Witaj, Nieznajomy

Forum wykorzystuje tzw. mechanizm ciasteczek (ang. cookies). U偶ywaj膮c forum wyra偶asz zgod臋 na ich przechowywanie w pami臋ci przegl膮darki i twojego komputera. Je偶eli nie zgadzasz si臋 na ich wykorzystanie, zmie艅 ustawienia przegl膮darki.

Ostatnia wizyta: Obecny czas: 艢ro, 20 Mar 2019, 04:38


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(贸w) ] 
Autor Wiadomo艣膰
 Temat postu: G贸ra.
PostWys艂any: Nie, 22 Gru 2013, 01:17 
Niepokalana dziewica
Awatar u偶ytkownika

Do艂膮czenie: 艢ro, 03 Wrz 2008, 18:51
Posty: 880
Miejscowo艣膰: Gda艅sk
Stray mnie ci艣nie, cobym dodawa艂 opowiadania.
Zatem dodaj臋.

Przyby艂em do tego kraju jesieni膮.

Widok r贸偶nicy pomi臋dzy krajem o艣ciennym, z kt贸rego przylecia艂em, a ojczyzn膮 do kt贸rej powraca艂em - bynajmniej nie jako syn marnotrawny - uderzy艂 mnie prosto mi臋dzy oczy niczym obraz gnij膮cej od wewn膮trz prostytutki, kt贸ra ju偶 zd膮偶y艂a zainkasowa膰 zap艂at臋 i roz艂o偶y膰 z uwodzicielskim u艣miechem nogi. Pierwszym zwiastunem rozpadu okaza艂y si臋 problemy z infrastruktur膮.
Tunele powietrzne dotychczas pomagaj膮ce mi p臋dzi膰 z niespotykan膮 pr臋dko艣ci膮, znik艂y niespodziewanie w jednym momencie, ust臋puj膮c miejsca nieuporz膮dkowanym wiatrom, kt贸re dla mnie - rzuconego w ich obj臋cia niczym nowo narodzone 藕rebi臋 z macicy matki - wydawa艂y si臋 chaotycznym zlepkiem pr膮d贸w i wir贸w. By uj膮膰 ten szok w s艂owa zrozumia艂e dla nie-pegaz贸w - mo偶na by mnie por贸wna膰 do korka, kt贸ry zosta艂 wyrzucony z butelki, albo kucyka, kt贸ry w pe艂nym galopie wpada na 艣liskie lodowisko. Zakl膮艂em siarczy艣cie, machaj膮c panicznie skrzyd艂ami w pr贸bie odzyskania odrobiny r贸wnowagi. Przez chwil臋 bezw艂adnie p臋dzi艂em w powietrzu niczym pocisk albo porwany przez jesienne dmuchni臋cie li艣膰, jednak nag艂e hamowanie ca艂膮 rozpi臋to艣ci膮 skrzyde艂 pozwoli艂o powstrzyma膰 nieuchronny spadek manewrowo艣ci i dalsz膮 ewentualn膮 kolizj臋. Kiedy ju偶 wyr贸wna艂em lot (kt贸rego pr臋dko艣膰 nie dor贸wnywa艂a u艂amkowi tej rozwijanej na luftbachnie) skierowa艂em si臋 do najbli偶szego, widzianego ju偶 na horyzoncie, punktu celnego.

Odrapan膮 klitk臋 pomalowan膮 w szpitalne kolory ozdabia艂o tylko wepchni臋te w k膮t god艂o pa艅stwa, oraz centralnie po艂o偶one portrety obu ksi臋偶niczek. Na swoj膮 kolej czeka艂em wepchni臋ty mi臋dzy grubego jednoro偶ca o wygl膮dzie 偶yda-przedsi臋biorcy i bezz臋bnego kucyka ziemskiego z wypchanymi torbami zagranicznych specja艂贸w, kt贸rych nawet nie pr贸bowa艂 specjalnie ukry膰. Godziny mija艂y, bezlito艣nie ot臋piaj膮c umys艂 i cia艂o.
Dosta艂em papierosa
Chwil臋 porozmawia艂em
Kiwa艂em g艂ow膮 podsumowuj膮c bie偶膮c膮 sytuacj臋 gospodarczo-polityczn膮, w niewyszukanych s艂owach przybli偶an膮 mi przez innego kolejkowicza.
Wypali艂em papierosa.

W ko艅cu przysz艂a moja kolej. Urz臋dnik przegl膮da艂 z opiesza艂o艣ci膮 moje papiery, sprawdzaj膮c wszystkie dane i rzucaj膮c mi pe艂ne wyrzutu spojrzenia. Udawa艂em, 偶e nic nie widz臋 i spokojnie znosi艂em wszystkie nast臋pne etapy kontroli. Dokumenty zosta艂y prze艂o偶one z g贸ry na g贸r臋, a nast臋pnie oznaczone wyblak艂ymi piecz膮tkami. W ko艅cu jednak trafi艂y w moje kopytka, a ja mrucz膮c s艂owa podzi臋kowania skierowa艂em si臋 przez drzwi na zewn膮trz.

Dom. By艂em w domu.


Min臋艂y ca艂e lata, od kiedy pojawi艂em si臋 tutaj po raz ostatni. Zatrzyma艂em si臋 w stolicy; przygarn膮艂 mnie jeden m贸j przyjaciel, kt贸ry mia艂 wobec mnie d艂ug wdzi臋czno艣ci i obieca艂 przetrzyma膰 przez ca艂y okres trwania pracy. Stare 艣miecie w niekt贸rych segmentach wydawa艂y si臋 trwa艂e niczym zatopione w bursztynie, ale tempo zmian w innych, b膮d藕 zmiana zapomnianych dawno i niezauwa偶anych szczeg贸艂贸w zszokowa艂a mnie. Odwyk艂em od widoku jak偶e swojskich szarych zabudowa艅 i dom贸w krzycz膮cych z swych mur贸w rdzawoszarym, ponurym j臋zykiem wsp贸艂czesnych jaskiniowc贸w. R贸wnie obce wyda艂y mi si臋 przepychanki ikon medialnych, tak poch艂aniaj膮cych otaczaj膮cych mnie zewsz膮d autonuchon贸w. Ceny w sklepach, 艣wietnie podkre艣laj膮ce nieustanne problemy wynikaj膮ce ze szwankuj膮cej infrastruktury pogodowej by艂y dla mnie zaskoczeniem. 呕a艂o艣ci膮 nape艂nia艂 mnie fakt, 偶e w ci膮gu tygodnia, dzi臋ki machlojkom, przepychankom i drobnemu 艂ap贸wkarstwu m贸g艂bym zarobi膰 znacznie wi臋cej ni偶 na rzeczywistej pracy. Kraju lat dziecinnych, z tak膮 estym膮 wspominanego przez r贸偶norakich wieszcz贸w, niestety ziemia ta nie przypomina艂a - wsz臋dzie widzia艂em nieudolnie powielane wzorce sprowadzone zza granicy i wykorzystywane na ziemi ojczystej. Nie zmieni艂o si臋 par臋 rzeczy - wszyscy chlali, narzekali i nie wykazywali 偶adnej inicjatywy co do zmiany tych stan贸w.

Na jedno tylko nie by艂em przygotowany w szczeg贸lno艣ci - gdy 艣l臋cza艂em na szczycie wie偶y, grzebi膮c w kablach i staraj膮c si臋 odczyta膰 staro偶ytne hieroglify zapisane w nieznanym mi dialekcie, kt贸re jaki艣 鈥渆kspert鈥 nazwa艂 schematem, m贸j wzrok nieustannie przyci膮ga艂 gigantyczny wa艂, ci膮gn膮cy si臋 wzd艂u偶 granic. Z pocz膮tku uznawa艂em go za cz臋艣膰 dziwnej fortyfikacji maj膮cej chroni膰 rubie偶e plan贸w, ale wydawa艂o mi si臋 to bezsensownym planem (co, bior膮c pod uwag臋 niekt贸re inwestycje w tym kraju, wcale nie przekre艣la艂o jego szans na istnienie). W miar臋 kolejnych przerw od samotnej pracy, struktura fascynowa艂a mnie coraz bardziej i bardziej. Wi臋cej - z dnia na dzie艅 zdawa艂a si臋 rosn膮膰, powoli wyrastaj膮c ponad mg艂膮 i rzucaj膮c ponury cie艅 na tereny do艅 przyleg艂e. Postanowi艂em przyjrze膰 si臋 jej dok艂adniej podczas powrotu - p贸ki co ton膮艂em w rozdzielni i kablach.

Nie b臋d臋 zanudza艂 was szczeg贸艂ami swojej pracy - je艣li ju偶 musicie wiedzie膰, to wykonywa艂em rozdzielni臋 elektryczn膮 oraz par臋 uk艂ad贸w automatyki w sto艂ecznym obserwatorium astromagicznym gdzie jako przys艂any fachowiec wykonywa艂em praktycznie sam wi臋kszo艣膰 instalacji na wysoko艣ci. Poza uk艂adami sterowania, pomaga艂a mi jednak lokalna ekipa - banda wszystko wiedz膮cych lepiej, wiecznie pijanych flachowc贸w, kt贸rzy nie za艂apali si臋 na emigracj臋, prawdopodobnie ogl膮daj膮c j膮 gdzie艣 z daleka w k膮cie i na grubym kacu. Uzupe艂nieniem dru偶yny byli nieopierzeni jeszcze technicy, kt贸rzy niedawno odkryli kt贸rym ko艅cem trzyma si臋 flaszk臋, ale wci膮偶 nie byli pewni co do tego, jak z艂apa膰 wkr臋tak. My艣liciele Ci, staraj膮c si臋 nie tyle uskutecznia膰 proces pracy, co stworzy膰 pozory jej wykonywania, psuli praktycznie dwa razy wi臋cej ni偶 robili.

Na czas pobytu zatrzyma艂em si臋 u znajomego z czas贸w szkolnych. Ten szaro umaszczony jednoro偶ec, gdy tylko zdawa艂em mu raport pe艂en wra偶e艅 z obserwacji ojczyzny w stanie dzikim, tylko sm臋tnie wzdycha艂 i kierowa艂 m臋tny wzrok swoich wielkich, bladoniebieskich oczu w pustk臋, pozwalaj膮c swojej br膮zowej grzywie 偶a艂o艣nie zwisa膰. Zdarza艂o si臋 to nagminnie, bo nieszcz臋艣liwie zosta艂em przez opatrzno艣膰 obdarzony gadatliwo艣ci膮 i ci臋tym niczym nota dyplomatyczna o zaostrzonych kraw臋dziach j臋zykiem. Po jakim艣 czasie, widz膮c, 偶e moje por贸wnania i paszkwile wp臋dzaj膮 nieboraka w coraz to wi臋ksz膮 i wi臋ksz膮 depresj臋, zrezygnowa艂em z opowie艣ci i dla odmiany czyta艂em g艂o艣no gospodarzowi co lepsze kawa艂ki z sto艂ecznych gazet i tabloid贸w. Efekt niestety by艂 odwrotny do zamierzonego - gospodarz zacz膮艂 zamyka膰 si臋 w pokoju g艂o艣no szlochaj膮c. Nie zrazi艂o mnie to jednak - przez wzgl膮d na stare czasy zdecydowa艂em si臋 podj膮膰 walk臋 o dusz臋 przyjaciela poprzez g艂o艣n膮 recytacj臋 informacji pod jego drzwiami.



Jednak - hehehehehehehehehha - sielanka trwaj膮cych dni mia艂a si臋 wkr贸tce sko艅czy膰. Z hukiem. Wszystko zacz臋艂o si臋 wczesnym rankiem, gdy umila艂em sobie 艣niadanie przed prac膮 ogl膮daniem migawek telewizyjnych. Ze wzgl臋du na wrodzony optymizm i praktyk臋, preferowa艂em proste, ale niesamowicie zabawne i odpr臋偶ajace w swoim prymitywi藕mie kresk贸wki. Jednak podczas jednego z moich wybuch贸w 艣miech贸w, emisja zosta艂a nieoczekiwanie przerwana.
Na ekranie pojawi艂 si臋 u艣miechni臋ty a偶 do przesady pysk obecnego p艂emiela cudownej krainy na tle odwr贸conego i 藕le zawieszonego god艂a pa艅stwa.
- Drodzy rodacy! - us艂ysza艂em - Stoimy dzi艣 w obliczu gigantycznej szansy dla naszego narodu, dla ka偶dego z nas w og贸le! To wielka szansa, wi臋c ka偶dy z nas, czyli ka偶dy z was, a nar贸d w og贸le musi j膮 wykorzysta膰! Wszyscy razem do艂o偶ymy naszego entuzjazmu, aby艣my na nowo wszyscy uwierzyli w Equestri臋! Pojawi艂 si臋 czas wielkich zmian. Musi zmieni膰 si臋 formu艂a naszej polityki, formu艂a spokojnego, prostego administrowania, a w艂a艣nie teraz uda艂o nam si臋 zyska膰 dost臋p do tak obiecuj膮cej profity szansy! A wi臋c drodzy rodacy, dla wsp贸lnego naszego przysz艂ego dobra, dla wsp贸lnego naszego optymizmu, dla wsp贸lnego naszego powa偶ania, 偶eby wszyscy kt贸rzy uwa偶aj膮 si臋 za equestria艅czyk贸w, ze wszystkich politycznych 艣rodowisk, kt贸re powa偶nie traktuj膮 ide臋 Equestrii jako co艣 szczeg贸lnego, zapisali nas w swojej aktywnej pami臋ci. Dlatego, dla dobra powszedniego narodu postanowili艣my odda膰 za drobn膮 op艂at膮 nasz wspania艂y kraj w r臋ce zagranicznego dyktatu!

Parskn膮艂em. To by艂o lepsze ni偶 kresk贸wki. Z u艣miechem na pyszczku s艂ucha艂em kwestii, kt贸re omawia艂 polityk, pocz膮wszy od wygodnych kajdan usprawniaj膮cych prac臋 ka偶dego robotnika, przez system centralnego karmienia - znacznie wydajniejszy ni偶 cha艂upnicze, niewarte wspomnienia rzemios艂o dokarmiania, a ko艅cz膮c na poruszonej praktycznie przy okazji kwestii specjalnego, drobniutkiego podatku, kt贸ry stanowi艂by darowizn臋 w podzi臋ce za tak doskona艂y los dla obecnej ekipy kieruj膮cej.

鈥淒roga ksi臋偶niczko Celestio
Dzi艣 odkry艂em dlaczego nie nale偶y g艂osowa膰 na band臋 debili
Niestety zosta艂em sprzedany w niewol臋
Spodziewaj si臋 mniejszej ilo艣ci list贸w od tego momentu.
Tw贸j uni偶ony
Przeci臋tny wyborca鈥

Ostatnie s艂owo przem贸wienia zosta艂o g艂o艣nym hukiem otwartych gwa艂townie drzwi. Obejrza艂em si臋 i ujrza艂em tylko znikaj膮cy w korytarzu ogon mojego gospodarza. Zakl膮艂em. By艂em 艣wi臋cie przekonany, 偶e biedak ma zamiar zrobi膰 co艣 absolutnie durnego, w stylu ostatniej, s艂ynnej szar偶y lekkiej brygady. Czu艂em, 偶e w moim obowi膮zku le偶y powstrzymanie go od durnej i m臋cze艅skiej 艣mierci.
Zbieg艂em po klatce schodowej jego 艣ladem, wypadaj膮c nast臋pnie na zewn膮trz i j臋kn膮艂em. Tak musia艂a wygl膮da膰 Equestria w czasie wiosny lud贸w. Ulice powoli zape艂nia艂y si臋 wzburzonymi grupkami obywateli, kieruj膮cymi si臋 w stron臋 siedziby rz膮du. Nad tymi pielgrzymami powiewa艂y napr臋dce sklecone afisze i flagi, a w drodze miast modlitw wykrzykiwali has艂a antyrz膮dowe. Wypatrzenie jednej osoby w rosn膮cym t艂umie wydawa艂o si臋 naprawd臋 trudnym zadaniem, by nie rzec - niemo偶liwym. Pozosta艂o mi tylko wzlecie膰 w powietrze i dokonywa膰 rekonesansu t艂umu z wysoko艣ci. Lata艂em ponad dachami budynk贸w dokonuj膮c ogl臋dzin, a偶 w ko艅cu dotar艂em do samego epicentrum (bynajmniej nie spokojnego) rozpoczynaj膮cego si臋 tajfunu. Niestety, trafi艂em do艣膰 pechowo.

Akurat zaczynali strzela膰.

Przyznam, 偶e w swym idioty藕mie nie wzi膮艂em takiej mo偶liwo艣ci pod uwag臋 - spodziewa艂em si臋 armatek wodnych, paralizator贸w, gaz贸w 艂zawi膮cych i co najwy偶ej okazjonalnego, entuzjastycznego spa艂owania kogo艣 na 艣mier膰, co dla tego typu demonstracji jest jak najbardziej naturalne oraz wskazane. W tej sytuacji kompletnym zaskoczeniem okaza艂 si臋 pocisk, kt贸ry przelecia艂 na wylot przez moje skrzyd艂o.
Zosta艂em ostro, w艣ciekle i nagle zaatakowany fal膮 b贸lu, niczym pa艅stwo d艂ugiem publicznym. Wrzasn膮艂em wysokim g艂osem i zacz膮艂em pikowa膰 na ziemi臋. Walcz膮c z wysoko艣ci膮, dokona艂em niezdarnej, acz kontrolowanej kraksy w jakim艣 zau艂ku. Uaktywni艂 si臋 instynkt z czas贸w prehistorycznych - nie my艣l膮c o niczym, zacza艂em ucieka膰 jak najdalej od wszystkiego, chc膮c po prostu jak najszybciej znale藕膰 si臋 daleko st膮d. Bieg艂em galopem, mijaj膮c kolejne ulice, zau艂ki i przecznice. W chwili spokoju pad艂em w pierwszym lepszym miejscu i pr贸bowa艂em jako艣 usztywni膰 swoje skrzyd艂o kawa艂kiem znale藕nej tkaniny. Szcz臋艣liwie nie wygl膮da艂o tak 藕le, jak w pierwszej chwili mog艂o si臋 wydawa膰 - kula tylko otar艂a si臋 o ko艅czyn臋 - znacznie gro藕niejszy prawdopodobnie okaza艂 si臋 upadek. Kiedy ju偶 mi to si臋 uda艂o i zadowolony sprawdza艂em efekty swojej pierwszej pomocy, us艂ysza艂em stukot ci臋偶kich podk贸w policyjnych. Panika powr贸ci艂a - natychmiast rzuci艂em si臋 biegiem do wylotu zau艂ka przeciwleg艂ego do d藕wi臋ku鈥 w kt贸rym ujrza艂em id膮cy w moim kierunku patrol. Zosta艂o mi tylko jedno.
Przeskoczy艂em mur.
Niezdarnie pomagaj膮c sobie skrzyd艂em, przesadzi艂em go w i艣cie filmowym stylu, jakim艣 cudem ko艅cz膮c sw贸j epicki lot l膮dowaniem na czym艣 mi臋kkim. Rozejrza艂em si臋 - sta艂em w jeszcze jednej w膮skiej uliczce, kt贸ra nie wyr贸偶nia艂a si臋 niczym szczeg贸lnym, no mo偶e co najwyzej obecno艣c膮 stoj膮cych dooko艂a mnie jednoro偶c贸w w czerni, gro藕nie celuj膮ce prosto we mnie z swoich rog贸w. Spojrza艂em w d贸艂.
Zobaczy艂em p艂emiela.
- Prosz臋, nie, nie, nie zabijaj mnie, b艂agam - krzycza艂 pode mn膮 zas艂aniaj膮c sw贸j pysk
- Eeee - zacz膮艂em niepewnie. Szczerze m贸wi膮c, zabijanie nie by艂o jedn膮 z rzeczy, kt贸r膮 bym wpisa艂 do swojego CV. By by膰 kompletnie prawdom贸wnym - nie mia艂em w tej kwestii 偶adnego do艣wiadczenia, czy kontaktu z autorytetami - niech nikt si臋 nie rusza, bo zrobi臋 mu eee, krzywd臋? - spr贸bowa艂em niepewnie.

P艂emiel le偶a艂 zaraz pode mn膮, ja nerwowo prze艂yka艂em 艣lin臋, a ochroniarze dalej gro藕nie do mnie mierzyli. Stara艂em si臋 nie pokazywa膰 zdenerwowania, w zwi膮zku z czym moje nerwy by艂y okazywane dwa razy mocniej ni偶 zwykle. Zaraz pewnie po艂api膮 si臋, 偶e nie jestem opozocjonist膮 - morderc膮 i tylko siedz臋, a nie korzystam z zak艂adnika jak z 偶ywej tarczy.
I wtedy 艣wiat eksplodowa艂. W uliczk臋 wla艂a si臋 fala, ba! istne tsunami wpienionych obywateli, kt贸rzy szybko zaj臋li ca艂y dost臋pny 艣wiat, a przynajmniej usilnie starali si臋 wywrze膰 takie wra偶enie. Szybko zmietli poddaj膮cych si臋 ochroniarzy, p艂emiel jako艣 znikn膮艂 z pola widzenia, a ja sam zosta艂em przez nich porwany, uniesiony w g贸r臋 i w eskorcie wiwat贸w poniesiony do pa艂acu.
By艂em w totalnym szoku. Kto艣 mnie umy艂, kto艣 inny nastawi艂 zwichni臋te skrzyd艂o, na domiar z艂ego kolejna osoba z za艂o偶y艂a mi na g艂ow臋 papierow膮 koron臋 pomalowan膮 na z艂oto, a nast臋pnie zosta艂em usadzony na krze艣le i zmuszony do odpowiadania w wywiadzie telewizyjnym. Oszo艂omiony szybko艣ci膮 zdarze艅 nie protestowa艂em i odpowiada艂em odruchowo bez zastanowienia. Zosta艂em uznany za obalacza rz膮d贸w i bohatera narodowego, do tego na艂ogowego. Fakt, 偶e przyby艂em do tego kraju ledwo miesi膮c wcze艣niej, w niczym nie przeszkadza艂.
Tak, zawsze chcia艂em zrobi膰 przewr贸t wojskowy. Takie hobby. Bycie w opozycji przychodzi mi naturalnie, na艂贸g taki. Przyda艂yby si臋 ko艂a anonimowych rewolucjonist贸w. Oczywi艣cie, oddam na aukcji charytatywnej seksualne niewolnice i inne przedmioty zbytku znalezione w piwnicach polityk贸w. Oczywi艣cie, ruszymy zbrojn膮 interwencj膮 by chroni膰 to偶samo艣膰 cudownej krainy. Tak. Tak. Nie. F=50 Hz, Umax 220 V, to wed艂ug mnie dobra polityka dalekosi臋偶na.

P贸藕niej zosta艂o mi tylko pomacha膰 kopytem do t艂umu, zobaczy膰 obraz 鈥渂ohaterski przyw贸dca rusza z odsiecz膮 dla Ludu鈥 jakiego艣 miejscowego artysty, przedstawiaj膮cy w spos贸b i艣cie epicki mnie samego przeskakuj膮cego przez mur, i艣膰 do kibla i zrzyga膰 si臋 z nadmiaru wra偶e艅.
Rzeczywisto艣膰 w ko艅cu usiad艂a na mojej g艂owie i zacz臋艂a mnie wali膰 w czerep w艣ciekle wielkim, dwur臋cznym m艂otem.
W jaki艣 kompletnie durny, pokr臋tny i niewyt艂umaczalny spos贸b zosta艂em kr贸lem.

Postanowi艂em przez jaki艣 czas sprawowa膰 t膮 funkcj臋 wykorzystuj膮c swoje do艣wiaczenie elektroautomatyka. Wybra艂em w kompletnie losowy spos贸b, patrz膮c tylko na cutie marki, osoby do swojej rady. Rz膮dzi艂em m膮drze i niesprawiedliwie - zredukowa艂em biurokracj臋, upro艣ci艂em przepisy, faworyzowa艂em rodzimy przemys艂, poci膮gn膮艂em do odpowiedzialno艣ci osoby odpowiedzialne za nieudan膮 sprzeda偶 kraju, oraz og贸lnie ci膮gn膮艂em wszystko do przodu. Troch臋 martwi艂o mnie zerwanie um贸w zagranicznych przez wszystkie kraje o艣cienne, ale szcz臋艣liwie i tak nic nie produkowali艣my. Og贸lnie odbi贸r moich rz膮d贸w przez lud by艂 niesamowicie pozytywny - wed艂ug mojego wiecznie pijanego ministra propagandy (kt贸ry wcze艣niej by艂 redaktorem jakiego艣 lokalnego dziennika) by艂em zaledwie czwart膮 najbardziej znienawidzon膮 osob膮 w kraju.
Gorzej, 偶e mimo zerwania um贸w handlowych, nasz s膮siad wci膮偶 domaga艂 si臋 zrealizowania planowanej transakcji. Z pocz膮tku wraz z swoim ministrem propagandy udawa艂o nam si臋 go zwodzi膰 - na przysy艂anych listach z pogr贸偶kami pisali艣my ko艣lawym pismem 鈥淎dresat w dalszym ci膮gu nie 偶yje鈥 i odsy艂ali艣my z powrotem, a gdy po odebranym telefonie rozpoznawali艣my tubalny g艂os wiadomego interesanta, udawali艣my sygna艂 zerwanego po艂膮czenia. Niestety, nie mogli艣my tego przeci膮ga膰 w niesko艅czono艣膰.

Dlatego, gdy tylko s膮siad zorientowa艂 si臋 co do naszych zamiar贸w, zarz膮dzi艂em powszechn膮 mobilizacj臋. Nie by艂a ona du偶ym problemem - dzi臋ki jednemu z atut贸w naszej nacji, jeden 偶o艂nierz by艂 ekspertem od broni bia艂ej, artylerii, taktyki, strategi, logistyki, bieg贸w w maratonie, gospodarki 艣wiatowej oraz sk艂adania 艂ab臋dzi z papieru. Rzadkie luki w wiedzy rodak贸w zaklepywali艣my wikipedi膮. Dzi臋ki temu uda艂o nam si臋 szybko uzupe艂ni膰 puste, przez brak zapobiegliwo艣ci poprzednik贸w, magazyny wojskowe, zawieraj膮ce przed mobilizacj膮 jeden pordzewia艂y pa艂asz i jaszczurk臋 (kt贸ra, jak mnie zawiadomiono, uciek艂a). Teraz fabryki pracowa艂y dzie艅 i noc, produkuj膮c or臋偶 z najlepszej stali. Co prawda, mieli艣my par臋 problem贸w - mi臋dzy innymi 艣ci膮gni臋ty z internetu projekt szabli okaza艂 si臋 korkoci膮giem, i to t臋pym, a kowale nie zauwa偶yli r贸偶nicy - ale dzi臋ki zapa艂owi i si艂om uda艂o nam si臋, je艣li nie je pokona膰, to przynajmniej omin膮膰 i ignorowa膰.

Oczywi艣cie, nie by艂 to jedyny pomys艂 na zako艅czenie konfliktu. Razem z swoim ministrem propagandy podczas zakrapianego wieczoru napisali艣my depesz臋, maj膮c膮 za艂agodzi膰 napi臋t膮 sytuacj臋. Zawiera艂a sformu艂owania, maj膮ce uspokoi膰 czytelnika, troch臋 odrobin臋 racjonalnego podej艣cia do sytuacji (鈥淲YPOWIADAMY CI WOJN臉 KRETYNIE!鈥), dobr膮 analiz臋 obecnego stosunku mi臋dzy naszymi pa艅stwami (鈥淲IEM 呕E MAMY WOJN臉. ALE TERAZ MAMY DWIE WOJNY, IN YO FACE PEDALE鈥) i sytuacji wewn臋trznej s膮siada (鈥淭YLKO TAKI KRETY艃SKI NAR脫D JAK TW脫J M脫G艁 NIE WETRZE膯 CI W MORD臉 REWOLUCJI鈥) oraz pozdrowienie maj膮ce pokaza膰 nasze umi艂owanie do ojczyzny (鈥淐HUJ CI W DUP臉 OD NASZEGO KRAJU PEDALE!鈥).

Niestety, nawet to nie pomog艂o nam w obliczu tego historycznego czasu. Gdy tylko dotar艂y do nas pierwsze pog艂oski o ruchach niedaleko granicy, pozosta艂o nam d臋cie w tr膮by i ruszenie na przeciwnika. I to wysz艂o nadzwyczaj g艂adko - tylko jedna armia, kt贸rej dow贸dca trzyma艂 map臋 i kompas do g贸ry nogami, zmyli艂a kierunek i - o czym dowiedzieli艣my si臋 po fakcie - podbi艂a o艣cienne pa艅stwo, na dodatek nie to co trzeba.
Okaza艂o si臋, 偶e dotarli艣my na miejsce za p贸藕no - wr贸g zaj膮艂 ju偶 ca艂膮 powierzchni臋 g贸ry nieopodal granic i szykowa艂 si臋 do natarcia wg艂膮b kraju (z omini臋ciem - bezczelno艣膰! kontroli paszportowej). Po raz kolejny zad臋li艣my w tr膮by i rozpocz臋li艣my przygotowywanie si臋 do starcia. Przeciwnik nie zamierzy艂 nas lekcewa偶y膰 - piechota ustawia艂a si臋 w r贸wne czworoboki i w rytm powolnego, wojskowego tupania gotowa艂a sw贸j szyk do walki z nami. Ja, z racji tego, 偶e by艂a to jedyna opanowana formacja, zarz膮dzi艂em piechocie stworzenie je偶ozwierza. Z grubsza rzecz bior膮c, piechota ustawia艂a si臋 w kupie, a nast臋pnie wystawia艂a wsz臋dzie dooko艂a swoj膮 bro艅. Jako laik nie by艂em przekonany o jej wy偶szo艣ci nad wrogim ustawieniem, ale serce podpowiada艂o mi wynik starcia (na wszelki wypadek moje walizki by艂y gotowe do wyjazdu). Patrz膮c na r贸wne, ustawione w niedu偶ej odleg艂o艣ci od siebie czworoboki przeciwnika i por贸wnuj膮c go z rodzim膮 formacj膮, dosta艂em ataku geniuszu. Kaza艂em wezwa膰 setnik贸w.

W ko艅cu nadszed艂 czas. Z obu stron zad臋to w tr膮by i mniej lub bardziej ustawione jednostki piechoty zacz臋艂y rusza膰 w swoim kierunku. W nasz膮 stron臋 ruszy艂y pierwsze gro藕ne kliny pegazich oszczepnik贸w. Na jedn膮 komend臋 piechota zakry艂a si臋 przed nimi tarczami, a鈥 hm, jej szeregi, sta艂y si臋 bardziej zwarte. Jednak to nie one mia艂y by膰 bezpo艣rednim celem ataku - tylko cz臋艣膰 eskadry przeciwnika rzuca艂a 艣mierciono艣ne dla tarcz pilum, w czasie gdy reszta skupi艂a si臋 na wojskach artyleryjskich. Wojska z obrony przeciwlotniczej stara艂y si臋 je powstrzyma膰 - w czasie lotu nurkuj膮cego, gdy pegazy by艂y naj艂atwiejsze do namierzenia, w ich stron臋 by艂y wystrzeliwane zaostrzone dyski, be艂ty, czy bardziej konwencjonalne, magiczne pioruny jednoro偶c贸w. Jednak nie wszystkie jednostki przeciwnika mog艂y zosta膰 powstrzymane - artylerzy艣ci i ich zabawki - skorpiony, mangonele, nie wspominaj膮c ju偶 o samotnych czarodziejach szykuj膮cych swoje zakl臋cia zosta艂y poharatane w wyniku atak贸w. Zach臋cone brakiem reakcji naszych pegaz贸w, pozosta艂e odwody lotnicze przeciwnika ruszy艂y do natarcia.
Zatar艂em kopytka - wr贸g po艂kn膮艂 przyn臋t臋.
W momencie, gdy zm臋czone pegazy wrogiej nacji zrezygnowa艂y z natarcia, kaza艂em wykona膰 sw贸j plan. Dotychczas ukryte pegazy wyruszy艂y z swoich pozycji. Co 10 z nich nosi艂 he艂m identyczny z he艂mem dow贸dcy przeciwnika, a zmieszane z reszt膮 oddzia艂贸w w wyj膮tkowo dobrze prze膰wiczonej formacji 鈥渃hmury鈥 (albo jak okre艣li艂 inny geniusz strategiczny 鈥渞oju鈥), by艂y praktycznie niewidoczne. Gdy tylko nasze wojska lotnicze zaatakowa艂y wroga zadaj膮c mu straty za pomoc膮 oszczep贸w, kamieni, a w paru wypadkach - swoim w艂asnym cia艂em, ci znakomicie zamaskowani szpiedzy zajmowali miejsca sier偶ant贸w. W paru wypadkach plan odni贸s艂 sukces - wrogie czworoboki piechoty zacz臋艂y traci膰 szyk, wpadaj膮c na siebie i zmieniaj膮c si臋 w zdeorganizowane, oszo艂omione zbitki kuc贸w zakutych w pancerz. Co lepsze - chaos okaza艂 si臋 zara藕liwy i gdy tylko nasze wojska dotar艂y do pozycji przeciwnika, by艂y w stanie przej艣膰 przez niego jak n贸偶 przez mas艂o. Wr贸g zacz膮艂 si臋 wycofywa膰 - w paru miejscach sk艂adnie, zaciekle odpieraj膮c ataki, w innych rzucaj膮c si臋 byle jak do ucieczki. W stron臋 naszego obozu zacz臋艂y rusza膰 pierwsze w臋偶yki pojmanych je艅c贸w, mo偶na te偶 by艂o dostrzec pierwsze starcia mi臋dzy 偶o艂nierzami o ewentualny podzia艂 okupu.
W momencie, gdy nasze wojska zacz臋艂y dochodzi膰 w pogoni do podn贸偶a gigantycznej g贸ry-wa艂u, ta zacz臋艂a si臋 rozpada膰. Ogromne zwa艂y b艂ota zacz臋艂y spada膰 na ziemi臋, mia偶d偶膮c znajduj膮cych si臋 na nieistniej膮cym ju偶 szczycie dow贸dc贸w przeciwnika. Nie wspominaj膮c ju偶 o od艂amkach, kt贸re plaskaj膮c na wszystkie strony, grzeba艂y wrogich nam nieszcz臋艣nik贸w pod swoim ci臋偶arem. Paru 艣wiadk贸w, przysi臋ga艂o na ksi臋偶yc i s艂o艅ce, 偶e w momencie gdy zacz臋艂o si臋 sypanie, by艂o wida膰 wynurzaj膮cego si臋 z struktury gigantycznego, bia艂ego or艂a. Rozpad na przestrzeni setek kilometr贸w odby艂 si臋 dos艂ownie w par臋 chwil - w jednym momencie wa艂 przes艂aniaj膮cy horyzont przesta艂 istnie膰. Na ten widok nawet najbardziej zdeterminowani zaprzestali ju偶 walki - niedobitki sk艂ada艂y bro艅 i sz艂y w niewol臋. Zwyci臋偶yli艣my.
Droga na 艣wiat le偶a艂a przed nami otworem.
Jeden z ministr贸w stwierdzi艂, 偶e g贸ra sk艂ada艂a si臋 z usypanych kucykowych zawiedzionych marze艅, smutk贸w i utraconych z艂udze艅, s艂owem - by艂a wektorem utraconej przysz艂o艣ci. Osobi艣cie w to w膮tpi臋, ale wcale nie藕le brzmi na propagandowych plakatach i w szkolnych opracowaniach.

Wr贸cili艣my do mojego kraju na zim臋.

Yavein le Cretin, 11.XI.2013.

_________________
Najlepiej nie mie膰 偶adnych przyjaci贸艂 i bliskich. Poza znajomymi z Internetu, kt贸rych mo偶esz wsz臋dzie zabra膰 ze sob膮!


G贸ra
Offline Profil  
 
 Temat postu: Re: G贸ra.
PostWys艂any: Nie, 22 Gru 2013, 18:17 
Typowy leming
Awatar u偶ytkownika

Do艂膮czenie: Nie, 08 Sty 2012, 17:02
Posty: 1294
Miejscowo艣膰: 艁贸d藕
Blargh, kucyki :evil: Jak b臋d臋 przytomniejszy to przeczytam do ko艅ca, ale brony nie jestem, lojalnie uprzedzam ;) Od pierwszego akapitu rzuca si臋 troch臋 styl, dla przyk艂adu:
YavinLeCretin napisa艂(a):
Widok r贸偶nicy pomi臋dzy krajem o艣ciennym, z kt贸rego przylecia艂em, a ojczyzn膮 do kt贸rej powraca艂em - bynajmniej nie jako syn marnotrawny - uderzy艂 mnie prosto mi臋dzy oczy niczym obraz gnij膮cej od wewn膮trz prostytutki, kt贸ra ju偶 zd膮偶y艂a zainkasowa膰 zap艂at臋 i roz艂o偶y膰 z uwodzicielskim u艣miechem nogi
co ma uderzenie prosto mi臋dzy oczy z obrazem prostytutki? Je偶eli ju偶 przerabiasz zwi膮zek frazeologiczny ("uderzy艂o w oczy") na dos艂owno艣膰 ("uderzy艂o mnie prosto mi臋dzy oczy") w pierwszym (no, czwartym... :roll: ) zdaniu podrz臋dnym, to zako艅czenie go powrotem do symboliki zgrzyta i, jak dla mnie, stanowi b艂膮d stylu. Nie by艂by to b艂膮d, gdyby by艂o to uzasadnione tre艣ci膮, by艂o 艣wiadomym nagi臋ciem regu艂 dla konkretnego celu/efektu - tyle 偶e tutaj tak nie jest. Naruszenie zasad nic nie wnosi.

Reszta uwag jak przeczytam, a do tego musz臋 si臋 wyspa膰 ;)

_________________
Do not follow where the path may lead 鈥 go instead where there is no path and leave a trail.

Danger? Hah! I walk on the wild side! I laugh in the face of danger! Ha! Ha! Ha!

Wioska: Senzavir "Aval" Seremeneth
Magiczny Spisek: Nasira Hariri


G贸ra
Offline Profil  
 
 Temat postu: Re: G贸ra.
PostWys艂any: Nie, 03 Mar 2019, 14:44 
Przybysz

Do艂膮czenie: Wto, 09 Pa藕 2018, 22:21
Posty: 7
Zabawki od zawsze nam si臋 kojarz膮 z dzieci艅stwem i beztrosk膮. Ja ostatnio swojej c贸rce tak偶e kupowa艂am lalki https://modino.pl/lalki-i-akcesoria-steffi kt贸re mia艂am jak by艂am ma艂膮 dziewczynk膮. W ko艅cu czar zabawek nigdy nie pry艣nie :)


G贸ra
Offline Profil E-mail  
 
Wy艣wietl posty z poprzednich:  Sortuj wed艂ug  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(贸w) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

U偶ytkownicy przegl膮daj膮cy to forum: Brak zarejestrowanych u偶ytkownik贸w oraz 1 go艣膰


Nie mo偶esz zak艂ada膰 nowych temat贸w na tym forum
Nie mo偶esz odpowiada膰 w tematach na tym forum
Nie mo偶esz edytowa膰 swoich post贸w na tym forum
Nie mo偶esz usuwa膰 swoich post贸w na tym forum
Nie mo偶esz dodawa膰 za艂膮cznik贸w na tym forum

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group