) zostały po krótkim okresie służby, prób zwiększenia przydatności do tejże i ogólnie klęsce projektu wycofane do szkolenia, w której to roli zostały w 1893 roku przeznaczone do modernizacji do której nie doszło jednak. Do 1911 stały więc w porcie, bezczynne. W tym też roku poszły ostatecznie na złom (pamiętajmy że to czas już takich okrętów jak pancerniki-drednoty typu Gangut)

Dane taktyczno-techniczne (na podstawie Nowogrodu, w nawiasach ewentualne różniące sie dane W-a Popowa):

Wymiary: 30,78m,(36,57m)) zanurzenie 4,11 , wysokość
Wyporność: 2491 (3600) pełna.
Prędkość: 7 węzła (8,5 węzła).
Uzbrojenie: 2 działa 280mm (2x305mm).
Pancerz:
burty: 178−229 mm (178-406mm)
barbeta: 229 mm (406mm)
pokład: 70 mm


http://img.photobucket.com/albums/v478/ ... vgorod.jpg

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... vgorod.jpg

http://www.cityofart.net/bship/ru_novgo ... rontal.jpg - makieta Nowogrodu

Źródło, Grzegorz Ochmiński. Admirał Popow i jego "popowki". „Okręty Wojenne”. 63 (1/2004).

USS Vesuvius- wezuwiuszowa siła 380mm wiatrówki.

Okręt jest bardzo specyficzny. Był klasyfikowany jako Dynamite Gun Cruiser (okręt z działami dynamitowymi). Ta mała, 900 tonowa jednostka, wprowadzona do floty Stanów Zjednoczonych w roku 1886, posiadała trzy 380 milimetrowe, pneumatyczne działa strzelające dwumetrowymi cygarami wypchanymi materiałem wybuchowym ,krewnym dynamity (lecz z większą odpornością na wstrząsy , co jest ważne, gdy chcemy coś wystrzelić i nie wysadzić własnego okrętu). Okręt strzelał nimi (a właściwie, wypychał sprężonym powietrzem) na
odległość do 3,7km (jeśli zmiejszono wagę pocisku o 100kg, z startową 250kg samego materiału wybuchowego strzelano na 1,8km).

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... 13991v.jpg - DZiAŁA.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... 99.tif.jpg - okręt w całości.

http://navsource.org/archives/04/vesuvius/ves10.jpg -


Źródła- http://en.wikipedia.org/wiki/USS_Vesuvius_%281888%29 (zasadniczo nie ma go chyba po polsku).
http://navsource.org/archives/04/vesuvius/vesuvius.htm

Autor:  StraySoul [ Czw, 10 Sty 2013, 21:40 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Rok 1939, wytwórnia zegarków w ZSRR.
Zadanie: "wypolerować" metal na błysk za pomocą elektrolitu galwanicznego (żeby zegarek nie był matowy).
Problem: trzeba znaleźć optymalny skład chemiczny rzeczonego elektrolitu

Podówczas inżynierowie radzieccy wiedzieli już że znikoma domieszka substancji organicznej w elektrolicie daje pożądane rezultaty. Problem w tym, że w 1939 znano już około 1 miliona substancji organicznych i nie było żadnej wskazówki o którą mogło chodzić. Zatem laboranci dostali zadanie: bierzcie substancje na chybił trafił i eksperymentujcie.

Poniedziałkowy poranek, laborant przychodzi do pracy i jak co dzień wyciąga z wanny elektrolitycznej kolejną płytkę metalową. Udało się, idealnie wypolerowana! Cały zakład się zleciał, wszyscy cieszyli się z sukcesu na jaki pracowali ostatnie tygodnie. Szef zatarł ręce i rozkazał kontynuowanie prac w dużej wannie przemysłowej. Ku bardzo niemiłemu zaskoczeniu, dokładnie ta sama substancja dała matowy, antypatyczny wygląd.

Kierownik, z racji tego iż był człowiekiem myślącym, dodał szybko dwa do dwóch - i wezwał laboranta na rozmowę. Oczywiste było że wanna inżyniera była czymś zanieczyszczona i kazano mu powiedzieć co to było.

Laborant rozmawiając z kierownikiem zmieszał się straszliwie, przydeptywał z nogi na nogę, w skrócie był przerażony, ale w końcu wyjąkał: "No bo jak wychodziłem w piątek z zakładu to byłem tak wkurzony na świat, że... splunąłem do tej wanny. Może to dlatego?"

Kierownik wybuchnął śmiechem, ale dla świętego spokoju powtórzono eksperyment. I rzeczywiście, ślina laboranta zawierała substancję, której śladowa ilość była niezbędna w procesie - i co ciekawsze, była to ślina tylko tego jednego inżyniera, na próbę spluwali wszyscy w fabryce, bez rezultatu.

Ale co to była za substancja, tego nie dowiedziano się już nigdy - kilka tygodni później ZSRR przystąpiła do II WŚ, laborant trafił na front z którego już nigdy nie powrócił.

(Źródło: Herlinger)

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Czw, 10 Sty 2013, 22:26 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Nie no, czas wytoczyć działa starożytne.


Mechanizm z Antikythera.


(Zasadniczo dam na koniec filmik jako źródło i do obejrzenia)

W 1900 roku , dwa dni przed Wielkanocą, poławiacze gąbek kotwiczą dwoma stateczkami koło wyspy Antikythera na Morzu Egejskim (a jakiejś z łatwiejszą nazwą w pobliżu nie było?). Znaleźli resztki okrętu wypchanego różnymi dobrami, w tym dziwem z drewna i metalu. Wysłano go do Muzeum Narodowego w Atenach, gdzie okazał on się zaawansowanym mechanizmem , równym swoim zaawansowaniem do mechanizmów dobry Europy Nowożytnej koło XVI wieku. 31 kółek zębatych , napędzanych korbą z boku urządzenia, ( przy czym każda z zębatek ma taką samą liczbę rowków zorientowanych pod jednym kątem.) wprawiało wskazówki znajdujące się z przodu i tyłu zagadkowego mechanizmu. Zewnętrzna i wewnętrzna analiza ujawnia, że mechanizm służył do wyznaczania krótszych i dłuższych cykli astronomicznych.

W cywilizacji europejskiej mechanizm różnicowy pojawił się dopiero w 1575 r. w zegarze Eberharda Baldewina z Kassel, co stanowiło szczyt nowości i ukoronowanie pięciu wieków eksperymentów wczesnych mechaników. Nie wiadomo nic o podobnych pracach w świecie greckim, a mechanizm z Antikythiry charakteryzował się stopniem skomplikowania wyprzedzającym nawet zegary renesansowe. Jego tajemnicę pogłębia fakt, że umieszczone w nim brązowe koła zębate mogą być starsze niż się uważa. Prof. Earle R. Caley z Ohio State University odkrył, że zawierają one 4.1% cyny bez śladów ołowiu. Greckie i rzymskie stopy z ostatnich wieków przed naszą erą cechuje duża zawartość tego metalu, zaś jego brak charakteryzował brąz z wcześniejszych epok.

Na jednym z kawałków tarcz, które wykorzystywano do korelacji greckiego kalendarza z rokiem słonecznym, Price znalazł wskazówkę odnośnie daty ustawienia mechanizmu. Określił ją na rok 586 p.n.e., zatem urządzenie wykorzystywano już 500 lat przed tym, jak zatonęło u wybrzeży Antikythiry. Jego obudowa mogła w rzeczywistości być znacznie młodsza, zaś Grecy mogli zaadaptować przedmiot i uaktualnić go do własnych potrzeb. Choć pojęli naturę jego działania, mogli nie mieć nic wspólnego z jego zbudowaniem. Elementy egipskich zasad konstrukcji kalendarza oraz charakterystyczne 60-stopniowe ząbki charakterystyczne dla Babilonii wskazują, że mechanizm mógł być dziełem znacznie starszych cywilizacji. Do naszych czasów nie zachowały się jednak podobne okazy. Ojczyzna mechanizmu z Antikythiry pozostaje zatem nieznana.

Jednym z ciekawszych aspektów był również mechanizm opóźnienia - niewielki trzpień mający odpowiadać za symulację nieregularnej, eliptycznej orbity Księżyca znanej dziś jako anomalia księżycowa. Brytyjski astrofizyk, prof. Michael Edmunds, zauważając tą mikroskopijną wariację stwierdził: „Kiedy to widzisz to myślisz sobie, że to bardzo mądre – to wręcz genialne techniczne rozwiązanie.”
W 2005 r. greccy badacze odkryli, że maszyna posiadała 37 przekładni. Bazując na tym ustalili, że była rodzajem astronomicznego analogowego komputera obliczającego z ogromną precyzją pozycję Księżyca w stosunku do Ziemi. Poza obliczeniami astronomicznymi, komputer zawierał formuły geometryczne. Nowoodkryte inskrypcje sugerowały powiązania z egipskimi cyklami sotisowymi. Co ciekawe, obliczenia niektórych ustawień nawiązywały do cykli znanych z kalendarza Majów. Czy oznaczałoby to powiązanie Mezoameryki z kulturą starożytnego Wschodu przez nieznany łącznik?

Według nowych ustaleń mechanizm mógł składać się aż z 70 części. Wskazówki ustalone na podstawie inskrypcji wskazują, że mogły odnosić się one do obliczania pozycji Merkurego, Wenus i Marsa, przy czym możliwe, że lista planet była znacznie dłuższa. Inną opinię zaprezentował Richard Sanders w artykule dla Science and Technology Magazine. Twierdzi on, że urządzenie służyło do wyznaczania długości geograficznej. Podobne mechaniczne rozwiązania nie pojawiły się w Europie do XVIII w.

Z ostatnich szczegółowych analiz wynika, że greka, w której wykonano napisy na obudowie pochodzi z okresu 150-100 p.n.e., poprzedza zatem okres w którym żyli Posidonius i Geminus i zamiast nich wskazuje na astronoma Hipparcha z Rodos.

J.R. Johmans, How Old Can This Strange Machine Really Be?

http://www.youtube.com/watch?v=UpLcnAIpVRA


Popoprawiałem linki do zdjęć, bo strona zdechła. Szkoda, była kompetenta, opierała się na solidnych źródłach i była bardzo kompleksowa.

Autor:  YavinLeCretin [ Czw, 07 Mar 2013, 20:00 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Czekam z niecierpliwością na dalsze wpisy.

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Pon, 16 Gru 2013, 10:40 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Pancernik lądowy- japoński czołg typu O-I


Czołg ten powstał w dwóch egzemplarzach, jeden 100 i jeden 120 tonowy. Historia ich konstrukcji , użycia i losów jest bardzo skąpa, gdyż większość materiałów została utracona w trakcie wojny. Najpewniej maksymalna grubość pancerza sięgała 200mm, był długi na ponad 10 metrów i szeroki na 4 oraz był wysoki też na 4 metry. Były to czołgi wielowieżowe, jeden 100 tonowy miał mieć 105mm działo w wieży głównej i 37mm w mniejszej , umieszczonej przed główną wieżą. Drugi prototyp, nazwany ultra O-I miał mieć aż 4 wieże i wagę 120 ton, lecz nie został najpewniej ukończony przed zakończeniem działań wojennych. Zachowane źródła mówią o załadowaniu 100tonowego prototypu na statek do Mandżurii w 1944, gdzie miał zostać użyty w walkach. Z całego projektu zachowały się jedynie te informacje ...

Prawdopodobny wygląd O-I
Spoiler:


Spoiler:

Autor:  Hrothgar Heavenlight [ Sob, 17 Sty 2015, 18:20 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Wywiad z członkiem załogi m/s[1] Bolesław Krzywousty Zbigniewem Fiszerem, porwanym wraz z pozostałymi członkami załogi 3 stycznia 1991 przez erytrejskich powstańców.

- Czyli wypłyniliście z Gdyni 6 listopada?


-No , chyba tak, dokładnie nie pamiętam.

-Później płynęliście najpierw do Halstadt w Szwecji, potem po Morzu Czerwonym, i w Port Sudan zostaliście załadowani tzw. lintersami[2] i kilkoma kontenerami głównie do Gdyni.


- Nie, to jest przekłamanie. Prawdą jest, że byliśmy załadowani , główny ładunek był z Gdyni i popłynęliśmy , porty wyładunkowe to były: Haba w Jordanii , Hodeidah w Jemenie i Jeddah w Arabii Saudyjskiej. Potem był Port Sudan, portem załadunkowym. Rotacja była specjalnie Haba , Hodeidah, Jeddah gdyż mieliśmy do Hodeidy , do Jemenu, to była podana jako amunicja myśliwska, ale co dokładnie to to było to nieważne, bo nie wiadomo, i to było w lokerze(ładowni) w jedynce, ponieważ przepisy portowe Jeddah nie pozwalają wyładowywać amunicji w porcie, musi to być poza portem, więc rotacja była tego typu , że Hodeida była pierwsza, wyładowane ładunki niebezpieczne typu amunicja i w Jeddzie zostały wyładowane normalne towarówki pozostałe i popłynęliśmy do Port Sudanu , gdzie ładunek ładowany był bawełna w takich belach . W pierwszej wersji po Port Sudanie statek miał, była przymiarka , że miał iść z powrotem do Europy, do kraju , ale wyszło, że jest dodatkowy ładunek w Masywie , wtedy to była Etiopia.

- Więc popłyneliście do Masawy. Czy te tereny były wtedy również uważane za niebezpieczne ?


-Nie, w tamtym okresie tereny Bab-El-Mandeb , czy Zatoki Adeńskiej, były terenami bezpiecznymi , nie występowało zjawisko piractwa , to jest zjawisko nowe, powiedzmy lata 2000 czy 1995, 1998. Wtedy też zresztą Morze Czerwone było też wolne od jakiegoś tam piractwa, to był precedens, pierwsze tego typu zjawisko. My nawet nie wiedzieliśmy że jest jakaś tam wojna w Etiopii , i ten port do którego płynęliśmy, według wszelkich informacji wyglądało na to , że jest on portem normalnym, bezpiecznym , nie było podane żadnych dodatkowych informacji.

- O godzinie 16 30…

To było tak, statek wyszedł z Port Sudanu i ładunek, ponieważ w tym ładunku jest dużo insektów , więc ładunek został sfumigowany , na czym to polega . Jest wrzucany określone chemikalia , które emitują gazy, i te gazy zabijają powiedzmy to robactwo które może przebywać w tym ładunku. Ponieważ jest to niebezpieczne dla ludzi , zostało to zrobione zaraz po wyjściu, nie można tego robić w porcie, jak statek już był gotowy, wszelka wentylacja została wyłączona , klimatyzacja i tak dalej i przez noc to wszystko tak było. Nad ranem klimatyzacja nie działała , w kabinach była wysoka temperatura i dopiero w momencie gdy minął oznaczony czas, zdaje się , że było to około godziny 12 zaczęliśmy otwierać te włazy do przewietrzania i wszystko musiało być pozamykane, by nie wessało wydostających się gazów do środka . Statek posuwał się w stronę Masawy. ETA, czyli czas przybycia do portu był około 21, 2030 , przewidywano 21, w normalnych układach to około 2 godziny wcześniej się wstępuje, system raportowania, czyli system zgłaszania się do kontroli danego portu , i tak mniej więcej około 19 powinniśmy się zgłaszać do portu Masawa . Drugi oficer zakończył wachtę około godziny 16, przejął wachtę pierwszy oficer i z tego co on mówił to pierwsze strzały padły o godzinie 1643.

- Wtedy tą 29 osobową załogą dowodził kapitan żeglugi wielkiej Andrzej Sikorski , według znanych mi informacji to był jego ostatni rejs przed emeryturą, czyli był doświadczonym kapitanem.


- Tak , Sikorski był doświadczonym kapitanem, właściwie to on już powinien być na emeryturze, ale robił jeszcze z racji może dobrej kondycji , nienajgorszej kondycji , robił jeszcze rejs i chciał tym rejsem zakończyć swoją karierę .

- Pierwszy oficer około 1630, czy między 1630 a 1640 spostrzega łodzie i kim pan był w tym momencie , jaką pozycję pan zajmował.


- Ja byłem wtedy trzecim oficerem, nie pamiętam dokładnie gdzie wtedy przebywałem, prawdopodobnie w mesie , gdzieś tak na korytarzach , drugi oficer zszedł z wachty i on mówił , że siadł sobie przy otwartym oknie, bo były okna otwarte, kabiny i zobaczył podpływające łodzie. I tak , bo nie było nic innego do roboty, poszedł , wrócił się z powrotem na mostek i rozmawiał z pierwszym oficerem, że jakieś łodzie podpływają. Statek podpływał wejściem północnym do Masawy, dokładnie to w tej chwili nie chciałbym skłamać , 6 do 12 mil [3] , taki z północy na południe wiodący kanał . Po prostu powyżej 12 mil są rafy i ograniczona głębokość , więc dla statku zanurzonego musi się po prostu poruszać tą głębszą głębokością, między tymi rafami a wybrzeżem. W momencie gdy drugi oficer znalazł się na mostku razem z pierwszym, zaczęli obserwować te łodzie i podniesiona została flaga etiopska i pozostałe typu flaga typu żółta, kwarantanny i wtedy marynarz który był na mostku i również też chief mówili , że słyszeli stuki pocisków, ale to mogło się wydawać. Drugi oficer podszedł na miernika na prawej burcie i tutaj z jego relacji w kilka godzin to tak troszeczkę dowcipnie tak wyglądało , że on mówi tak do pierwszego oficera: „ O , podpływa łódź . Ty , oni coś tam krzyczą. Co oni chcą, zatrzymać statek? Ty , oni mają broń. Oni strzelają do nas”. I w tym momencie rzucił się na brzuch i z jednej z tych łodzi, z granatnika rosyjskiego rgppanc ten pocisk uderzył , z tyłu za mostkiem była kabina radiotelegrafisty, i tam były też również nasze emergency suity , środki ratunkowe i radiostacja. I to uległo natychmiastowego zniszczeniu, fala wtórna od tego uderzenia tego pocisku z bryzgami farby oderwanej od nadbudówki uderzyła w plecy drugiego oficera, który był tylko w spodenkach szortach i zrobiła mu mikrorany. Został więc natychmiast zabrany do gabinetu lekarskiego , gdyż plecy pokryły mu się krwią, jakby ktoś go obdarł ze skóry, bardzo broczył krwią , ale okazało się , że po przemyciu pleców , te mikrorany się zamknęły i nic po nich nie było, później okazało się , że jakiś odłamek stali wbił mu się w rejonie kostki i później były z tego powodu jakieś problemy . Natomiast od tego momentu kapitan też znalazł się na mostku, wyrzucono prześcieradło jako białą flagę, zastopowano maszyny. Problem polegał na tym , że statek przy tak dużej masie zatrzymuje się rzędu dwóch kilometrów. Zresztą statek na ich komendę też nie mógł się zatrzymać, gdyż oni nie mają uprawnień do zatrzymania statku , więc dopiero po tym wystrzale zdecydowano się na zatrzymanie statku.

- W tej relacji widać, że w pewnym momencie był sygnał statek poszedł lewo na burtę , czyli w stronę wybrzeża , czy oddalać się od wybrzeża.


- Nie, problem polegał na tym, że oni tylko krzyczeli „zatrzymać statek”, jakie manewry był wykonany przez kapitana po zatrzymaniu maszyny nie wiem, może lewo na burtę dla szybszego zatrzymania statku i wykonania oscylacji, aby nie pójść w prawo , wtedy po prostu statek by stanął na mieliźnie . Ale pewnie było lewo na burtę , po zatrzymaniu maszyny, czyli maszyna stop.

- Czyli oni w pewnym momencie przestali strzelać , czy ciągle strzelali?


- Nie, po zatrzymaniu maszyny do statku podpłynęła pierwsza łódź, jaka podpłynęła to łódka z uzbrojonymi ludźmi , nie pamiętam dwóch , trzech czy czterech. Mieli oni na swym wyposażeniu Kałasznikowy, każdy, plus te przeciwpancerne wyrzutnie pocisków typu rosyjskiego. Następnie w jakieś dziesięć, piętnaście minut później podpłynęła druga łódź, na której pokładzie było zamontowane czterolufowe działo bezodrzutowe , to jest Bofors, Oerlikon, przeciwlotnicze kalibru 22 milimetry i ono właściwie to po podpłynięciu kontynuowało ostrzał cały czas prawej burty. Przepływając wzdłuż prawej burty ostrzeliwała ją . Natomiast jeszcze później , czasu dokładniej nie pamiętam, może pięć, dziesięć minut później podpłynęła trzecia łódź, na której było zamontowane bezodrzutowe działo gdzieś 75 milimetrów, specjalnie przystosowane do mocowania na łodzi , na takiej specjalnej platformie, jaką mają moździerze i ta platforma była mocowana do drewnianych belek układanych na dnie takich płaskich łodzi, takich jak mydelniczki. I te trzy łodzie prowadziły praktycznie , z małymi przerwami na opłynięcie statku, zatrzymaniu się i obróceniu się, prowadziły ogień, w większości z prawej burty, z tej łodzi z działem każda ładownia otrzymała pocisk, ponieważ to była bawełna, tak więc ona nawet w atmosferze beztlenowej się pali, więc tutaj nastąpiło się zapalenie ładunku i pożar w każdej ładowni , następnie z granatników była ostrzeliwana nadbudówka , kabina z tyłu na pokładzie kapitańskim, to była armatorska kabina, też otrzymała ten pocisk i zaczęła płonąć, a płonąc , ten płomień omiatał łódź ratunkową na prawej burcie, tak więc nie było nawet możliwości przygotowania tej szalupy do opuszczenia , no i Oerlikon prowadził ostrzał na prawej burcie. Ostatnia kabina na prawej burcie to była kabina asystenta elektryka , jak biegłem po kamizelkę ratunkową do swojej kabiny, to przez otwarte drzwi tej kabiny , kątem oka , to trzeba było robić na bardzo dużej szybkości , spojrzałem więc , może pięćdziesiąt otworów powyżej stołu w metalowym poszyciu zewnętrznym . Tak więc tam zaczął się ostrzał Oerlikona, w mojej kabinie miałem tak regularnie co dziesięć , może co piętnaście centymetrów , powyżej stołu , tak od tyłu do przodu kabiny, po prostu ciągnął serią.

- W trakcie jak wybucha pożar, zostaje nadany sygnał SOS przez radio, ale skoro radio zostało zniszczone , to z którego miejsca został on nadany?


-Obsługa mostku którą w tym czasie stanowił przez chwilę drugi oficer również, ale którą stanowił starszy marynarz i kapitan, prowadziła komunikację z udziałem radiooficera , wzywając pomocy. Do tego były używane UKFki [4] i radiostacja. Część radiostacji i wyposażenia zostały uszkodzone, natomiast do komunikacji są różne pasma, nadajniki HM HF, tak więc nie wszystko zostało uszkodzone i został nadany ten komunikat z pozycją . Ponieważ trwał pożar, jako że byliśmy na dole, to tylko tyle, że staraliśmy się zorganizować grupę, żeby wszyscy byli zebrani, żeby nikt nie został w maszynie czy jakimś tym ranny, między innymi jeden z motorzystów wszedł do maszyny , ale już wtedy w maszynie płonęły zbiorniki z halonem i on upadł tuż zaraz przy wejściu w tych drzwiach, otworzyłem i wyciągnąłem go na zewnątrz. W momencie gdy to trwało dłużej , po wzięciu kapoka udałem się w górę na pokład kapitański. Przez chwilę tylko byłem na mostku, zobaczyłem co się dzieje i zszedłem w dół , żeby gasić pożar, ale po wyrzuceniu dwóch, czterech gaśnic, opróżnieniu , po prostu pociski fruwały od strony prawej burty , więc prowadzenie dalszej akcji gaśniczej mijało się z celem , bo trudno gasić i jednocześnie unikać pocisków, to niemożliwe, zwłaszcza , że płonęły dywany na klatce schodowej, pożar rozprzestrzeniał się mocno, stopiony plastik padał tak jak płonący deszcz , można tak powiedzieć. Zadymienie wzrastało, więc zaczęliśmy się z radiooficerem wycofywać z pokładu kapitańskiego, to zadymienie było stuprocentowe powyżej metra wysokości, u góry korytarze były ciemne, no i człowiek się dusił. Gdy znalazłem się na pokładzie łodziowym, to na pokładzie łodziowym widać było już, że statek z prawej strony płonie i jedyne co można było zrobić to zrzuciliśmy, zrzucałem z jednym marynarzem dwie tratwy z prawej burty i przygotowywałem szalupę z lewej burty , większość wyposażenia była zdjęta w Port Sudanie, by uniknąć kradzieży, więc było tylko minimum w łodzi, reszta była w magazynku z tyłu skylightu maszynowego, więc wszystko zostało zebrane i marynarz rzucał mi , a ja to ładowałem do łodzi cały czas pod ostrzałem z drugiej strony. Kiedy kule gwizdały trzeba było wyskakiwać z łodzi by nie zostać ustrzelonym. Tak trwało mniej więcej do godziny 1920, gdzieś około 19 z groszami z różnych drzwi i różnych korytarzy cały czas przybywało załogi, gdzieś około 1920 zaczęliśmy przeliczać według listy załogowej i stwierdziliśmy , że jesteśmy wszyscy. Wszyscy opuścili wnętrze nadbudówki i na pytanie czy ktoś jest ranny, nie było twierdzącej odpowiedzi, czyli wszyscy mieli farta , że nie zostali ranni.

-Oprócz drugiego oficera…


- On został po przemyciu tym środkiem dezynfekującym te rany się zasklepiły i okazało się, że nie ma tych ran, to tylko tak wyglądało. Natomiast noga go bolała i to nie zostało zidentyfikowane , ten odłamek się później okazało był tak dwa milimetry na pięć milimetrów na jeden milimetr i on był wbity głęboko w kostkę , także nie dało się tego zidentyfikować, można to było odczuć jako jakieś skaleczenie czy jakieś kopnięcie czy uderzenie, nikt tego nie identyfikował tego jako rany. W momencie , gdy stwierdziliśmy , że wszyscy są na pokładzie, ja już byłem pewny , że szalupę mam gotową, nawet część rzeczy , która była przeznaczona do szalupy z prawej burty też została zabrana do tej, tak , żeby wszystko było gotowe, no i zanim zaczęliśmy opuszczać szalupę, zostały opuszczone dwie tratwy z prawej burty, przy czym jedną otworzyłem z pokładu , otwierając ją linką sterowniczą, drugą nie otwierałem i następną z lewej burty też, czyli były trzy tratwy ratownicze opuszczone, w tym jedna otwarta, gotowa do wejścia do środka i szalupa z lewej burty gotowa do opuszczenia.

- Czyli około 19 opuszczacie statek…


- Nie, to było później około 1930- 1940. Układ był tego typu, że skylight maszynowy, to jest takie okno do maszyny, było na tym pokładzie łodziowym, że w maszynie jest pożar, kabina armatorska cały czas płonęła po prawej stronie, ogień był rzędu trzech, czterech metrów , omiatał tą szalupę prawej burty. Ponadto ładownie, widać było , na łączach ,gdzie są gumy ładunkowe, były prześwity , ukazujące lekkie tam zażółcenie czy zaczerwienienie, to świadczyło o tym, że w ładowniach jest pożar. Mało tego , jak zgłaszaliśmy gdzie jesteśmy, naszą ilość, to pokład szalupowy na którym byliśmy był już ciepły. Po prawej burcie widać było w niektórych miejscach , że pokład się podgrzewa i farba , ona się tak zaczyna robić miękka i dymić, to znaczy, że temperatura stali zaczyna się zwiększać. W momencie , gdy oni koło 1940 krzyknęli „Seamens go down” , ja podeszłem na światło „Yes, seamens go down” , opuściliśmy szalupę, zeszliśmy do szalupy, to znaczy przygotowaliśmy się do zejścia , weszliśmy do szalupy, szalupa zjechała, na pokładzie został jeden marynarz , bosman , który operował windami i kapitan i oni dołączali , schodząc po drabince, tu kapitan nie chciał zejść i trzeba było po prostu zwiększyć mu motywację , żeby schodził, tak , że w końcu wszyscy się znaleźliśmy w szalupie , odcumowaliśmy od statku i tu podpłynęła do nas jedna z tych łodzi i kazała nam odpłynąć nam do tratw, które były otwarte i wygasić światła tychże tratw ratunkowych. Ja to zrobiłem, byłem za sterem łodzi ratunkowej i podpłynąłem i to właśnie zrobiliśmy. Po zrobieniu tego kazali za sobą płynąć i to tyle.

- Do brzegu dobiliście…

- Około 21, 22.

- Później trafiliście do jednego z pierwszych miejsc przetrzymywania, bo ich było kilka, jak ono wyglądało.


- Więc tak, to było przy plaży, zjawiliśmy się tam jadąc za tymi łodziami, przy czym była jedna taka sytuacja, gdzie oni nas rozdzielili. Jak popłynęliśmy za nimi tą szalupą, to oni rozłożyli , widziałem , ta łódź z tym działem , rozbroili , że została to sama mydelniczka i części gdzieś tam zniknęły i zanim tam dopłynęliśmy , oni nas odseparowali na dwie grupy, kazali przejść części do jednej łodzi, a tej naszej łodzi ratunkowej kazali płynąć za sobą. Tu też była lekko stresująca sytuacja, bo kapitan nie przyznał się na pytanie, tego lidera , dowódcy, wyrażone po angielsku , czy wszyscy zeszli, odpowiedź brzmiała „Yes”, na pytanie gdzie jest kapitan nie było odpowiedzi. Ono było dwa czy trzy razy powtórzone, w końcu ten lider się zdenerwował i pod lufami przegonił połowę załogi na drugą ich łódź. Kazali nam zabrać tam tylko kapoki
, pozostałe rzeczy typu flary, to wszystko zostało w naszej łodzi , jakieś apteczki , to czego się nie czepiali , wzięliśmy też przykrycie łodzi , by mieć do czegoś tam do użycia i około 22 z tego co pamiętam tam orientacyjnie umieścili nas na dwóch łodziach wyposażonych w takie duże silniki typu Yamacha czy coś w tym rodzaju i z łodzią z zapasowym paliwem , gdzie łódź płynęła z prędkością około 16-20 węzłów i tak płynęliśmy tak do rana, do 7-9 rano, cały czas na północ, bo z gwiazd się zorientowaliśmy , że płynęliśmy kursem północnym, obserwując mapę , prawdopodobnie byliśmy nawet na terytorium Sudanu albo bardzo blisko granicy, co się później potwierdziło.

- Dopłynęliście do pierwszego miejsca, gdzie przetrzymywano was blisko dobę.

-Tak, był to przy plaży z desek po skrzyniach amunicyjnych taki okop, bunkier polowy no i tam spaliśmy w tym bunkrze. Biorąc pod uwagę, że to w sumie było 31 osób, tak wypadało 0,6-0,7 metra kwadratowego na osobę, jak śledzie w puszce . Tam i jeszcze wcześniej mieliśmy racje żywnościowe , które są normalnie w szalupach, to zużyliśmy trochę tych racji żywnościowych. Tam jeszcze nie mieliśmy papieru toaletowego , więc trzeba było sobie radzić wodą, słoną, bo słodkiej nie było , dopiero później nam ją dostarczono, bo tak to nie było. Na koniec tej drugiej doby oni dostarczyli nam jakąś żywność, z tego co pamiętam była to jakiś worek cukru , soli albo groszku i przecieru pomidorowego.

- Po drugiej dobie więc traktowano was porządnej.

- To znaczy w trakcie gdy zostaliśmy wzięci do łodzi, oni zachowywali się agresywnie ale nie strzelali, przy czym nie można było wykluczyć , że za chwilę nie zaczną strzelać, Twierdzili, że mieliśmy broń na pokładzie i że więźliśmy ją dla wojsk rządowych etiopskich co oczywiście było nieprawdą. Natomiast cały czas, ponieważ statek płonął , jak się później dowiedzieliśmy, prawie sześć dni, oni dopiero na siódmy dzień byli na tym statku, z tego co dotarły wiadomości do nas i stwierdzili , że rzeczywiście nie było broni na tym statku. Natomiast wcześniej, dopóki nie mieli tego potwierdzenia, zwłaszcza w trakcie transportu byli stuprocentowo przekonani , że myśmy wieźli broń dla wojsk rządowych . Przepychanie lufą pistoletów nie było odosobnione. Nie bili nikogo natomiast tego typu zachowanie było bardzo normalne.

- W tym miejscu przebywaliście te siedem dni czy jeszcze dłużej?


- W tej chwili trudno mi umieścić to w czasie, myśmy przebywali w tym miejscu kilka dni . Miejsce było tuż przy plaży, słychać było jakieś samoloty przelatują, w związku z tym mieliśmy zakaz przebywania na zewnątrz w ciągu dnia, dopiero wieczorem jak się robiła szarówka, mogliśmy się poruszać. Obawiali się, że będziemy szukani, śledzeni i możemy zostać zauważeni. W sumie każda ze stron wyczekiwała- myśmy wyczekiwali , że coś się może zdarzy, że zostaniemy uwolnieni albo wypuszczą nas, oni prawdopodobnie czekali na potwierdzenie czy my mieliśmy tą broń czy nie, także sytuacja była taka trochę wyczekująca. O tyle się to to poprawiło, że dostaliśmy wyżywienie, mało tego , dostaliśmy papier toaletowy i szczoteczki do zębów i pastę.

- Potem zostaliście przetransportowani w jeszcze jedno miejsce, czy w tym czasie były jakieś informacje z zewnątrz , jakieś listy?

-Nie, żadnych listów nie było, jedna rzecz. Mianowicie, oni posiadali takie małe radio tranzystorowe, w pewnym momencie ktoś usłyszał , że słuchali BBC czy coś takiego. W ogóle była tego typu sytuacja, że chcieliśmy się coś dowiedzieć, nie było żadnej możliwości otrzymania informacji . W pierwszym dniu , nie nie w pierwszym , chyba w trzecim , starałem się spisać wszystko , co się działo, akurat miałem coś do pisania i pisałem to na okładce papieru toaletowego, a potrzebowałem akurat długopisa. Oni dali długopis marynarzom , bo oni chcieli sobie zrobić jakieś karty do gry, by zabijać czas , ponieważ ja to robiłem i chodziłem od człowieka do człowieka , ktoś to zauważył i wieczorem któregoś dnia zostałem wyrwany przez nich i pod bronią zaprowadzony do jakiegoś ich ichniego dowódcy, wyrwany właściwie z pozycji leżącej i przesłuchiwał mnie , dlaczego , po co i tak dalej. Ja mu wytłumaczyłem, po prostu za miesiąc, dwa, trzy tygodnie będziemy przesłuchiwani czy uda nam się nawet stąd wyjechać, zostaniemy zwolnieni, to będziemy zdawać relacje z tego , nie wiadomo , może za te dwa miesiące te szczegóły wszystkiego zostaną zapomniane , nie będzie można odtworzyć ich, pozycja statku , którą podawał radiotelegrafista, tam była zapisana, on ją podawał z pamięci , więc nie mógł popełnić błędu i ta pozycja była pozycją właściwą ,podaną w komunikacie, w trakcie późniejszej analizy był problem , że była zła pozycja, ale z moich notatek byłoby to proste do określenia. W każdym razie zostałem przesłuchany, potężnie chcieli mnie nastraszyć , a ja nie widziałem w tym co robię niczego złego, więc tylko tyle, że niektóre osoby z załogi się bardziej tego przestraszyły i twierdziły, że nie wolno czegoś takiego robić , bo to grozi jakimś rozstrzelaniem czy sprowadzeniem nieszczęścia na resztę załogi.

- Później przetransportowano was do ostatniego już miejsca pobytu , w którym już wyczekaliście uwolnienia.


-Więc zostaliśmy później… a jeszcze jedna rzecz. Oni posiadali te radia i ja poprosiłem tego jednego , czy nie mógłbym posłuchać , jeden z tych gości się zgodził i na jakiś czas, na pół godziny czy godzinę pożyczałem to radio i słuchałem . Zdaję się , że słuchaliśmy BBC , ale nie jestem w tej chwili pewnien , staraliśmy się złapać jakiekolwiek nadające się , albo Głos z Ameryki, albo BBC , albo Radio Wolna Europa, nie pamiętam na dzień dzisiejszy, prawdopodobnie to było BBC, że w Polsce wiedzą, że statek zaginął, że załoga jest porwana i że w tej sprawie prezydent Wałęsa, prezydent wtedy Polski , rozmawiał na szczeblu rządowym podejmowane zostały kroki. Także tą informację mieliśmy , to było takim psychicznym plusem dla wszystkim


- Po końcu tych negocjacji , to był chyba 19 dzień , zostaliście wypuszczeni.


- Któregoś dnia podjechały samochody, zapakowano nas i przewieziono do takiego bardziej cywilizowanego miejsca . Były to budynki , ściany były wyłożone z kamieni, oklepane gliną i zabielone, stropy to najczęściej , gdyż w międzyczasie byliśmy w takich bunkrach , kamienie ułożone i jakaś tam darń, w takich bunkrach byliśmy i trafiliśmy tutaj do taki miejsce rekonwalescencji tych bojowników, którzy tam odnieśli rany i tak dalej. Bardziej i wyposażone i dostarczali, te miejsca miały dostarczane takie rzeczy jak używana odzież, koce, w takie miejsce właśnie trafiliśmy. Mieliśmy taki jeden, w zasadzie dwa budynki do naszej dyspozycji w których byliśmy, to były jakieś 5 na siedem metrów i tam byliśmy, kontakt prowadziła kobieta, która kończyła medycynę chyba we Włoszech i ona rozmawiała po angielsku , ewentualnie z tym przywódcą, lider ich, tych co nadzorowali, pilnowali nas, miał pod sobą czterech ludzi którzy nas pilnowali. Był zakaz oddalania się i poruszaliśmy się tylko gdzieś tak 20 metrow od budynku , nie dalej. Tam przebywaliśmy praktycznie do końca, warunki się bardziej poprawiły , spaliśmy na materacach, mieliśmy mydło, był papier toaletowy, szczoteczki do zębów i pasta. Jedzenie, cały czas było to samo , w rodzaju soja czy proso czy coś takiego, takie ziarniste , na bazie przecieru pomidorowego z jakimiś dodatkami. Nie było żadnych informacji o żadnych negocjacjach , to były czyste spekulacje załogi , nie można było otrzymać żadnych informacji .
Jakieś dwa dni przed naszym zwolnieniem , mieliśmy pokazane, przyjechała taka ekipa z telewizorem , chyba on był na dwanaście volt czy dwadzieścia cztery przerobiony, plus kasetę i oni to włączyli i pokazywali jak to ci bojownicy zwyciężają z wojskami europejskimi, taka propagandówka i wtedy dostaliśmy też używaną odzież z ich tych darów amerykańskich, również koce, dodatkowe jakby ktoś chciał i to tyle. Jeżeli chodzi o żywienie, wiadomo , że nie był to highlife, nie było to dobre, ale tu trzeba uczciwie przyznać, że oni jedli dokładnie tą samą papkę , także nie można narzekać.

- Podobno tuż przed odjechaniem z tego miejsca zostaliście pożegnani przez kogoś, kto studiował w Polsce.


- Bez jakiegoś uprzedzenia , powiedziano nam, następnego dnia będziemy wizytowani, że ktoś przyjedzie. Wszyscy spekulowali, że to będzie zwolnienie ale na następny dzień zjawili się jacyś, przypuszczam jacyś wyżsi rangą, stwierdzili , że jesteśmy wolni i nie było powiedziane „Przepraszamy, nie wieźliście broni.”, nie nie po prostu stwierdzili , że jedziemy , będziemy przekazywani odpowiedni i będziemy wolni. Natomiast szczegółów nie znaliśmy, natomiast na koniec tego wystąpił młody człowiek, który studiował na AGH w Krakowie, jakiś kierunek, w każdym razie studiował w Krakowie na AGHu, mówił płynną polszczyzną , przy czym on też miał polecenie nie przekazywać żadnych szczegółów.

-Koło 11 tego końcowego dnia zostaliście zapakowani do samochodów…


-Podjechały trzy Toyoty terenowe, z tyłu pak to były takie jak pickupy , na pace była konstrukcja do plandeki , ale bez plandeki i ławeczki po obu stronach . No i właśnie na takie trzy samochody siedliśmy, na każdym samochodzie z kierowcą był jeden strażnik , z karabinem i pojechaliśmy. Jechaliśmy dosyć długo , doliną , później tojechaliśmy doliną rzeki Baraka , w każdym bądź razie, o trzeciej chyba do piątej był taki postój i praktycznie około godziny trzeciej następnego dnia znaleźliśmy się w Port Sudanie. Układ był tego typu, że najpierw oni przekazali nas , ponieważ nie mogli przekazać nas, misji amerykańskiej, który była kierowana przez Kongres w sprawie głodującej Etiopii, ci z kolei przekazali nas sudańskiej armii, która zapewniała nam bezpieczeństwo i transport od granicy przez Suakin do granicy , to taki port co zarósł rafami koralowymi aż do Port Sudanu . W Port Sudanie zostaliśmy odstawieni do hotelu , tam był już przedstawiciel Polskich Linii Oceanicznych i w tym hotelu mieliśmy czekać na samolot. Samolot był gotowy na odlot zdaje się po południu, tak że rano w grupach podjechaliśmy samochód i dostaliśmy pieniądze na niezbędne zakupy, bo byliśmy w szortach , to był styczeń 21 , w kraju to były temperatury zimowe , a tam temperatura w nocy schodziła do 12 , ale w dzień to mogło być i dwadzieścia kilka stopni, także większość była w krótkich spodenkach , tak że coś tam sobie kupić na bazarze, w grupach po pięć, sześć osób , mieliśmy na to pół godziny, podwożono nas, za pół godziny mieliśmy zgłaszać się z powrotem i mieliśmy wracać.
Gdzieś około chyba 15 autobus na lotnisko, tam na pożegnanie uścisk ręki to był ambasador amerykański czy konsul amerykański, wejście na pokład samolotu , który czekał na nas, i też obawiano się, że może zostać zaatakowany i start, międzylądowanie w Kairze, na pobranie paliwa i przylot do Gdańska.

-W Gdańsku byliście pewnie witani z ulga, z wzruszeniem.


-Tak , większość z załogi oprócz asystenta pokładowego , który był z Krakowa , ja który byłem z Ostrowca , większość była z Trójmiasta.

- Dziękuję.


[1] m/s to angielski ogólno uznawany skrót nazwy na statek motorowy.
[2] krótkie, nieprzędne włókna porastające nasiona bawełny używane jako surowiec
do produkcji celulozy oraz jako wyściółka tapicerska.
[3] 1 mila to około 1852 metrów.
[4] UKF to skrót od Ultra Fale Krótkie, służących do komunikacji na mniejsze odległości.

Autor:  Idvar Hurd [ Sob, 17 Sty 2015, 18:32 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

mapka z zaznaczonym wrakiem rzeczonego statku - [klik]

Autor:  Eruanna [ Wto, 10 Lis 2015, 17:08 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

http://wwwr.wykop.pl/ramka/1326837/niep ... -krakowie/ ja ostatnio znalazłam taką oto ciekawostkę szczerze mówiąc to mnie bardzo zaskoczyła.

Autor:  Damoms [ Śro, 17 Sty 2018, 04:11 ]
Temat postu:  Re: Ciekawe Historii Historie.

Ale co to była za substancja, tego nie dowiedziano się już nigdy - kilka tygodni później ZSRR przystąpiła do II WŚ, laborant trafił na front z którego już nigdy nie powrócił.


บาคาร่าออนไลน์

Strona 1 z 1 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/